Plusy i minusy meczu z Miedzią

07.11.2022 (06:00) | Karol Bugajski
uploads/images/2022/11/miedz2_6367e7c43eff0.jpg

fot.: Mateusz Porzucek

Kto zasługuje na pochwałę, a kto na krytykę po niedzielnym spotkaniu z Miedzią Legnica (0:1)? Zapraszamy na kolejną odsłonę naszego cyklu, w którym podsumowujemy najważniejsze wydarzenia z meczu Śląska Wrocław.



 

PLUS MECZU

Będzie reakcja

1-1-1 – to nie jest żaden numer alarmowy, a bilans wyników Śląska, do którego w tym sezonie zdążyliśmy się już przyzwyczaić. Po meczu wygranym, jest zremisowany, a potem przegrany i… od nowa. Zespół Ivana Djurdjevicia bohatersko wychodzi z problemów, w jakie sam się pakuje, a dodatkowo zbiera jeszcze za to pochwały od swojego szkoleniowca, który coraz częściej podkreśla, że nieustannie widzi reakcje. Skoro tak, to można założyć, że wszystko, co najgorsze do końca rundy jesiennej jest już za Śląskiem, a przegrana z Miedzią boli akurat mniej niż może zaboleć środowe odpadnięcie z Pucharu Polski po starciu z Sandecją Nowy Sącz. Jeśli wrocławianom do zagrania dobrego meczu naprawdę niezbędny jest mecz żenująco słaby, to ten punkt planu na najbliższe dni mamy już z głowy. Niech do końca roku będzie już tylko lepiej.

MINUSY MECZU

Metamorfoza

Próba odnalezienia odpowiedzi na pytanie o przyczynę metamorfozy Śląska po wygranej w Płocku (2:1) wymyka się logice. Jeszcze tydzień temu zespół trenera Djurdjevicia potrafił zdobyć twierdzę Nafciarzy jako pierwszy zespół w ekstraklasie od maja i mimo, że komplet punktów trafił na jego konto w samej końcówce, nie było w tym ani krzty przypadku. W niedzielę ten sam zespół, z tym samym szkoleniowcem pojechał na stadion ostatniej drużyny w ekstraklasie, która z jedynego zwycięstwa w sezonie cieszyła się w sierpniu, a po awansie nie zagrała jeszcze na zero z tyłu i w pełni zasłużenie przegrał 0:1. Serbski szkoleniowiec szukając przyczyn fatalnego występu na pomeczowej konferencji wspomniał coś nawet o sparingowej atmosferze i trudach grania przy ładnej pogodzie, co przywiodło na myśl słynny cytat Piotra Ćwielonga. Po niedawnej przegranej w Radomiu (0:2) przeszkadzała mu z kolei murawa. Nie tędy droga.

Caye Quintana

Względem meczu z Wisłą negatywną metamorfozę przeszedł cały Śląsk, ale indywidualny zjazd szczególnie widoczny był w przypadku tego zawodnika. Quintana w niedzielę kolejny raz wybiegł w podstawowym składzie, bo ciągle nie w pełni sił był wracający po krótkotrwałym urazie Erik Exposito. Zastępca podstawowego napastnika wrocławian w Legnicy nie zrobił jednak nic, by tuż przed zakończeniem rundy przywrócić jeszcze nadzieje kibicom, że jego czas w Śląsku nadejdzie. Nie było przypadkiem, że zespół trenera Djurdjevicia opierając swoją ofensywę właśnie na Quintanie, po czterdziestu pięciu minutach w meczu z Miedzią nie miał na swoim koncie żadnego, nawet niecelnego strzału. Caye zajmował miejsce na placu gry, w teorii grał, w praktyce kolejny raz przeszedł jednak obok meczu, a warto również wspomnieć, że dostał aż siedemdziesiąt siedem minut. Właśnie mija półtora roku od momentu sprowadzenia go na Oporowską, a udane występy moglibyśmy policzyć na palcach jednej ręki.

Późne zmiany

Trudno powiedzieć, na co czekał trener Djurdjević decydując się na pierwsze zmiany w meczu dopiero w 67. minucie. Jego zespół o korekty w składzie wołał już w przerwie, te niezbędne wydawały się także w pierwszym kwadransie po zmianie stron, jednak gracze podstawowej jedenastki w niedzielę cieszyli się doprawdy olbrzymim zaufaniem. Potrójna zmiana losów spotkania nie odmieniła, a spośród wszystkich zmienników na jakiekolwiek podkreślenie zasłużył tylko próbujący szarpać w swoim stylu Exposito. Można się jednak zastanowić, czy przy szybszej, nomen omen, reakcji serbskiego szkoleniowca derby w Legnicy z perspektywy gości nie byłyby jeszcze do uratowania. Taki sposób korzystania z ławki może także wywołać pytania o to, czy trener Djurdjević tak naprawdę ma w kim wybierać w sytuacjach awaryjnych.

WYDARZENIE MECZU

Dwa to za dużo

Po przegranej w Legnicy wiadomo już, że Śląsk nie zakończy aktualnej rundy jesiennej z lepszym dorobkiem punktowym niż dwanaście miesięcy temu zespół prowadzony przez Jacka Magierę. Wiadomo też, że w 2022 roku wrocławianom nie uda się wygrać dwóch ligowych meczów z rzędu, a ich niemoc pod tym względem trwa w najlepsze. Po wygranej w Płocku wydawało się, że trudniejsza część planu została już spełniona i wyprawa na stadion zamykającej tabelę Miedzi to najlepsza okazja, by o przykrych statystykach zapomnieć jeszcze przed zimową przerwą. Nic z tych rzeczy, bo Śląsk w Legnicy zagrał jak Śląsk pokazując, że brak nawet takiej mini-serii wygranych w starciach o ligowe punkty od wakacji 2021 roku w żadnym razie nie jest pechowym zbiegiem okoliczności, tylko obrazem ugruntowanego stanu możliwości zespołu z Oporowskiej.

ZOBACZ też: Miedź - Śląsk 1:0. Papierek lakmusowy (RELACJA)