REZERWY: Szmigiel postrachem Lubina

31.07.2022 (17:00) | Mateusz Włosek
uploads/images/2022/4/szmigiel_6265134f99ede.jpg

fot.: Rafał Sawicki

Młodzieżowe derby Dolnego Śląska, w których Śląsk II Wrocław po niesamowitej huśtawce emocjonalnej rozprawił się z rezerwami Zagłębia Lubin 4:3 były koncertem wielu wykonawców, z których pierwsze skrzypce grał pewien filigranowy wahadłowy, który po raz pierwszy w tym sezonie dostał ligową szansę w pierwszej jedenastce. Zapraszamy na tekst w ramach #EchaMeczu.



 

Huragan, wichura, cyklon – takie zjawiska mogą nam się kojarzyć z sobotnim pojedynkiem na lubińskim stadionie. To wcale nie opisy warunków pogodowych w Lubinie, a próba oddania działań Michała Szmigiela na lewej flance, który stał się bohaterem derbowego starcia, notując 2 asysty i przepięknego gola.

WIATR NA SKRZYDLE

19-latek był nie do zatrzymania dla zawodników Miedziowych, a pierwsze przebłyski swoich umiejętności pokazał już przy bramce Adriana Bukowskiego, kiedy wyprowadził piłkę od połowy i podał do byłego gracza Akademii Zagłębia Lubin. To były jednak dopiero początki fajerwerków w wykonaniu huraganu z Milicza, jak nazwaliśmy w naszej sylwetce zawodnika wrocławskiego zespołu. Szmigiel mocno chciał udowodnić trenerowi Krzysztofowi Wołczkowi, że zasłużył na szansę w wyjściowej jedenastce, a umożliwiło mu to przesunięcie Oliviera Wyparta do trójosobowego bloku obronnego, dzięki czemu zwolniło się miejsce na lewym wahadle.

Już kilka minut po pierwszej asyście dynamiczny wychowanek Akademii Śląska popisał się wymierzonym podaniem prostopadłym, z którego skorzystał Szymon Krocz, dając wrocławianom prowadzenie. Co wydarzyło się później, wiemy wszyscy – szybkie dwa gongi przed przerwą od gospodarzy i mecz zaczął się od nowa. Nikt jednak nie przewidział, że w 69. minucie będziemy świadkami tak pięknego strzału, o którego obronie Szymon Weirauch będzie mógł tylko pomarzyć. To właśnie nieco ponad 20 minut przed końcem spotkania Szmigiel dynamicznie wbiegł w pole karne i zaskoczył golkipera potężnym uderzeniem, które odbiło się jeszcze od poprzeczki, całkowicie uniemożliwiając interwencję „keeperowi” i pieczętując heroiczny występ Szmigiela.

WAHADŁA ŚMIGAJĄ AŻ MIŁO

Wydaje się, że trener Wołczek przy częstych rotacjach znalazł w końcu mobilnego, dającego liczby wahadłowego. 19-latek, który w połowie lipca wraz z Miłoszem Kurowskim i Jakubem Zawadzkim podpisał nowy, dwuletni kontrakt ze Śląskiem, okazuje się brakującym elementem ofensywnego polotu przy zachowaniu walorów defensywnych. Szmigiel przecież jeszcze w środku tygodnia zaliczył pełny występ w meczu wstępnej rundy Pucharu Polski przeciwko Motorowi (2:4), a tam wcale nie miał łatwo, rywalizując na flance ze strzelcem jednego gola, Filipem Wójcikiem. Problemy defensywne dalej trawią zespół Krzysztofa Wołczka, który w 3 ostatnich meczach stracił aż 9 goli, jednak nadzieją napawa całkiem solidny występ w Lubinie Jehora Matsenki, który wymazał z pamięci lublińską porażkę oraz Mateusza Stawnego, będącego centralną częścią bloku obronnego.

Od początku sezonu drugoligowych rezerw można ukuć tezę, że Śląsk wahadłowymi stoi, bowiem w inauguracyjnym meczu w Stężycy (3:3) gola zdobył Olivier Wypart, tydzień później najlepszym zawodnikiem przeciwko Kotwicy (0:2) pomimo porażki był Jakub Lizakowski, w meczu pucharowym wynik otworzył Igor Maruszak (prawy wahadłowy), a przeciwko Zagłębiu (4:3) koncert dał Michał Szmigiel. Dla pochodzącego z Milicza zawodnika nadchodzący sezon może być jeszcze bardziej przełomowy niż poprzedni, w którym zaczął treningi z pierwszą drużyną Śląska prowadzoną wtedy przez Piotra Tworka i zdobył bramkę w sparingu z Chrobrym Głogów (5:2). Kto wie, jak potoczą się jego losy? Być może niedługo zacznie łapać minuty w „jedynce” jako zmiennik Victora Garcii?

ZOBACZ też: Trenerzy po meczu Zagłębie II Lubin 3:4 Śląsk II Wrocław