ANALIZA: Biega jak mało kto, daje coraz mniej. Co dzieje się z Marciem Llinaresem?
fot.: Hubert Łukaszewski
Marc Llinares jeszcze kilka miesięcy temu był jednym z ważniejszych elementów Śląska Wrocław, a dziś jego forma zaczyna budzić coraz większe wątpliwości. Hiszpan biega dużo, jest szybki i potrafi obronić się w pojedynku, ale w ofensywie jego liczby należą do najsłabszych spośród porównywanych przez nas ligowych zawodników na lewej stronie. Czy WKS ma problem na pozycji, która w systemie Ante Simundzy powinna zapewniać drużynie znacznie więcej?
Jeszcze niedawno dawał Śląskowi zupełnie coś innego
Trudno analizować obecną dyspozycję Marca Llinaresa bez cofnięcia się o kilka miesięcy. W sezonie 2025/26 Hiszpan wystąpił dla Śląska w 30 spotkaniach, zdobył 2 bramki i zanotował 5 asyst. Był trzecim najlepszym asystującym zespołu i jednym z zawodników, którzy regularnie tworzyli przewagę na boku boiska.
Wiosną, gdy Llinares wypadł z powodu urazu, Ante Simundza przyznawał nawet, że brakowało mu Hiszpana szczególnie pod względem ofensywnym i kreowania sytuacji. Nie były to więc oczekiwania stworzone już po awansie. Kreacja była jednym z elementów, za które Llinares był ceniony.
W czerwcu obrońca podpisał nową umowę obowiązującą do końca sezonu 2027/28. Śląsk zabezpieczył w ten sposób zawodnika, który od momentu przyjścia do Wrocławia praktycznie od razu wskoczył do podstawowego składu.
Dlatego obecne liczby są tak zaskakujące.
Po dziewięciu ligowych występach Llinares ma 729 minut, 0 bramek oraz 0 asyst. Sam brak udziału przy golach nie musiałby jeszcze być powodem do bicia na alarm. Boczni obrońcy mogą przecież wpływać na grę na dziesiątki innych sposobów.
Problem zaczyna się wtedy, gdy zaglądamy głębiej.
Biega jak mało kto. Tylko co Śląsk z tego ma?
Nie można zarzucić Llinaresowi braku intensywności.
Według raportów Hiszpan przebiega średnio 10,6 kilometra na 90 minut. W całym porównywanym zestawie tylko Mateusz Wdowiak osiąga identyczną wartość, a pozostali zawodnicy znajdują się niżej.
Do tego Llinares wykonuje średnio 15,2 sprintu na 90 minut. Więcej ma tylko Jakub Krzyżanowski - 16,9. Maksymalna prędkość zawodnika Śląska wynosi natomiast 35,4 km/h.
Fizycznie trudno więc znaleźć prostą odpowiedź na problemy Hiszpana. On nie człapie przy linii bocznej, nie unika powrotów i nie wygląda jak zawodnik, któremu brakuje możliwości motorycznych.
Wręcz przeciwnie.
Llinares jest jednym z najbardziej aktywnych fizycznie graczy na tej pozycji w Ekstraklasie.
I właśnie dlatego jego pozostałe liczby wyglądają tak źle.
Bo skoro wykonuje tyle pracy i regularnie znajduje się przy piłce, naturalnym oczekiwaniem jest, że część tej aktywności zostanie zamieniona na progresję akcji, dośrodkowanie, kluczowe podanie albo stworzenie przewagi.
Tymczasem bardzo często mamy ruch bez końcowego efektu.
Dobrym przykładem był mecz z Jagiellonią Białystok. Llinares zanotował wtedy aż 91 kontaktów z piłką, najwięcej wśród zawodników Śląska. Wykonał jednak tylko 48 celnych podań na 62 próby i aż 21 razy tracił posiadanie. Duża obecność w rozegraniu nie przyniosła proporcjonalnego zagrożenia.
Z Koroną sytuacja wyglądała podobnie. 64 kontakty, tylko 26 celnych podań na 38 prób, czyli 68% skuteczności, oraz 20 utrat posiadania. Do tego wygrał zaledwie trzy z ośmiu pojedynków.
To chyba najlepiej opisuje jego obecny problem.
Nie brak udziału w grze, a brak odpowiedniego zysku dla drużyny z tego udziału.
W obronie nie jest najgorszy. Ale coraz rzadziej ratuje go to przed krytyką
Gdyby spojrzeć wyłącznie na część defensywną sezonowego raportu, bardzo trudno byłoby uznać Llinaresa za najgorszego zawodnika na swojej pozycji.
Notuje średnio 0,7 przechwytu, 1,2 wślizgu oraz 2,8 odzyskania piłki na mecz. W żadnej z tych kategorii nie należy do ligowej czołówki, ale nie znajduje się też na samym końcu. To wartości raczej ze środka zestawienia.
Znacznie ciekawiej wyglądają pojedynki na murawie. Llinares wygrywa ich 56%, co jest przyzwoitym rezultatem na tle konkurencji.
Rywal mija go dryblingiem średnio tylko 0,3 raza na spotkanie. To jeden z najlepszych rezultatów wśród porównywanych graczy.
Potrafi zatem bronić jeden na jednego.
Na inaugurację sezonu w Zabrzu było to widać bardzo dobrze. Llinares wygrał pięć z sześciu pojedynków, wszystkie pięć na ziemi, a do tego zanotował cztery wybicia i trzy skuteczne wślizgi. Był wtedy jednym z najpewniejszych zawodników Śląska w bezpośredniej rywalizacji.
Takich spotkań było jednak później coraz mniej.
Przeciwko Rakowowi wygrał trzy z ośmiu pojedynków, a rywale dwukrotnie minęli go dryblingiem.
Z Legią ponownie było to zaledwie dwa na osiem, w tym 0/3 w powietrzu.
Korona - trzy z ośmiu.
Wisła Kraków - po wejściu z ławki dwa z ośmiu.
Widzew stanowił wyjątek, bo Llinares wygrał pięć z sześciu starć, ale nawet w meczu, w którym Śląsk przez ponad 80 minut grał z przewagą jednego zawodnika, nie zanotował ani jednego kluczowego podania.
Obrona nie jest więc największym problemem Llinaresa. Problem polega na tym, że nie jest już na tyle dobra, żeby rekompensować niemal całkowity brak konkretów po drugiej stronie boiska.
Do tego pozostaje jeszcze gra w powietrzu. Hiszpan wygrywa tylko 22% takich pojedynków. W analizowanym zestawieniu niższe wartości mają jedynie Filip Luberecki oraz David Colina, a identyczną Guilherme Montoia.
Przy 179 centymetrach wzrostu trudno oczekiwać dominacji nad rywalami, ale w systemie z wahadłowym może to tworzyć kolejną przestrzeń, którą przeciwnik będzie próbował atakować.
Ofensywa? Tutaj liczby stają się naprawdę brutalne
Największy problem zaczyna się po przekroczeniu linii środkowej.
Llinares przez 729 ligowych minut wypracował 0,50 oczekiwanej asysty. Po przeliczeniu daje to około 0,06 xA na 90 minut.
To najniższy wynik spośród wszystkich porównywanych przez nas zawodników.
Dla zestawienia Ruben Vinagre osiąga około 0,32 xA/90, Mario Garcia 0,29, Mateusz Wdowiak również około 0,29, Dion Gallapeni 0,26, a Guilherme Montoia 0,24.
Nie mówimy więc o delikatnej różnicy.
Najbardziej kreatywni zawodnicy z porównania generują z tej pozycji cztery albo nawet pięć razy większe zagrożenie.
Jeszcze bardziej wymowne są kluczowe podania.
Llinares – 0,3 na mecz.
To najniższa wartość w całym zestawieniu.
Mario Garcia ma ich 2,5. Vinagre 2,4. Erik Janza 2,3. Montoia 1,9. Marcel Pięczek oraz Jakub Krzyżanowski po 1,4.
Nawet gracze znajdujący się w dolnej części zestawienia, jak Ondrej Zmrzly czy Mauro Perković, mają po 0,4.
W tym miejscu trudno już tłumaczyć wszystko systemem Śląska.
Zwłaszcza że Hiszpan nie jest zawodnikiem niewidocznym w rozegraniu. Ma średnio 58,1 kontaktu z piłką na spotkanie. Dostaje futbolówkę. Ma możliwość działania.
Problem pojawia się przy tym, co dzieje się później.
Dośrodkowanie, które coraz rzadziej do kogoś trafia
Jeszcze mocniej alarmują liczby dośrodkowań.
Llinares wykonuje średnio zaledwie 0,2 celnego dośrodkowania na mecz, a skuteczność takich prób wynosi tylko 13%.
Mniej celnych dośrodkowań ma wyłącznie David Colina. Tyle samo co zawodnik Śląska notuje Perković, ale robi to przy skuteczności 25%.
Pod względem procentowym Llinares wyprzedza jedynie Colinę.
A różnica do najlepszych jest ogromna.
Mario Garcia: 2,4 celnego dośrodkowania na mecz.
Ruben Vinagre: 2,3.
Guilherme Montoia: 2,0.
Erik Janza: 1,9.
To zupełnie inny poziom produkcji ofensywnej.
Oczywiście liczba dośrodkowań zależy od sposobu gry zespołu, wysokości ustawienia i tego, ilu zawodników atakuje pole karne. Nie można traktować jej jako uniwersalnego miernika jakości bocznego defensora.
Tyle że Llinares wypada słabo również w pozostałych sposobach dostarczania piłki.
Jego celność podań wynosi 76%. Spośród 22 porównywanych zawodników tylko Colina ma niższą wartość - 74%, natomiast identyczne 76% notują Perković i Benjamin Mendy.
Jeszcze gorzej jest przy długich zagraniach.
0,4 celnego długiego podania na spotkanie i 21% skuteczności. To najniższa skuteczność w całym zestawieniu.
A więc nie tylko nie ma wielu podań tworzących sytuacje. Problemem jest również jakość bardziej wymagającej dystrybucji.
Llinares traci przy tym piłkę średnio 13,9 raza na spotkanie. Wyższe wartości mają tylko Jan Grzesik, Mario Garcia i Vinagre.
Tyle że Garcia oraz Vinagre tracą futbolówkę przy zdecydowanie większej produkcji ofensywnej.
Vinagre ma 3 asysty, 2,4 kluczowego podania i 2,3 celnego dośrodkowania na mecz.
Garcia - 3 asysty, 2,5 kluczowego podania i 2,4 celnego dośrodkowania.
Ryzyko można zaakceptować, gdy prowadzi ono do nagrody.
W przypadku Llinaresa obecnie Śląsk często ponosi koszt, nie otrzymując żadnej ofensywnej korzyści.
Jeden przebłysk i pechowy kontakt
Byłoby niesprawiedliwe stwierdzić, że Hiszpan przez cały sezon nie zrobił z przodu absolutnie nic.
W Warszawie uczestniczył w bardzo dobrej akcji zakończonej rzutem karnym dla Śląska. To właśnie Llinares podał do Luki Marjanaca, później futbolówka trafiła przez Piotra Samca-Talara do Enissa Shabaniego i zakończyło się przewinieniem Rafała Augustyniaka.
Jeszcze wyraźniejszy był jego udział w Krakowie.
Po wejściu z ławki Llinares rozpoczął akcję bramkową podaniem do Shabaniego, który następnie obsłużył Adama Ciućkę. Statystyki nie przypisały Hiszpanowi kluczowego podania ani asysty, ale bez jego zagrania cała kombinacja prawdopodobnie by nie powstała.
Kilka minut później znalazł się jednak w centrum wydarzeń po drugiej stronie boiska. Po rzucie wolnym Wisły piłka odbiła się od jego głowy, trafiła w głowę Alana Urygi i chwilę później znalazła się w siatce.
Nie był to klasyczny indywidualny błąd Llinaresa. Bardziej nieudana próba przecięcia trudnego dośrodkowania.
Symbolika jest jednak brutalna.
W jednym z niewielu momentów sezonu, w którym Hiszpan pomógł stworzyć bramkę, niedługo później uczestniczył również w akcji, po której Śląsk ją stracił.
Czy naprawdę jest najgorszy w lidze?
Po analizie wszystkich liczb najłatwiej byłoby postawić mocną tezę: Marc Llinares jest obecnie najgorszym lewym wahadłowym Ekstraklasy.
Tyle że byłoby to zbyt proste.
Jego parametry motoryczne są znakomite. Biega 10,6 kilometra na 90 minut, wykonuje 15,2 sprintu i potrafi rozpędzić się do 35,4 km/h.
Nie przegrywa również wszystkiego w obronie. 56% wygranych pojedynków na ziemi i tylko 0,3 minięcia przez przeciwnika na spotkanie wyglądają przyzwoicie.
Dlatego bardziej uczciwy jest inny wniosek.
Wśród podstawowych zawodników grających na tej pozycji Llinares jest obecnie jednym z najmniej produktywnych, a pod względem kreacji można postawić go na samym końcu porównania.
Jeżeli zawęzimy zestawienie do graczy z przynajmniej 600 rozegranymi minutami, obraz robi się jeszcze bardziej wymowny.
Llinares ma najniższe xA/90, najmniej kluczowych podań, najniższą skuteczność dośrodkowań oraz najniższą skuteczność długich podań. Pod względem ogólnej dokładności podań wyprzedza tylko jednego zawodnika.
Jednocześnie jest pierwszy w tej grupie pod względem przebiegniętego dystansu i drugi pod względem sprintów.
Wykonuje ogromną pracę, która zbyt rzadko zostaje zamieniona na wartość dla zespołu.
Śląsk potrzebuje dawnego Llinaresa
Największym argumentem na korzyść 27-latka pozostaje to, że już pokazał we Wrocławiu coś zupełnie innego.
Pięć asyst w poprzednim sezonie nie było przypadkiem. Simundza publicznie mówił o jego wpływie na kreację, klub przedłużył z nim kontrakt, a sam zawodnik długo pozostawał praktycznie niepodważalnym elementem wyjściowego składu.
Dlatego nie chodzi o stwierdzenie, że Llinares nie ma jakości pozwalającej grać w Ekstraklasie.
Chodzi o coś innego.
W obecnej formie daje Śląskowi zdecydowanie za mało jak na rolę, którą pełni.
W systemie z wahadłami boczny zawodnik nie może być tylko człowiekiem przemieszczającym piłkę z jednego sektora do kolejnego. Powinien rozciągać defensywę przeciwnika, tworzyć przewagę, dostarczać futbolówkę w pole karne i od czasu do czasu samemu pojawiać się w strefie finalizacji.
Llinares robi pierwszy krok.
Biega.
Pokazuje się.
Dostaje piłkę.
Przesuwa się w odpowiednie sektory.
A później często akcja umiera.
Zero asyst można jeszcze tłumaczyć skutecznością partnerów. 0,3 kluczowego podania, 13% celnych dośrodkowań, 21% dokładności długich piłek i ostatnie miejsce pod względem xA/90 są już znacznie trudniejsze do obrony.
Śląsk nie potrzebuje od niego większej liczby przebiegniętych kilometrów. Tych jest aż nadto.
Potrzebuje, żeby kilometry wreszcie zaczęły prowadzić dokądś więcej niż tylko od jednego pola karnego do drugiego.
