Plusy i minusy meczu z Koroną

02.08.2022 (17:00) | Karol Bugajski
uploads/images/2022/8/korona_62e93bce861e3.jpg

fot.: Paweł Kot

Kto zasługuje na pochwałę, a kto na krytykę po poniedziałkowym spotkaniu z Koroną Kielce (1:3)? Zapraszamy na kolejną odsłonę naszego cyklu, w którym podsumowujemy najważniejsze wydarzenia z meczu Śląska Wrocław.



 

PLUS MECZU

Wejście Yeboaha

Choć w kontekście końcowego rezultatu to marna pociecha, energia, z jaką drugą połowę poniedziałkowego meczu rozpoczął John Yeboah, mogła zaimponować. Niemiecki skrzydłowy już po kilkudziesięciu sekundach gry przeprowadził niesamowity rajd, który przyniósł Śląskowi gola kontaktowego i pozwolił przez dłuższą chwilę wywierać poważną presję na beniaminka. Wydawało się, że naładowany wiarą we własne umiejętności Yeboah może poprowadzić wrocławian do punktów na terenie beniaminka, ale po dobrym pierwszym kwadransie, w kolejnych minutach wyraźnie słabł. Wobec marazmu skrzydłowych, z którymi Ivan Djurdjević wyszedł na pierwszą część gry, nowopozyskany zawodnik Śląska spokojnie może liczyć na debiut w wyjściowej jedenastce w sobotniej konfrontacji z Widzewem Łódź. Yeboah do tej pory w barwach wrocławian występował tylko na wyjeździe.

MINUSY MECZU

Pierwsza połowa

Pierwszy od listopada domowy komplet punktów we wcześniejszym meczu z Pogonią (2:1) mógł pozostawić kibiców Śląska w przekonaniu, że wszystko powoli zaczyna wychodzić na właściwe tory. Tym bardziej zaskakująca była więc premierowa odsłona spotkania w Kielcach, w której zespół trenera Djurdjevicia okazał się tłem dla beniaminka ekstraklasy. Dość powiedzieć, że wrocławianie w ciągu 45 minut nie oddali żadnego celnego, uderzenia na bramkę Konrada Forenca, przyjęli za to dwa ciosy i ich sytuacja była nie do pozazdroszczenia. Ligowy nowicjusz w poniedziałek poprzeczkę zawiesił jeszcze wyżej niż w 2. kolejce brązowy medalista, a gra wrocławian przed przerwą świadczyła o tym, że zupełnie nie byli na to przygotowani. Zimny prysznic w Kielcach to bardzo poważne ostrzeżenie przed nadchodzącym spotkaniem z kolejnym beniaminkiem Widzewem.

Powrót demonów

Jeśli dwa pierwsze mecze Śląska pod wodzą Ivana Djurdjevicia sprawiły, że powoli zapominaliśmy o traumatycznej rundzie wiosennej, na stadionie Korony nastąpiło brutalne sprowadzenie na ziemię. Wrocławianie swoją grę przypomnieli dlaczego przed startem sezonu niezbędna była zmiana szkoleniowca i gruntowne przebudowanie kadry, a w tych rozgrywkach nie powinni myśleć o niczym innym niż szybkie przypieczętowanie utrzymania. Nowy zespół budowany przez Djurdjevicia bezsprzecznie potrzebuje czasu, w związku z czym porażka w Kielcach to nie powód do całkowitego załamywania rąk, jednak skala uwypuklonych błędów mogła być zaskakująca. Po porażce z Koroną najgorszy jest powrót do punktu wyjścia – wartość zdobyczy z pierwszych dwóch kolejek staje pod znakiem zapytania, a odpowiedzi na pytanie, jaką twarz wrocławian zobaczymy przeciwko Widzewowi, nie sposób przewidzieć.

Dennis Jastrzembski

Powiedzieć, że w Kielcach zawiódł na całej linii to nie powiedzieć nic, czego najlepszym efektem była zmiana po 45 minutach. Jastrzembski w pierwszej połowie pokazywał się do gry i szukał aktywności na połowie gospodarzy, sęk w tym, że większość z jego pomysłów na rozgrywanie akcji była zawstydzająco nieudana. To głównie za sprawą zupełnego braku jakości po stronie byłego skrzydłowego Herthy pierwsza połowa Śląska na stadionie Korony wyglądała tak źle, a przykład, jak można było zagrać dał zmieniający Jastrzembskiego Yeboah. Pytany przez nas na pomeczowej konferencji prasowej trener Djurdjević nie chciał wprost odpowiedzieć na pytanie, czy w grze 22-latka dostrzega przemotywowanie, o którym w przeszłości wspominał między innymi Jacek Magiera. Poniedziałkowe poczynania Jastrzembskiego dawały jednak właśnie takie poczucie, a jego szybki powrót do równowagi zdecydowanie się przyda.

WYDARZENIE MECZU

Kielce nieodczarowane

Nie ma cudów – jeśli w każdym z wcześniejszych czterech meczów w Kielcach, bez względu na aktualną formę obu zespołów, Korona wygrywała ze Śląskiem, jej poniedziałkowy komplet punktów należy uznać za podtrzymanie patentu. Wrocławianie po raz ostatni z jakąkolwiek zdobyczą ze Ściegiennego wrócili 17 października 2016 pod wodzą Mariusza Rumaka (2:1), a każda ich kolejna wizyta na tym stadionie stanowiła już tylko powód do zmartwień. Zespół Djurdjevicia, szczególnie w pierwszej części poniedziałkowego spotkania, wyglądał właśnie, jakby przytłoczyła go kielecka niemoc, a czego by nie zrobił, i tak miał świadomość samospełniającej się przepowiedni. Przegrywać można jednak w różnym stylu – całkiem prawdopodobne, że to spotkanie było zdecydowanie najgorszym w wykonaniu Śląska w Kielcach w trakcie trwania tej serii.

ZOBACZ też: Wejście smoka Yeboaha. Z Widzewem zagra od początku?