Plusy i minusy meczu z Bruk-Betem

24.04.2022 (06:00) | Karol Bugajski
uploads/images/2022/4/278703646_7162124040528567_956724854578366461_n_626416f01e9c3.jpg

fot.: Paweł Lipnicki

Kto zasługuje na pochwałę, a kto na krytykę po sobotnim spotkaniu z Bruk-Betem Termaliką Nieciecza (0:4)? Zapraszamy na kolejną odsłonę naszego cyklu, w którym podsumowujemy najważniejsze wydarzenia z meczu Śląska Wrocław.



 

PLUS MECZU

Brak

Trzeba być niespełna rozumu, by w ogóle próbować znaleźć cokolwiek optymistycznego po takim występie Śląska. Zespół trenera Piotra Tworka w sobotnie popołudnie skompromitował się na całej linii i wyglądał jakby z nieznanych powodów postanowił zagrać przeciwko komuś lub czemuś, jak sugerowali dziennikarze na pomeczowej konferencji. Tak traumatycznego popołudnia na nowym stadionie we Wrocławiu nie przeżyliśmy już dawno, a być może nawet nigdy w ponad dziesięcioletniej historii tego obiektu. To, że wrocławianie nie mieli pomysłu na Bruk-Bet to jedno, oni wyglądali jakby trener Tworek nie wyposażył ich w pomysł na samych siebie, a na cztery kolejki przed końcem sezonu syreny alarmowe zawyły na całego. Wrocławianie w czasach przed Vitezslavem Lavicką często potrafili pakować się w spore kłopoty w walce o utrzymanie w rundzie finałowej, jednak nawet wtedy dawali chociaż pojedyncze oznaki życia. Teraz tego nie ma.

MINUSY MECZU

Pierwsza połowa

Były trener Lecha Poznań Nenad Bjelica o czymś takim, co wydarzyło się w pierwszej połowie meczu Śląsk – Bruk-Bet powiedziałby pewnie „circus” albo „scandaloza”, ale tak naprawdę adekwatna byłaby dopiero mieszanka tych dwóch mocnych określeń. W niedzielny poranek obudziliśmy się z bolesną świadomością, że to nie był tylko koszmarny sen, a wejścia zespołu trenera Tworka w rywalizację ze Słonikami nie da się racjonalnie wytłumaczyć. Przestrogę przed tym, jak może kojarzyć się oddanie pola rywalowi w Wielkanocny Poniedziałek we Wrocławiu dała już Wisła Kraków (1:1), jednak w jej przypadku na szczęście szwankowała skuteczność. Bruk-Bet nie straszył, tylko robił, a dodatkowo był w tym bezbłędny. Trzy bramki zdobyte w pierwszej połowie przez zespół trenera Radoslava Latala były i tak niskim wymiarem kary, a cztery pozostałe mecze sezonu zapowiadają się tylko trudniej.

Ofensywa

Trener Śląska w sobotę zaskoczył desygnując od pierwszej minuty Erika Exposito kosztem Fabiana Piaseckiego, choć mecz przeciwko Białej Gwieździe raczej nie zapowiadał takiej roszady. Tworek chciał dać swojej ofensywie impuls, a tymczasem uczynił ją kompletnie bezwartościową, bo Hiszpan niezmiennie jest bez formy i przeciwko Bruk-Betowi nie stworzył sobie żadnej poważnej sytuacji nie licząc celnego strzału z drugiej połowy. Ofensywa Śląska w spotkaniu 30. kolejki kolejny raz istniała tylko na papierze, a wprowadzanie Fabiana Piaseckiego czy Dennisa Jastrzembskiego przy wyniku 0:3 nie mogło już przynieść żadnych wymiernych rezultatów. Wrocławianie po 15 domowych meczach w tym sezonie mają na koncie zaledwie 14 bramek (mniej tylko Warta Poznań 13, rok temu w analogicznym momencie 21) i trudno odnieść wrażenie, że jego nowy szkoleniowiec po pierwszych występach na Pilczycach ma pomysł jak rozwiązać ten problem.

Defensywa

Lista szczegółowych zarzutów do gry obronnej wrocławian po sobotnim meczu mogłaby być dłuższa niż list niejednego szkraba do świętego Mikołaja, ale przy podsumowaniu niecieczańskiej kompromitacji szczególnie warto zatrzymać się przy dwóch nazwiskach. Mark Tamas już w pierwszej połowie złapał dwie zupełnie niepotrzebne żółte kartki, przez co w możliwość odrobienia strat po wyjściu z szatni nie mieli prawa wierzyć już chyba nawet najwięksi optymiści. To nie tylko Węgier zepsuł Śląskowi ten mecz, ale mit o jego solidności i tym, że kto jak kto, ale Tamas nie robi głupot, runął w sobotę z wielkim hukiem. Na podkreślenie po meczu z Bruk-Betem zasługuje również Wojciech Golla, który w tym sezonie notuje być może największy zjazd spośród wszystkich obrońców ekstraklasy, a jego samobój na 0:3 był kwintesencją nerwowości, złych decyzji i braku formy. Golla w sobotę złapał też już trzecią kartkę na przestrzeni czterech ostatnich występów (szóstą w sezonie), a sytuacja, w której na samym początku drugiej części musiał ratować się faulem po sprytnym zachowaniu Tomasa Poznara wyglądała wyjątkowo absurdalnie.

WYDARZENIE MECZU

Walka o spadek

To żadne przejęzyczenie ani literówka – w tym sezonie ekstraklasy trudno mówić o walce o utrzymanie, podczas gdy praktycznie w każdym meczu zgłasza się chętny, by pod koniec lipca wystartować w I lidze. W piątkowy wieczór można było pomyśleć, że trudno o bardziej spektakularny akces niż przegrana Zagłębia z Górnikiem Zabrze (2:4), niespełna dobę później Śląsk udowodnił jednak, że zdecydowanie się da. Swoje w tej kolejce znowu dorzuciła również Jagiellonia Białystok, Stal Mielec delikatnie mówiąc nie będzie faworytem w niedzielę w Poznaniu, arcyważny za to okaże się wynik poniedziałkowego starcia Wisły Kraków z Wisłą Płock. Powiedzieć, że wrocławianie skomplikowali sobie sytuację laniem od Bruk-Betu nie powiedzieć nic, ale na ich szczęście jest kilku solidnych rywali do opuszczenia ekstraklasy.

ZOBACZ też: Mączyński: Zero pozytywów, zero argumentów