Statystyki nie kłamią: Widzew Łódź

04.08.2022 (10:00) | Karol Bugajski
uploads/images/2022/8/widzew2_62eaa313b0c47.jpg

fot.: Bartłomiej Wójtowicz

Po ośmioletniej przerwie Śląsk Wrocław znowu zagra o ekstraklasowe punkty z Widzewem Łódź. Przed spadkiem wizyty czterokrotnego mistrza Polski na Pilczycach nie dostarczały mu zbyt wielu powodów do zadowolenia.



 

Mecz z drugim z beniaminków obecnego sezonu ekstraklasy przynosi kolejny patent gospodarzy – tym razem jednak, inaczej niż w poniedziałek w Kielcach, to seria dobra dla Śląska. O ile zielono-biało-czerwoni w ostatnich latach na stadionie Korony wyłącznie przegrywali, tak podobną serię na ich obiekcie ma sobotni przeciwnik z Alei Piłsudskiego. Dość powiedzieć, że Widzew trzy razy w historii miał okazję do ligowej rywalizacji na Pilczycach i trzykrotnie przegrywał – w 2013 roku 1:2 oraz 1:3, a w 2014 0:1. W międzyczasie był też bezbramkowy remis w Łodzi, co sprawia, że Śląsk ma na swoim koncie serię czterech kolejnych ligowych meczów bez porażki z tym rywalem. Poprzednie potknięcie przytrafiło mu się w pierwszym ekstraklasowym występie po zdobyciu mistrzostwa Polski – wyjazdowe 1:2 w 1. kolejce sezonu 2012/2013. Wtedy jednak w jego składzie brakowało zawieszonych Sebastiana Mili, Mariusza Pawelca czy braci Gikiewiczów.

BYLI JEDNYM Z CZTERECH

Wrocławianie w poprzednim domowym występie wreszcie przerwali trwającą od listopada dziewięciomeczową, fatalną serię bez zwycięstwa. Gdyby po pokonaniu Pogoni (2:1) kolejny raz byli w stanie zgarnąć komplet punktów przed własną publicznością, mówilibyśmy o ich najlepszej ligowej serii na Pilczycach od jedenastu miesięcy (wtedy dwie kolejne wygrane zanotowali w starciach z Legią i Wisłą Płock). W poniedziałek w Kielcach (1:3) zielono-biało-czerwoni ponieśli pierwszą porażkę pod wodzą trenera Ivana Djurdjevicia. Do tego momentu mogli chwalić się statusem jednej z czterech ostatnich niepokonanych drużyn w ekstraklasie, teraz w ten sposób tytułują się już tylko Nafciarze, Cracovia oraz Raków. Niedawne domowe przełamanie nie oznacza, że Śląsk nie ma już złych serii we Wrocławiu – ciągle czeka na pierwsze czyste konto w roli gospodarza od 13 marca i 0:0 z Radomiakiem. Od tego czasu w sześciu spotkaniach rozgrywanych przed własną publicznością stracił 12 goli, więcej tylko radomianie (16, ale w siedmiu występach).

DEBIUT NA CAMP NOU

Widzew na powrót do ekstraklasy czekał najdłużej spośród tercetu beniaminków – od 2014 roku, podczas gdy Miedź od 2019, a Korona od 2020. Czterokrotny mistrz Polski przegrał dwa z pierwszych trzech spotkań w nowym sezonie (1:2 z Pogonią i ostatnio 2:3 z Lechią), jednak po każdym zasługiwała na pochwały za odważną, ofensywną grę. Jedyne punkty do tej pory zdobyła w wyjazdowym starciu z Jagiellonią (2:0), a trzy gole w trzech meczach strzelił Bartłomiej Pawłowski. Skrzydłowy tuż przed rozpoczęciem rundy wiosennej rozstał się ze Śląskiem, którego zawodnikiem był przez półtora roku, a w barwach łodzian wcześniej grał już przez cały 2013 rok (to zaowocowało transferem do Malagi i debiutem w podstawowym składzie na ligowy mecz na Camp Nou). Trenerem Widzewa jest z kolei Janusz Niedźwiedź, który wcześniej pracował w drugoligowym Górniku Polkowice i w sezonie 2020/2021 nie potrafił pokonać Śląska II (0:0 przy Oporowskiej, 2:2 przy Kopalnianej). W tych meczach grali Michał Szromnik, Piotr Samiec-Talar czy Adrian Łyszczarz, a wrocławian w duecie z Piotrem Jawnym prowadził Marcin Dymkowski, który dziś jest w sztabie ekstraklasowego Śląska.

ZOBACZ też: Plusy i minusy meczu z Koroną