Mateusz Żukowski mógł trafić do rywala Śląska z europejskich pucharów. Na transfer nie zgodził się Jacek Magiera
fot.: Rafał Sawicki
Mateusz Żukowski po odejściu ze Śląska rok temu nie może narzekać na swoją obecną formę i karierę. Napastnik został wicekrólem strzelców 2. Bundesligi, a także zadebiutował w reprezentacji Polski. Co ciekawe, jak sam piłkarz przyznał w rozmowie z Przeglądem Sportowym, przed transferem do Magdeburga był bliski finalizacji przenosin do FC Sankt Gallen, ale zostały one zablokowane przez ówczesnego szkoleniowca Wrocławian, Jacka Magierę.
Rok w piłce to wieczność? Dobrze znamy to powiedzenie, które udowadnia nam, jak piłkarska kariera może przyspieszyć w zaledwie dwanaście miesięcy. Nie tak dawno zachwycaliśmy się Arnau Ortizem, który zadebiutował w pierwszej drużynie Atletico Madryt, ale innych przykładów nie trzeba daleko szukać. Jest nim na przykład Mateusz Żukowski. 24-latek latem zeszłego roku został sprzedany do niemieckiego Magdeburga za 250 tys. euro. W swoim premierowym sezonie w nowym klubie zdobył 17 bramek i został wicekrólem strzelców. Bardzo dobra forma napastnika poskutkowała powołaniem i debiutem w reprezentacji Polski w symbolicznym dla Żukowskiego miejscu, czyli we Wrocławiu, gdzie upamiętniono też śp. Jacka Magierę, któremu zawodnik dużo zawdzięcza.
Mateusz Żukowski w najnowszej rozmowie z Łukaszem Olkowiczem z Przeglądu Sportowego opowiedział, że zanim trafił do Niemiec, rok wcześniej miał ofertę ze Szwajcarii, dokładnie z FC Sankt Gallen, z którym Śląsk mierzył się w sierpniu 2024 roku w eliminacjach Ligi Konferencji. Na stole leżało wówczas prawie milion euro, ale do transferu ostatecznie nie doszło. Dlaczego? Jak mówi 24-latek, został on zablokowany przez Jacka Magierę, który wówczas prowadził zespół Śląska i chciał mieć w swoim zespole Mateusza.
- Jacek Magiera nie zgodził się na transfer. W ogóle to zabawne, bo według wielu na tej prawej obronie nie wyglądałem dobrze. Ale chyba nie byłem taki najgorszy, skoro zagraniczne kluby chciały za mnie płacić? Jeżeli Rangers wydało na mnie 600 tysięcy euro, to chyba coś we mnie widzieli. Spodobałem się też w Sankt Gallen. Sprzedawali prawego obrońcę i chcieli mnie na jego miejsce. W meczach z nimi dwa razy zagrałem na prawej obronie, choć pokazałem wtedy ze 20 procent umiejętności
- przyznał piłkarz.
Pomimo że dziś Żukowski to klasyczna "dziewiątka", wcześniej grał również na innych pozycjach - skrzydle i prawej obronie, gdzie wystawiano go w czasach gry w Lechii Gdańsk i właśnie Śląsku Wrocław w rundzie jesiennej sezonu 2024/25.
Urodzony w 2001 roku piłkarz w barwach Śląska Wrocław rozegrał 66 spotkań, w których strzelił trzy gole i zanotował sześć asyst. Z drużyną sięgnął po wicemistrzostwo Polski i jak sam wspomina, tamten zespół był jednością i silny pod kątem mentalnym, co przełożyło się na tak duży wtedy sukces.
- Kadra aż tak jakościowa nie była. Mieliśmy za to świetną szatnię, jedną z lepszych, w jakiej byłem. I nią dużo wygrywaliśmy, napędzaliśmy się tym. Szybko złapaliśmy porozumienie. A to dużo daje. Jeżeli masz ten sam kierunek i zakapiorów, którzy są ze sobą blisko, możesz zrobić wszystko. I tak było w Śląsku. Nie grają tylko umiejętności. Czasem w szatni dzieje się źle, są grupki, podziały. W Śląsku żadnych grupek nie było. Jak zrobiliśmy spotkanie drużynowe na obozie, to wszyscy razem się bawili, rozmawiali ze sobą
- tłumaczy Żukowski.
