Łabojko: Śląsk idzie w dobrym kierunku (WYWIAD)

22.11.2020 (17:00) | Krzysztof Banasik
uploads/images/2020/9/labojko_5f64f6f1c27c0.PNG

fot.: Mateusz Porzucek

Jego transfer z pierwszoligowego wówczas Rakowa Częstochowa do Śląska nie wywołał fali euforii. Dwa lata później Jakub Łabojko zasłużył na transfer do Serie B, w międzyczasie we Wrocławiu doceniono jego boiskową inteligencję i rolę, jaką pełnił na murawie. W pierwszej części naszej rozmowy pomocnik Brescii Calcio szczerze podsumował swoją przygodę z WKS-em. Ostatnio rozmawialiśmy też z narzeczoną Łabojki - możecie ją przeczytać TUTAJ.



 

Buona sera come stai?

Buona sera, buona sera, tutto bene.

Is Jesse Joronen very, very solid keeper?

Yes, very, very (śmiech).

Oglądałeś przed wyjazdem ponownie wywiad Wojtka Pawłowskiego, żeby wiedzieć, jak nie zostać królem Internetu?

(śmiech) We will say what time we will tell.

Ile mamy czasu na rozmowę?

Dużo, tutaj czas płynie wolniej, inaczej niż we Wrocławiu.

Oglądałeś debiutancki mecz Przemka Płachety w kadrze, ten przeciwko Ukrainie?

Jasne, oglądaliśmy razem z Filipem Jagiełłą, który jest naszym sąsiadem. To nie był najlepszy mecz reprezentacji, ale Przemek moim zdaniem dobrze się spisał. To był jego pierwszy występ, nie miał za dużo czasu na przygotowanie się , po prostu wszedł i pokazał, co potrafi.

Kiedy twoja kolej?

Spokojnie, obecnie mam inne priorytety i o kadrze, chociaż o niej marzę, teraz nawet nie myślę. Chcę najpierw wywalczyć sobie stałe miejsce w Brescii, być pewnym punktem zespołu.

Nie jest tajemnicą, że podczas wspólnej gry w Śląsku przyjaźniliście się z Przemkiem. Czemu?

Mamy wspólnego menadżera i jak Przemek przeszedł do Śląska, zostałem poproszony o wsparcie dla niego w różnych sytuacjach. Poznaliśmy się już pierwszego dnia Przemka we Wrocławiu. Pomagałem mu w tych początkowych sprawach, jak „wejście” do szatni. Fajnie od początku mieć obok siebie kogoś, do kogo można się odezwać. Nasze dziewczyny też się zaprzyjaźniły, zaczęliśmy wspólnie spędzać czas. Jesteśmy do siebie trochę podobni charakterologicznie.

No właśnie, też mam takie wrażenie, że macie wspólne cechy – obydwaj stawiacie na ciężką pracę, ale jesteście przy tym skromni i nieco wycofani. Różnica jest jednak zauważalna w twojej obecności w mediach – nie masz już dosyć wywiadów? Odkąd jesteś we Włoszech, sporo rozmów już za tobą.

Nigdy o wywiady się nie proszę, ale zawsze, jak ktoś ma ochotę ze mną porozmawiać, to znajduję dla niego czas. Ja rozumiem, że dziennikarstwo to jest czyjaś praca i ktoś potrzebuje ze mną pogadać, żeby mieć materiał i móc coś napisać. Nie mam powodów, żeby wywiadów nie udzielać.

Jak to wygląda ze strony włoskich mediów?

Nie miałem jeszcze kontaktu z włoskimi mediami. Pandemia na pewno w tym kontakcie przeszkadza. Może, gdybym grał w Serie A, to byłoby inaczej. Na ten moment mogę powiedzieć, że w Śląsku było bardziej „medialnie”. Dla mediów klubowych tylko po podpisaniu kontraktu się wypowiedziałem, ale to po angielsku. 

Z reguły o piłkarzach, którzy grają na twojej pozycji, nie mówi się dużo, a już szczególnie – nie chwali się ich. Tymczasem podczas twojego pobytu w Śląsku zebrałeś dużo pochwał. Skąd taki fenomen?

Myślę, że przede wszystkim to zasługa ciężkiej pracy na boisku, którą kibice zauważyli. Poza boiskiem starałem się być dobrym, serdecznym człowiekiem. Do dzisiaj z wieloma osobami mam dobry kontakt – z zawodnikami, sztabem szkoleniowym, fizjoterapeutami, pracownikami klubu czy kibicami Śląska. Cieszę się, że mogłem trafić do Wrocławia.

W mediach zawsze wypowiadasz się bardzo rozważnie, stonowanie. To twoja strategia, czy po prostu tak masz?

Często, jak ktoś ma inne zdanie od większości, to wylewa się na niego fala hejtu, tak jak na Tymka Puchacza za to, że poparł strajk kobiet. Ogólnie nasz kraj ostatnimi czasy jest bardzo podzielony. Teraz każdy mając Twittera czy Facebooka może się wypowiadać na dany temat często nie mając o tym kompletnie żadnej wiedzy. Wszyscy są znawcami w każdej dziedzinie, dlatego staram się nie wypowiadać na kontrowersyjne tematy, bo to po prostu się nie opłaca. Ludzie nie potrafią zrozumieć, że ktoś może mieć inne zdanie.

Zawsze jesteś taką oazą spokoju?

Nikt nie jest idealny i czasami zdarza mi się zdenerwować, ale raczej dzieje się to we mnie, w środku, rzadko pokazuję złość na zewnątrz. Na boisku zbyt duża nerwowość niepotrzebnie przekłada się też na innych zawodników. to w  konsekwencji nie prowadzi do niczego dobrego. Jak już się trzeba denerwować, to wolę to zrobić na sędziego (śmiech).

A sytuacja, kiedy Diego Żivulić “posadził cię” na ławce to sytuacja, kiedy byłeś wkurzony?

Tak, bo rozumiałbym tę decyzję, gdyby moje miejsce zajął ktoś lepszy, wnoszący coś pozytywnego na boisku, a w tym wypadku tak nie było. Nie rozumiałem tego. Cały czas starałem się przekonać do siebie trenera i czekałem na swoją szansę, żeby dać trenerowi argument do postawienia na mnie.

Trener tłumaczył ci swoją decyzję? 

Po przerwie w rozgrywkach z powodu koronawirusa Diego zagrał w trzech kolejnych meczach. Wskoczył za mnie do składu na mecz z Rakowem Częstochowa, kiedy trener Lavicka chciał “podwyższyć” nasz zespół. Zdaniem trenera wypadł dobrze, a że trener jest konserwatystą, to nie chciał tak szybko zmieniać składu. Później przyszły gorsze mecze i trener dał mi z powrotem szansę, od 32. kolejki grałem już w każdym spotkaniu 90 minut.

No i widzimy, gdzie teraz jesteś ty, a gdzie jest Diego. Siedzi w rezerwach na ławce, z której się nie podniósł ani razu.

Każdy ma swoją drogę którą podąża a później ponosi odpowiedzialność za swoje decyzje które się podejmuje.

Jak patrzyłeś na Markovicia i Żivulicia, zastanawiałeś się, co ci goście tutaj robią?

Filip jako skrzydłowy lub jako “dziesiątka” na treningach wyglądał dobrze, ale nie potrafił tego pokazać w meczach, może nie pasował swoją charakterystyką do tego zespołu? Może przez to swoich umiejętności nie “sprzedał”. Transfer Diego też rozumiałem, bo jeśli czterech środkowych pomocników było o podobnej charakterystyce, to musiał być ktoś o innych parametrach. Obydwa transfery w jakimś sensie się broniły, natomiast jest wielu zawodników szczególnie na pozycję numer „6” w pierwszej lidze którym można dać szansę. A uważam, że Polsce takich piłkarzy nie brakuje.

Miałeś już w swojej seniorskiej karierze jakiś taki moment, o którym możesz powiedzieć, że był trudny?

Myślę, że kontuzja tuż po przyjściu do Śląska, która dwa lata temu przytrafiła mi się po meczu przeciwko Legii Warszawa. To był uraz kości śródstopia i diagnozy lekarzy nie były optymistyczne, bo mówiły o półrocznej przerwie. Na szczęście, dzięki zastosowaniu innej metody zaproponowanej przez jednego z lekarzy, udało mi się wrócić do grania dużo szybciej.

Zanim przyszedłeś do Śląska, miałeś jeszcze inne oferty z ekstraklasy?

Tak, była oferta z Wisły Kraków, ale wtedy Wisła miała duże problemy. Bałem się trochę tego i postawiłem na Śląsk, ale nie tylko dlatego, że nie chciałem iść do Wisły. Czułem, że tworzy się ciekawy projekt. Widziałem, że dyrektor sportowy Dariusz Sztylka chce postawić na transfery młodych Polaków z niższych lig i ich rozwijać. Zaufałem dyrektorowi, a także Tadeuszowi Pawłowskiemu i dzisiaj zbieram tego owoce. To był dobry ruch dla obu stron.

Pamiętasz pierwsze spotkanie z trenerem Lavicką, który zastąpił trenera Pawłowskiego?

Tak, spotkaliśmy się na Oporowskiej, trener się z nami przywitał, niektórych z nas już kojarzył, bo oglądał nasz wcześniejszy mecz. Pierwsze wrażenie było pozytywne. Patrząc też na jego CV było widać, że przychodzi doświadczony szkoleniowiec.

To pierwsze wrażenie potwierdziło się później?

Tak, chociaż ze względu na fakt, że trener pracował wcześniej z kadrą U-21 w Czechach, spodziewałem tego, że będzie odważniej stawiał na młodszych zawodników, mniej doświadczonych. Spodziewałem się też większego zaufania ze strony trenera do popełnianych przez młodych piłkarzy błędów. Trochę tego u trenera brakowało, żeby w którymś momencie podjął ryzyko i postawił na mniej doświadczonego gracza. Trener, kiedy miał dwóch zawodników o podobnych umiejętnościach, podobnych parametrach, stawiał na tego bardziej doświadczonego.

Nie męczył cię ten defensywny styl zespołu?

Nie, teraz jest taka perspektywa przez ostatnie wyniki Śląska. Jak przychodził trener Lavicka, jego misją było uratowanie ekstraklasy, te punkty trzeba było ciułać, nieważne jak, żeby tylko udało się utrzymać. Później mieliśmy naprawdę dobre pół roku - atmosfera w szatni, gra, taktyka, wszystko nam odpowiadało. Nawet, jeśli zdobywaliśmy te punkty grając defensywnie, to końcowo liczył się wynik, a w tabeli byliśmy wtedy wysoko. Później wszystko rozjechało się po przygotowaniach na Cyprze, i przez pandemię. Zaczęło nam też brakować zawodników, którzy doznali kontuzje, a na których mogliśmy liczyć jesienią - Wojtek Golla, Łukasz Broź. To byli kluczowi zawodnicy, drużyna już tak dobrze nie funkcjonowała i punkty nie przychodziły już z taką łatwością jak jesienią.

Długo biliście się o europejskie puchary, czemu ostatecznie się nie udało?

To był pierwszy sezon, w którym Śląsk zaczął się liczyć w ekstraklasie. Podczas tego sezonu  zaczęliśmy budziliśmy respekt. Wszyscy, którzy przyjeżdżali do Wrocławia, wiedzieli, że na więcej niż jeden punkt liczyć nie mogli (Śląsk na 19 meczów u siebie przegrał tylko 2 - przyp.red). Mieliśmy problem z wyjazdami, który trwa do dzisiaj. Ciężko mi powiedzieć, z czego to wynika, bo nasze nastawienie na grę poza Wrocławiem było takie samo jak na mecze domowe.

Trener Barylski ostatnio powiedział mi to samo, że na wyjazdach Śląsk chce grać jak u siebie - tą samą taktyką, ustawieniem i tak dalej. Może tu jest właśnie problem - może na wyjazdach trzeba się ustawić trochę inaczej, trzeba wymyślić coś innego, żeby zwyciężać.

Ale czym się różni mecz na wyjeździe od tego u siebie, poza stadionem? Niczym. Boisko, linie, bramki, sędziowie, piłka, wszystko jest takie same. Dlaczego nagle drużyna ma grać inaczej? Ciężko jest stwierdzić, gdzie jest problem Śląska, może poza boiskiem? W mentalności? Nie wiem, strasznie złożony jest to problem i trzeba go mocno zgłębić, żeby dojść do jakichś wniosków.

Generalnie gra Śląska w ostatnich czterech spotkaniach nie wyglądała dobrze, może to jest wynik tego szalonego terminarza z ciągłymi przerwami? Formę lepiej budować trenując, czy grając?

Zdecydowanie grając. To mecze napędzają, oczywiście szczególnie te zwycięskie, zupełnie inaczej wtedy się trenuje w tygodniu, człowiek ma inne nastawienie. Dwutygodniowy rozbrat z piłką nie jest niczym dobrym, mecz zawsze jest nagrodą za pracę zrobioną w tygodniu i tej nagrody brakuje. Jeszcze dodatkowo przy obecnej sytuacji pandemicznej mikrocykle są utrudnione, przez co trenerzy nie mają łatwo.

Czego Śląskowi brakuje, żeby wejść na poziom wyżej i regularnie plasować się na podium?

Śląsk jako klub wreszcie się ustabilizował - jest dyrektor Sztylka, jest trener, prezes, który na stanowisku jest dłużej. To jest coś, czego brakowało. Ciągłe zmiany nie prowadzą do niczego dobrego, wręcz przeciwnie, klub stawał się takim miejscem, kiedy wielu nowych zawodników przychodziło co okienko i szybko odchodziło. Jarek Szandrocho nazywa takich piłkarzy przeciągami (śmiech). Do tego stabilizacja na stanowisku trenera, wystarczy popatrzyć na Raków Częstochowa, który ma tego samego szkoleniowca od II ligi i dzisiaj jest liderem ekstraklasy. Śląsk rozwija też akademię, jej struktura się ustabilizowała. Mam wrażenie, że wszystko idzie w dobrym kierunku.

Zgadzam się i uważam, że to m.in. ta stabilizacja dała nam spokojny awans do górnej ósemki i 5. miejsce w lidze. Ale co teraz trzeba zrobić, żeby było jeszcze lepiej?

To nie jest łatwy rok dla sportu, pandemia dużo namieszała i nie wiadomo, jak ten świat piłki nożnej będzie wyglądał w przyszłości. Wrocław jest dużym miastem i problemy gospodarcze mogą spowodować, że nie będzie już tylu pieniędzy na finansowanie piłki. Trzeba popatrzeć na temat szerzej, nie tylko na boisko. To wszystko może mieć wpływ na transfery, teraz z klubu odeszli Łukasz Broź i Michał Chrapek, kontuzji doznał Wojtek Golla - to byli naprawdę bardzo ważni gracze. Wkomponowanie nowych piłkarzy, wypracowanie automatyzmów - na to wszystko trzeba czasu. W minionym sezonie uważam, że wszystko pasowało, drużyna była dobrze dobrana charakterologicznie. W efekcie przychodziły dobre wyniki i ta atmosfera była naprawdę bardzo dobra. Postacie, które odeszły, były ważnymi osobowościami w szatni - Kamil Dankowski, Łukasz Broź, Michał Chrapek potrafili zadbać o atmosferę w drużynie i te straty nie są takie łatwe do zastąpienia.

Michał Chrapek to postać często przez kibiców wyszydzana, kibice wyżywali się na nim, gdzie się dało. Dziennikarze też raczej nie byli jego fanami. A z kimkolwiek bym nie rozmawiał o nim z klubu - wszyscy go chwalą i doceniają. Z czego wynika ten dysonans w opiniach?

Głównie z braku pełnego obrazu, kibice czasami za bardzo opierają się na tym, co widzą w mediach społecznościowych. Michał na pewno podpadł tym zdjęciem z kebabem, informacja która wypłynęła dotycząca jego pensji też na pewno mu nie pomogła.

Na pewno te dwie rzeczy plus to nieszczęsne szczekanie nie pomogły mu w zbudowaniu swojego wizerunku, ale spróbujmy ocenić go tylko z perspektywy boiska.

Myślę, że ludzie patrzyli na Michała przez pryzmat zawodnika numer 10 i tego, jacy piłkarze wcześniej tam grali - Royota Morioka, Sebastian Mila. A Michał nigdy taką typową “dziesiątką” nie był, miał parametry bardziej pod “ósemkę”, ale trochę na siłę grał właśnie na “dziesiątce”. Michał jest bardzo dobrym piłkarzem, jego zaletami są przegląd pola, dokładność podań, zmysł do gry kombinacyjnej, technika. To był najlepszy piłkarz Śląska, z jakim grałem, szczególnie pod  względem technicznym i rozumienia gry. Michał też mocno nas wspierał w defensywie, naprawdę dobrze się z nim czułem na boisku. Jego straty piłki kibiców denerwowały, ale one brały się z tego, że Michał często był osamotnionym zawodnikiem z przodu, a mimo wszystko brał na siebie piłkę i próbował ją przetrzymywać. Nie bał się stracić piłki, chciał być cały czas pod grą.

Chciałbyś coś przekazać wrocławskim kibicom? Fani Śląska miło cię wspominają.

Zauważyłem. W trakcie mojego pobytu we Wrocławiu zdarzało się krytykować moją grę, ale nigdy moją osobę, to miłe. Otrzymywałem dużo pozytywnych wiadomości od kibiców Śląska. Życzę wszystkim, żeby Śląsk był jak najwyżej w tabeli, żeby kibice byli dumni ze swojej drużyny. Trzymam kciuki i będę śledził na pewno wyniki.

Koniec części 1. Wkrótce część 2, poświęcona głównie transferowi do Brescii i temu, czym Brescia różni się od Śląska.

ZOBACZ też: Partnerki piłkarzy: Paulina Czech