Zmuszeni do odrabiania

26.11.2022 (06:00) | Karol Bugajski
uploads/images/2022/9/slask_632b4bb9868e6.jpg

fot.: Paweł Kot

Bardzo możliwe, że Śląsk po rundzie jesiennej miałby na koncie zdecydowanie więcej punktów, gdyby regularnie nie tracił bramek jako pierwszy zespół w meczu. W statystykach na koniec 2022 roku gorszych od niego jest tylko kilku ligowych rywali.



 

Aż w dziewięciu z siedemnastu ligowych meczów w zakończonej niedawno rundzie jesiennej ekstraklasy Śląsk Wrocław tracił bramkę jako pierwszy. Na koniec roku gorsze od niego w tej statystyce okazały się jedynie Piast Gliwice, Korona Kielce, Zagłębie Lubin i Radomiak Radom, a towarzystwo jest mało prestiżowe, biorąc pod uwagę choćby, że dwa pierwsze zespoły zimują w strefie spadkowej. Zmuszany do odrabiania strat Śląsk często sam pozbawiał się możliwości poukładania gry według własnego planu, a przeciwnicy potrafili zaskakiwać go w ten sposób niezależnie od tego, czy do rywalizacji dochodziło na ich terenie, czy we Wrocławiu. Gol tracony przez zielono-biało-czerwonych na 0:1 najczęściej okazywał się kluczem do sukcesu dla drużyn, które z nim rywalizowały – na dziewięć przypadków losy spotkania udało im się odwrócić tylko raz (2:1 z Lechią), a poza tym były dwa remisy i sześć porażek.

ŚWIADOMI PROBLEMU

Kłopoty w szczególnie jaskrawy sposób zarysowały się w pierwszej części sezonu, kiedy ligowe mecze Śląska ze straconym golem na 0:1 układały się już niemal w serię. W połowie sierpnia zaczęło się od spotkania z Cracovią (1:1), a później z takich trafień cieszyły się kolejno Raków Częstochowa, Stal Mielec i Lechia Gdańsk. Inny obrót spraw miała dopiero rywalizacja na stadionie Piasta Gliwice (1:1) miesiąc później, gdy prowadzenie wykorzystanym rzutem karnym zapewnił Patrick Olsen, cóż jednak z tego, skoro gospodarze odpowiedzieli już po sześciu minutach. Trener Ivan Djurdjević zapewniał, że jego zespół jest świadom problemu i pracuje nad unikaniem przykrych sytuacji, na efekty trzeba było jednak poczekać bardzo długo. W dalszej części rundy Śląsk gola jako pierwszy stracił jeszcze w Radomiu (0:2), gdzie o odrabianiu, biorąc pod uwagę czas i liczebne osłabienie, nie było mowy, z Jagiellonią (2:2), a także w Legnicy (0:1), gdzie misja bynajmniej nie była niemożliwa, jednak brak pomysłu na jej realizację aż raził w oczy.

WIEDZA W TEORII

Po rundzie jesiennej szczególnie niepokojący wydaje się fakt, że w parze z traceniem bramek jako pierwszy zespół w meczu, nie szło ich zdobywanie. Wrocławianie z takich trafień cieszyli się do tej pory raptem pięciokrotnie, a to z kolei najgorszy wynik w ekstraklasie, obok wspomnianych Piasta i Korony. Symptomatyczne, że w tych sytuacjach zdobyli aż trzynaście na piętnaście możliwych punktów (korzystny wynik wypuścili z rąk tylko w Gliwicach), co tylko potwierdza oczywisty fakt, że po bramce na 1:0 gra się łatwiej. Ta wiedza dla Śląska w rundzie jesiennej najczęściej pozostawała jednak na etapie teorii, a przez komplikowanie meczów na własne życzenie, liczba punktów po rundzie jesiennej jest daleka od wywołującej entuzjazm. Spojrzenie w tabelę, w której przewaga nad strefą spadkową wynosi pięć oczek, stanowi przestrogę przed popełnianiem podobnych błędów po zimowej przerwie.

ZOBACZ też: Blokada na koniec roku

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet na kanale WhatsApp. Odwiedź nas także na Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.