Aktualności

Chłodnym okiem: Urban vs Skorża

15.03.2010 (16:25) | Adam Osiński
Jan Urban i Maciej Skorża przestali być trenerami Legii i Wisły. Ich misja wprowadzenia czołowych polskich klubów na salony piłkarskiej Europy, choć realizowana była przez prawie trzy lata, nie powiodła się. Efektów ich pracy nie można jednak oceniać podobnie. Gdy w czerwcu 2007 roku działacze z Łazienkowskiej i z Reymonta zatrudniali młodych szkoleniowców, liczyli, że po przykrych rozczarowaniach mijającego sezonu osiągną w końcu dominację w kraju i solidność na kontynencie. Urban tych aspiracji w życie nie wcielił, tymczasem Skorża na własnym podwórku był najlepszy. Przynajmniej tyle.


 

Legia Urbana zespołem była chimerycznym, na dodatek wyszydzanym przez własnych kibiców. Co z tego, że gwiazdki ze stolicy potrafiły się spiąć dwa razy w sezonie na Wisłę czy Lecha, skoro zbierały baty na prowincji (a ostatnio także i u siebie)? Były już trener Legii wielokrotnie narzekał publicznie na poziom swych kopaczy (ciekawe, jak to wpływało na ich morale?), lecz przecież powinien stworzyć kolektyw z zespołu, za którego kadrę był współodpowiedzialny. Nie zrobił tego.



Co innego w Krakowie, gdzie Wisła pod wodzą Skorży dwukrotnie wywalczyła mistrzostwo. Pierwsze z nich niemalże spacerkiem: Biała Gwiazda grała tak dobrze, że zachodziły obawy, czy wiosną, gdy tytuł był już w kieszeni, krakowianom będzie się chciało wrzucić choćby czwarty bieg. W drodze po drugi tytuł Skorża i jego chłopcy napocili się bardziej, bo musieli zdystansować lokomotywę napędzaną przez Franciszka Smudę. Jakby było teraz? Nie dowiemy się. Ale nawet fatalny początek wiosny po krakowsku jest niczym w porównaniu do trzyletniej, warszawskiej nijakości.