Aktualności

Chłodnym okiem: Nowy Sącz śladem Wodzisławia?

26.04.2010 (13:54) | Adam Osiński
Jak co roku zima w naszym kraju się dłużyła, ale wiosną piłkarze i kibice wytchnienia już nie mają. Ledwo zakończyła się 25 kolejka, a już dziś rusza kolejna seria spotkań. Zawrotne tempo rozgrywek jest proporcjonalne do zmian, jakie każdego dnia przynosi ligowa tabela. Gdy wydawało się, że sytuacja Odry na powrót robi się beznadziejna, strzał rozpaczy z ostatniej minuty odmienił położenie wodzisławian i ich rywali ze stolicy. Co prawda po dniu jutrzejszym mogą nastąpić kolejne przetasowania, ale realne jest to, że i tym razem Odra urwie się ze stryczka i zagra na nosie tym sympatykom futbolu, którzy życzą jej spadku.


 

A życzą jej tego, bo woleliby oglądać w najwyższej lidze markowe kluby z rzeszą kibiców na trybunach i perspektywami na przyszłość. Tymczasem Odra pełni od wielu lat rolę zapchajdziury, która nie chce iść śladem Świtu, Polkowic czy Szczakowianki. Po tamtych zespołach nie ma w elicie już śladu – jak szybko się pojawiły, tak szybko znikły. Odra wciąż trwa. Doceniam determinację jej włodarzy i to, co dla kolorytu ligi zrobili w ostatnich miesiącach. Mam jednak nieodparte wrażenie, że po osiągnięciu celu przy czeskiej granicy ponownie zapanuje normalność. Czyli marazm.



Powoli należy się oswajać także z myślą, że wkrótce do najlepszych dołączy Sandecja Nowy Sącz. Klub obchodzący w tym roku stulecie istnienia robi furorę w pierwszej lidze (w sobotę pokonał na wyjeździe ŁKS i jest wiceliderem), więc zacny jubileusz chciałby uświetnić awansem. Gdyby się udało, poprzeczka byłaby zawieszona wysoko – Sandecja miałaby problemy, aby podołać wyzwaniu, jakie niesie ze sobą gra w Ekstraklasie. Wątpliwe też, by absolutny debiutant mógł do ligi wnieść cokolwiek świeżego. No, może poza egzotyką, która i tak szybko się znudzi.