Mija 21 lat od debiutu Sebastiana Mili w ekstraklasie

15.03.2023 (16:00) | Paulina Zemła
uploads/images/2022/8/glowne_630b4e9196300.jpg

fot.: Karol Korczyński

W 2002 roku zaliczył swój debiut w ekstraklasie, a dziś wciąż jest posiadaczem mocnego nazwiska w świecie polskiej piłki. W jaki sposób zawodnik nieznanej drużyny wyeliminował Manchester City? Czym Sebastian Mila zapisał się w historii Śląska? Przyjrzyjmy się dokładniej byłemu kapitanowi WKS-u, który niedawno świętował swoją kolejną rocznicę debiutu w ekstraklasie.



 

Chłopak z Koszalina

Urodzony na Pomorzu „Roger” (bo taki pseudonim otrzymał w młodości na cześć kameruńskiego piłkarza Rogera Milli) jako 10-latek rozpoczął grę dla Bałtyku Koszalin. Poważniejszą piłkę poznał podczas trzech sezonów w barwach Lechii Gdańsk, z którą musiał rozstać się z powodu problemów finansowych klubu. Po krótkim epizodzie w Orlenie Płock, w 2002 roku Mila trafił do Dyskobolii Grodzisk Wielkopolski, która okazała się później dużym zaskoczeniem I ligi (ówczesnej ekstraklasy). Tym sposobem, 9 marca 2002 roku pomocnik zadebiutował na najwyższym szczeblu rozgrywkowym w kraju. Prezesem podpoznańskiego klubu był w tym czasie przedsiębiorca Zbigniew Drzymała nazywany przez wielu ojcem sukcesu nie tylko Mili, ale także Andrzeja Niedzielana czy Grzegorza Rasiaka, którzy w wielkopolskim klubem walczyli razem o mistrzostwo Polski. Pierwszą bramkę w najwyższej lidze bohater tego tekstu zdobył 17 sierpnia 2002 roku w meczu przeciwko Górnikowi Zabrze (2:2). 

TO NIE CZARY...

W 2003 roku o małej miejscowości stało się głośno nie tylko w kraju, ale i w Europie, kiedy to drużyna prowadzona przez Duszana Radolskiego wywalczyła drugie miejsce w lidze, a co za tym idzie możliwość sprawdzenia się w Pucharze Europy. Gdy Sebastian Mila wraz z kolegami wyeliminowali litewski Atlantas Kłapeda (dwumecz 6:1) i niemiecką Herthę BSC (dwumecz 1:0), zaskoczenie polskich kibiców było ogromne. Nadzieje jednak zmalały, gdy w II rundzie podpoznański klub spotkać się miał z Manchesterem City. Na City of Manchester Stadium nikt nie słyszał wcześniej o Grodzisku, a już w 5. minucie meczu gospodarze cieszyli się z gola. Skrzydła Anglików zdołał jednak podciąć 21-letni Mila, który w 65. minucie spotkania posłał piłkę do bramki rywali. Po faulu na Grzegorzu Rasiaku, rzut wolny okazał się idealną okazją dla pomocnika, który lewą nogą wprowadził piłkę w samo okno Davida Seamana. Ten perfekcyjnie wykorzystany stały fragment gry uciszył angielskie trybuny. Po tym pamiętnym remisie polska drużyna zdołała obronić Grodzisk przed wielkimi „The Citizens”, remisując bezbramkowo w meczu rewanżowym. Mimo porażki na późniejszym etapie rozgrywek, nikt nie zapomni historii małego klubu i Sebastiana Mili jako bohatera spotkania wyjazdowego.

KIERUNEK WROCLAW

Po ponad 70 rozegranych meczach Sebastian Mila podjął decyzję o spróbowaniu swoich sił poza granicami Polski. Po trzech sezonach w Austrii Wiedeń, gdzie poczuł smak mistrzostwa kraju oraz krótkiej przygodzie w norweskim Valerengens, wrócił do kraju i występował w barwach ŁKS-u Łódź jeden sezon.  Pomocnik poświęcił karierę kilku klubom, ale kibice Śląska nie zapomną jego siedmiu szczęśliwych lat w WKS-ie. Pierwszy – 2008/09, był dla podopiecznych Ryszarda Tarasiewicza szczególnym czasem, jako beniaminek ekstraklasy klub zdobył Puchar Ligi, a Mila zanotował pięć goli. Szybko stał się w oczach szkoleniowca Śląska liderem drużyny i otrzymał na długo kapitańską opaskę.

Trenera „Tarasia” po czasie zastąpił niezapomniany Orest Lenczyk, który nie zamierzał szukać wśród zawodników nowego kapitana - Mila wyróżniał się w szatni i na boisku będąc jednym z kluczowych zawodników na drodze po mistrzostwo Polski. W sezonie 2010/11 prawie się to udało, jednak cztery bramki pomocnika nie wystarczyły do zdobycia pierwszego miejsca w tabeli. Kolejne rozgrywki rozpoczął mecz Ligii Europy, gdzie „Milowy” strzelił honorowego gola Rapidowi Bukareszt (1:3). Większość kibiców na pewno kojarzy Sebastiana z rokiem 2012, kiedy pomocnik przyczynił się do osiągnięcia celu, na który kibice Śląska czekali 35 lat. Po sezonie pełnym wielu wzlotów jak i kilku upadków – to Mila wyprowadził drużynę na murawę przy Reymonta, gdzie kapitan zdobył kolejne w swojej karierze mistrzostwo kraju. Kariera we Wrocławiu z pewnością przyczyniła się do wzrostu zainteresowania selekcjonerów kadry narodowej, do której licznie powoływano zawodnika w latach 2003-2015. 

POCZĄTEK KOŃCA

W kolejnym sezonie ekstraklasy Mila wciąż błyszczał, a wrocławianie zdobyli brązowy medal i Superpuchar Polski. Następne miesiące jednak zarówno dla klubu jak i samego kapitana nie były kolorowe, drużyna nie zachwycała stylem gry a sam bohater tekstu zmagał się z kontuzją. Kiedy szkoleniowcem WKS-u został Tadeusz Pawłowski, przyszedł czas na dosyć drastyczną dla Mili decyzję i pomocnik musiał pożegnać się z opaską kapitana. Być może to właśnie ten krok zmotywował zawodnika do działania i dwa lata po zdobyciu przez klub najwyższego tytułu, znów było widać w nim zaangażowanie i nową energię.

12 grudnia 2014 – tego dnia Sebastian Mila rozegrał ostatni mecz w zielono-biało-czerwonych barwach i postanowił spełnić jedno ze swoich marzeń wracając do Lechii Gdańsk, w której stawiał pierwsze kroki jako profesjonalny piłkarz. Obecnie byłego kapitana WKS-u słyszymy często w roli eksperta i komentatora podczas najważniejszych futbolowych wydarzeń w Polsce (obecnie pracuje w Meczyki.pl). Z pewnością kibice Śląska nigdy nie zapomną "Rogera", który swoim zaangażowaniem i niesamowitym charakterem wpisał się nieodwracalnie w historię wrocławskiej piłki nożnej. 

ZOBACZ też: Historia zatoczyła koło. Pawelec znów przeciwko Polonii

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet na kanale WhatsApp. Odwiedź nas także na Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.