Dawid Szulczek – idealista, wizjoner, trener (SYLWETKA)

29.09.2022 (06:00) | Mateusz Włosek
uploads/images/2021/12/Szulczek_61b52000a7bd9.png

fot.: Facebook/Warta Poznań

W środowisku piłkarskim nad Wisłą mówi się o nim jako o “polskim Julianie Nagelsmannie”. W tamtym sezonie został trenerem ekstraklasowego zespołu w trudnej sytuacji sportowej, pomimo, że samodzielnie nie prowadził żadnej drużyny nawet szczebel niżej. Jest także najmłodszym polskim trenerem wszechczasów z licencją UEFA Pro. Zapraszamy na podróż po piłkarskim uniwersytecie futbolowego idealisty i innowatora, Dawida Szulczka. 



 

Początek listopada ubiegłego roku dla zespołu z Drogi Dębińskiej był prawdziwym koszmarem. Warta Poznań kontynuowała fatalną serię dziesięciu meczów z rzędu bez zwycięstwa. Benzyny do rozprzestrzeniającego się coraz szybciej w stolicy Wielkopolski ogniska dolewał fakt, iż Warciarze nie zdobyli żadnego gola od siedmiu kolejnych meczów. Media sportowe w Polsce rozpisywały się na temat syndromu “zabójczego drugiego sezonu beniaminka”, z którym mierzyli się poznaniacy. Byli to przecież ci sami zawodnicy (no prawie), którzy w poprzedniej edycji zawojowali ekstraklasę i mało zabrakło, by zagrali w eliminacjach do europejskich pucharów. Swojska Banda powoli się kończyła, a wraz z jej odpływem dało się odczuć napięcie dotyczące wyboru nowego szkoleniowca. Trenera z duszą, który nie zniszczyłby dzieła swojego poprzednika, a nieco je odrestaurował, przemieniając czerń w świetliste kolory i przywracając choć trochę blasku wyblakłemu obrazowi Zielonych. 

“CZY CHCIAŁBY PAN PRACOWAĆ W WARCIE?” 

Pewnego dnia na ekranie telefonu Dawida Szulczka, trenera drugoligowych Wigier Suwałki, pojawił się SMS od Radosława Mozyrki, ówczesnego dyrektora sportowego Warciarzy. Później poszło już błyskawicznie, podjęcie decyzji i podpisanie kontraktu do końca sezonu z możliwością prolongaty na następne dwa lata. A przypominamy, że to wszystko miało miejsce w momencie, kiedy klubowi potrzebny był zdecydowany impuls, efekt nowej miotły był niezbędny niczym woda dla strudzonego wędrówką podróżnika. Nagle w szatni Warty pojawił się człowiek o sześć lat młodszy od Łukasza Trałki, urodzony już w latach 90. Dawid Szulczek. Tak błyskawiczny awans wymaga wyjaśnienia. Jak trener może zaliczyć tak szybki sportowy awans w tak krótkim czasie? Przed Wami iście hollywodzkie story, mające swój początek w Świętochłowicach

Pochodzący z Górnego Śląska Szulczek dość szybko przekonał się, że nie chce kontynuować piłkarskiej przygody, tylko woli patrzeć na futbol z perspektywy ławki i mieć większą lub mniejszą kontrolę nad drużyną i jej ustawieniem. Grał w młodzieżowych drużynach Ruchu Chorzów oraz w niższych ligach (Śląsk Świętochłowice), łącząc to już wtedy z nauką na katowickim AWF-ie. To właśnie w tamtym momencie życia zrozumiał, że im szybciej wniknie w trenerski świat, tym więcej potrzebnej wiedzy wchłonie. I tak to się wszystko zaczęło, najpierw od pojedynczych kontaktów. Jeden z nich, Adrian Siemieniec, czyli niegdyś asystent Ireneusza Mamrota w Jagielloni, znał się z trenerem trzecioligowego Górnika Wesoła Mysłowice, Sebastianem Goldą. Szulczek pracował tam jako asystent bez żadnej umowy, ale traktował tamten etap trenerski jak przedłużenie uczelnianego życia i działalności. Cieszył się z tego, że trener Golda pokrywa mu chociaż koszty paliwa... 

POD SKRZYDŁAMI SKOWRONKA 

Momentalnie złapał bakcyla na punkcie “trenerki”. Każdy jego kolejny krok wiązał się ze współpracą z coraz bardziej doświadczonymi i uznanymi trenerami, pod których skrzydłami Dawid Szulczek wyrabiał swój warsztat. A miał od kogo “podglądać”: Dietmar Brehmer oraz Mirosław Smyła, z którymi los związał go w Rozwoju Katowice (raz Szulczek poprowadził nawet drużynę w zastępstwie jako tymczasowy trener) i przede wszystkim Artur Skowronek, o którym należy powiedzieć nieco więcej. To właśnie z tym szkoleniowcem związany był mocno jako asystent Szulczek przez ostatnie lata pracy przed samodzielnym prowadzeniem drużyny. Warto dodać, że Skowronek też starał się o licencję UEFA Pro jeszcze przed ukończeniem trzydziestki, obaj trenerzy mieli więc już jakiś punkt zaczepienia. 

Od początku było widać, że mają podobne spojrzenie na futbol, a bohater naszego tekstu z każdym dniem wzrastał przy boku starszego o osiem lat byłego piłkarza Ruchu Radzionków. W sezonie 2017/18 pracowali razem w pierwszoligowych wtedy Wigrach Suwałki, które Szulczek poprowadził już później samodzielnie, ale do tego jeszcze dojdziemy. Co ciekawe, miał propozycję pracy w Rozwoju Katowice, ale ze względu na brak odpowiedniej licencji PZPN nie wyraził na to zgody. A w tamtym czasie drużyna z północy Polski potrafiła rozbić chociażby Ruch Chorzów 6:0... 

Wszyscy jednak wiemy jak ostatecznie skończyły Wigry, dwa lata później były już poziom rozgrywkowy niżej, a obecnie ze względu na problemy finansowe tułają się po IV lidze podlaskiej. Duet Skowronek - Szulczek ciągle jednak współpracował, ale już w innych miejscach. 

W KOŃCU NA SWOIM 

Wiatr zmian pognał wtedy łaknących rozwoju trenerów najpierw do Stali Mielec, a później do krakowskiej Wisły. Z podkarpackim klubem związana jest dosyć ciekawa historia, ponieważ w czasie odejścia z drużyny dwukrotnego mistrza Polski Artura Skowronka, do przejęcia zespołu szykowany był właśnie Szulczek. Dotychczasowy pierwszy trener Stali miał przenieść się do Zagłębia Lubin, ale plan ten nie wypalił (na stołek w Lubinie wskoczył ostatecznie Martin Sevela). Skowronek został zwolniony, a wraz z nim ze Stali honorowo odszedł także Szulczek. W trakcie kryzysu, który za rządów tego pierwszego miał miejsce w Białej Gwieździe, można było tylko zastanawiać się, na ile ma to wpływ z przejściem “polskiego Nagelsmanna” na swoje, a konkretniej do wspomnianych już Wigier. 

  • Statystyki Dawida Szulczka w Wigrach Suwałki: 55 meczów, 25 zwycięstw, 14 remisów, 16 porażek, średnia punktów: 1,62 

Klub z polskiego biegunu zimna był w sezonie 2020/21 spadkowiczem z I ligi. Szulczek miał przywrócić dawny blask Biało-Niebieskim i trzeba przyznać, że prawie mu się udało. Od początku września prowadzony przez niego zespół w ośmiu kolejnych kolejkach punktował, tylko raz remisując. Zdarzały się drobne wpadki, ale ostatecznie Wigierki z czwartego miejsca awansowały do baraży o I ligę. Tam jednak wpadli na KKS Kalisz Ryszarda Wieczorka, któremu ulegli dopiero w rzutach karnych po obfitującym w emocje meczu (2:2; karne: 4:6). Młody trener pragnął jeszcze więcej.

UMYSŁ OTWARTY NA WIEDZĘ 

Dawid Szulczek zawsze wyróżniał się ciekawością i nieustającą chęcią nauki – takie słowa można usłyszeć prawie od każdego, kto z nim pracował. Głowa otwarta na nowe pomysły, nieszablonowe podejścia i nakierowana na ciągły rozwój. Z tego powstawały chociażby tak przełomowe idee jak ta z meczu Wigier z Błękitnymi Stargard (0:1), kiedy w murze w polu karnym pojawił się bramkarz, Hieronim Zoch. Takie zagrania znane są głównie w futsalu, ale na poziomie centralnym było to niespotykane i przez długi czas krążyło w polskich mediach jako przykład niesztampowego myślenia. Rzut wolny został przecież wybroniony... 

Swoje piętno na trenerskim życiu bohatera niniejszego tekstu z pewnością odcisnął także półroczny wyjazd na Erasmusa do Portugalii, gdzie trener Szulczek miał okazję zasięgnąć nieco innego myślenia o futbolu, a nawet wybrać się na kilka spotkań ligi portugalskiej i sąsiedniej Primera Division. O dużej dyscyplinie i merytorycznej jakości obecnego trenera Warty wypowiadał się na konferencji przed zeszłorocznym meczem z Wartą (1:2) trener Jacek Magiera, który miał niegdyś okazję egzaminować Szulczka. 

- Znam Dawida Szulczka. Miałem to szczęście, że w momencie, gdy skończyłem pracę w Legii, szkoła trenerów zaprosiła mnie na egzaminy. Był tam Dawid. Wtedy poznaliśmy się po raz pierwszy. Zdał ten egzamin, w komisji był wówczas jeszcze Paweł Janas, Dariusz Pasieka i Stefan Majewski. Musiałbym poszperać w moich notatkach, żeby zobaczyć, jakie pytania mu zadawałem. Zrobił na mnie bardzo dobre wrażenie pod względem merytoryki, osobowości, sposobu komunikacji i wizji. To na pewno bardzo młody, zdolny trener, który wchodzi do ekstraklasy. Ma za sobą bardzo udany czas w Wigrach Suwałki, czy wcześniej w Rozwoju Katowice. Na pewno jest to zdolny trener, który obroni się wiedzą i merytoryką

- mówił ówczesny szkoleniowiec wrocławskiego zespołu przed grudniowym wyjazdem do Grodziska Wielkopolskiego.

KRAWIEC SZYJE PO SWOJEMU 

Pomimo, że Warta pod jego wodzą nie potrafiła na początku odnieść zwycięstwa, to młody trener próbował już układać klocki na swoją modłę. Trawiona problemami zdrowotnymi poznańska drużyna musiała ulec przebudowie. I tak na środek obrony został ściągnięty w trybie awaryjnym Dawid Szymonowicz, piętro niżej został przesunięty Łukasz Trałka, a większym zaufaniem został obdarzony Adam Zrelak. Jednocześnie nowy szkoleniowiec Warciarzy stał się elastyczny, niekoniecznie musi zawsze stawiać na popularne ustawienie z trójką z tyłu. Najważniejsze w jego filozofii jest dopasowanie odpowiednich personaliów do pomysłu na dany mecz i bycie "taktycznym kameleonem", zdolnym do reagowania na sytuację boiskową.

Szczególnie widoczne było to w derbach Poznania przeciwko Lechowi (0:2) w poprzednim sezonie. Zieloni wyszli na Bułgarską z określonym planem. Bronili szóstką z tyłu i bardzo mocno zagęszczali środek pola, wyrzucając graczy Lecha do bocznych sektorów, z których mogli tylko dośrodkowywać w pole karne. Fakt, Lech zdołał ten mecz wygrać, ale nie mówilibyśmy o tym, gdyby Warta wykorzystała swoje sytuacje, jak chociażby tą Adama Zrelaka. Widoczna była strategia dostosowana pod rywala. Tak właśnie chce grać Warta – chytrze, wypatrując słabych punktów przeciwnika. 

- Chcemy narzucić swoje działania, być drużyną aktywną, a nie reaktywną 

- mówił przed debiutem w Warcie trener Szulczek. 

Takie przykłady można mnożyć na potęgę. Chociażby z meczu pucharowego Wigier z Legią (1:3), kiedy podopieczni Dawida Szulczka pierwsi zdobyli bramkę, a na pomeczowej konferencji o planie na to spotkanie młodego szkoleniowca wypowiadał się w samych superlatywach obecny trener reprezentacji Polski, a wtedy opiekun stołecznego zespołu, Czesław Michniewicz. Zawsze z otwartą przyłbicą, zawsze z nakreślonym schematem. Taki jest Dawid Szulczek.

WYPEŁNIŁ ZADANIE

Szansa dana młodemu trenerowi w najwyższej klasie rozgrywkowej w Polsce była momentem kulminacyjnym przeobrażenia Warty z nudnej i niepunktującej drużyny w schyłkowej kadencji Piotra Tworka, w drużynę szukającą swoich szans, będącą w stanie zagrozić nawet najlepszym. I pomimo, że początki wcale nie były obiecujące (dwie porażki), to dawna Swojska Banda zaczęła się rozkręcać. Po wspomnianych już przegranych derbach miasta do końca roku nie uległa już ani razu, pokonując Śląsk (2:1) i remisując m.in. z Pogonią (1:1). Ba, swojego pogromcę znalazła dopiero po siedmiu meczach z rzędu, kiedy dosyć niespodziewanie lepsza okazała się Bruk-Bet Termalica (0:1). Zdecydowanie jednym z mitów założycielskich Warty Poznań Dawida Szulczka był wygrany przy Łazienkowskiej mecz z Legią (1:0), w którym pamiętną czerwoną kartkę dostał Artur Boruc. 

Młody trener pokazywał przede wszystkim, jak z marnej jakościowo kadry wycisnąć maksimum. Świetnym ruchem okazało się wypożyczenie w zimowym okienku transferowym Franka Castanedy, który strzelił w ekstraklasie cztery gole. Ostatecznie Warciarze zakończyli ubiegły sezon na 11. miejscu, choć w pewnym momencie większość środowiska piłkarskiego stawiała na nich krzyżyk, wieszcząc spadek z ligi. Nie było oczywiście poprawy fantastycznego piątego miejsca sprzed roku, ale zadziałała magiczna miotła trenera Szulczka, który wymiótł niepotrzebne elementy, a zaprowadził porządek i pomysł w drużynie. Za uratowanie sezonu przy Drodze Dębińskiej 32-latek został nominowany do prestiżowej nagrody Trenera Sezonu na Gali ekstraklasy. Powróćmy jednak do wiecznie obecnej w tej historii symboliki, bowiem do ciekawego starcia doszło 10 kwietnia, kiedy to Warta wygrała 1:0 z Cracovią, której szkoleniowcem jest przecież Jacek Zieliński. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że trener Pasów od opiekuna Zielonych jest niemal dwukrotnie starszy. Nie można było wyobrazić sobie lepszego znaku powoli dokonującej się wymiany pokoleniowej w polskiej piłce.

ZDOLNEMU W OCZY WIATR

Sezon 2022/23 jest ciągle wielką zagadką, bowiem drużynę opuścili m.in Jayson Papeau czy Łukasz Trałka, który zakończył piłkarską karierę. Na domiar złego, pierwsze dwie kolejki sezonu ominął Adam Zrelak (kontuzja), czyli jak się później okazało, żołnierz Dawida Szulczka. Zagraniczny napastnik w tym sezonie w pojedynkę wykreował połowę dorobku bramkowego Warty (cztery gole), a bez niego trudno wyobrazić sobie ofensywę Warciarzy. I to była właśnie największa zagwozdka młodego maestro, ustawiającego drużynę. Jak obsadzić skrzydła i kogo wstawić na "dziewiątkę"? Mankamenty te brutalnie uwidoczniły się już w dwóch pierwszych kolejkach sezonu, gdy na inaugurację Warta okazała się słabsza od Rakowa (0:1), a później przejechał się po niej walec z Płocka (0:4). Już wtedy można było mieć małe zastrzeżenia, a niektórzy pewnie w pośpiechu zmieniali swoje wcześniejsze typy dotyczące tegorocznych spadkowiczów.

Przełamanie nadeszło w Legnicy (2:1), a wraz z upływem następnych kolejek, okazało się, że Warta świetnie czuje się na wyjazdach. Przegrała tam tylko pierwszy pamiętny mecz z wicemistrzem Polski (chociaż miała więcej okazji bramkowych), a ostatnio mogła poszczycić się trzema nieprzegranymi spotkaniami z rzędu. Serię przerwał na własnym stadionie Lech, który jednak w starciu tym był... gościem, bowiem obie strony dogadały się polubownie co do rozegrania derbów Poznania na większym obiekcie mistrza Polski. Ciężko powiedzieć, w którą stronę pójdzie projekt Warty, tym bardziej mając na uwadze sprzedanie przez Bartłomieja Farjaszewskiego większościowego pakietu akcji w spółce Paulinie Sypniewskiej z DD12 Lab. Jedno jest pewne - Dawid Szulczek poprzednim sezonem udowodnił, że na pracę w elicie jest gotowy. Wyrabianie marki "Szulczek" trwa, a to nazwisko wymienione zostało już w niejednym gabinecie prezesów największych polskich klubów...

ZOBACZ też: WIDEO: Lider nie był łaskawy! (PRO Liga Wrocław)

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet na kanale WhatsApp. Odwiedź nas także na Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.