Przez Wartę na Camp Nou

06.05.2021 (13:00) | Karol Bugajski
uploads/images/2020/12/pawlowski_5fdbacb4655d5.jpg

fot.: Mateusz Porzucek

Choć dziś już mało kto o tym pamięta, Bartłomiej Pawłowski w swoim CV ma również najbliższego przeciwnika Śląska. Runda w barwach Zielonych napędziła jego karierę, a nazwa zespołu z Poznania wywołuje miłe wspomnienia do dziś.



 

Bartłomiej Pawłowski w ekstraklasie zadebiutował jeszcze na długo przed osiemnastymi urodzinami, gdy na początku sezonu 2010/2011 pierwszą szansę w Jagiellonii Białystok dał mu trener Michał Probierz. Bilans jego roku w kadrze ekstraklasowego zespołu z Podlasia zaowocował siedmioma ligowymi występami, przy Słonecznej wszyscy byli jednak świadomi, że przed perspektywicznym nastolatkiem jeszcze dużo pracy. Pawłowski zaczął być rzucany po wypożyczeniach – w czterech kolejnych rundach reprezentował barwy czterech różnych drużyn i tylko ten ostatni grał w ekstraklasie. Przedostatnim była Warta Poznań.

Skrzydłowy do pierwszoligowego zespołu ze stolicy Wielkopolski trafił latem 2012 roku i niemal od razu zaczął pracować na swoje notowania. Premierową bramkę dla Warty zdobył już w pierwszym meczu z Kotwicą Kołobrzeg (4:0 w Pucharze Polski), a później w 17 spotkaniach o punkty zanotował cztery gole oraz dwie asysty. Jak nietrudno było się spodziewać, tak udana runda na zapleczu ekstraklasy zaowocowała zainteresowaniem klubów z najwyższej klasy rozgrywkowej, spośród nich najkonkretniejszy okazał się zaś Widzew. Pawłowski również w debiucie w barwach klubu z Łodzi trafił do siatki na Stadionie Wrocław (Śląsk wygrał 2:1), a następnie sprawy toczyły się już bardzo szybko.

Rok po transferze do Warty piłkarz ze Zgierza stał się bohaterem przenosin do ligi hiszpańskiej. I tym razem chodziło tylko o wypożyczenie, jednak płatne, a Widzew na przenosinach Pawłowskiego do Malagi zarobił 300 tysięcy euro. Debiut blondwłosego skrzydłowego w La Liga był nie byle jaki – pierwszą szansę od nowego szkoleniowca dostał w meczu przeciwko Barcelonie na Camp Nou i to w podstawowym składzie. Skończyło się remisem 0:0, pierwszą bramkę na hiszpańskiej ziemi zdobył miesiąc później, sęk w tym, że jednocześnie był to ostatni gol Pawłowskiego w lidze ówczesnych mistrzów świata i Europy.

Po sezonie Malaga nie zdecydowała się na wykupienie Pawłowskiego, a jego CV od tego momentu zaczęło pęcznieć. Lechia, Zawisza, Korona, Zagłębie, kolejny wyjazd na początku sezonu 2019/2020, tym razem do Turcji, aż w końcu zakotwiczenie we Wrocławiu nieco ponad pół roku temu. I co ciekawe, również dla historii jego występów w zielono-biało-czerwonych barwach istotnym odniesieniem jest właśnie Warta Poznań. Pawłowski po trudnym początku w Śląsku, w końcówce jesieni dał próbkę skuteczności. Ostatniego gola strzelił jednak w grudniowym meczu przeciwko Zielonym (2:1), a od tamtego czasu na jego konto nie wpadła choćby nawet asysta.

Nie dziwi zatem fakt, że Pawłowski na razie nie może cieszyć się zbyt dużym zaufaniem trenera Jacka Magiery. 28-letni skrzydłowy rozpoczął w podstawowym składzie tylko jeden z pięciu meczów, w których wystąpił za kadencji nowego szkoleniowca (4:3 z Podbeskidziem). Jego obecna forma nie daje większych nadziei, by w najbliższej kolejce miało być inaczej, jednak niewykluczone, że właśnie dzięki Warcie Pawłowski znowu będzie miał powody do zadowolenia. Pierwszy gwizdek niedzielnego spotkania w Grodzisku Wielkopolskim zaplanowano na godzinę 15:00.

ZOBACZ też: Rywal pod lupą eksperta: Warta Poznań