Misiura: Wynik 3:2 nie odzwierciedla tego, co działo się na boisku
fot.: Paweł Kot
Śląsk Wrocław dwukrotnie obejmował prowadzenie, ale ostatecznie przegrał na wyjeździe z Motorem Lublin 2:3. Po spotkaniu Mariusz Misiura nie ukrywał zadowolenia z postawy swoich podopiecznych, przekonując, że gospodarze zdominowali Wojskowych. Szkoleniowiec odniósł się również do błędów przy obu golach Śląska, kontrowersyjnych decyzji sędziowskich oraz atmosfery meczu przyjaźni.
Przez ostatnie trzy, cztery miesiące przechodziliśmy bardzo trudną drogę. Na początku sezonu rozgrywaliśmy wiele dobrych spotkań, ale wyniki nie szły za tym w parze. Dzisiaj również mieliśmy poczucie, że gramy bardzo dobrze i kontrolujemy wydarzenia na boisku, a mimo to przeciwnik zdobył bramkę na 1:0. Później nie wykorzystaliśmy rzutu karnego, doprowadziliśmy do wyrównania, a następnie ponownie straciliśmy gola. Cieszy mnie charakter i wiara, jakie pokazali zawodnicy, a także mądrość całego zespołu oraz sztabu szkoleniowego. Dobrze odczytywaliśmy wydarzenia na boisku i reagowaliśmy na zmiany ustawienia przeciwnika. Uważam, że mieliśmy totalną kontrolę i dominowaliśmy. Wynik 3:2 nie odzwierciedla tego, co działo się w tym meczu. Tym bardziej cieszę się, że ostatecznie wygraliśmy w takich okolicznościach, przy pełnych trybunach i ogromnych emocjach
Motor przez znaczną część spotkania przegrywał. Co ostatecznie przesądziło o zwycięstwie?
W piłce nożnej czasami trudno to wytłumaczyć. Grasz dobrze, kontrolujesz sytuację, przeciwnik praktycznie raz czy dwa pojawia się w twoim polu karnym przez 60–70 minut, a ty stoisz przy linii bocznej i przegrywasz. Mieliśmy znakomite sytuacje Karola Czubaka w pierwszej połowie, okazję Jacka, rzut karny. Patrzysz na wynik i trudno w niego uwierzyć. Kluczowe były jednak wiara, analiza wydarzeń na boisku i szukanie rozwiązań wspólnie ze sztabem. Zawodnicy również przekazywali swoje spostrzeżenia, chociażby w przerwie spotkania. Mamy w klubie bardzo mądrych ludzi, którzy ze sobą rozmawiają i wyciągają wnioski. Uważam, że właśnie dzięki tej współpracy na wielu szczeblach udało nam się wygrać.
Pierwszy gol dla Śląska padł po stracie piłki przy wyprowadzaniu jej spod własnego pola karnego. Co zawiodło w tej sytuacji i kto mógł zachować się lepiej?
Szczerze mówiąc, nie widziałem jeszcze powtórki tej sytuacji. W przerwie również do niej nie wracaliśmy, ponieważ uważam, że wytykanie oczywistych błędów niczego by nie zmieniło. Wiem, że Gasper Tratnik był zły na to podanie, a zawodnicy mieli do siebie pretensje. Skupiliśmy się więc na tym, co możemy poprawić i co musimy zrobić, żeby pokonać Śląsk, zamiast tracić czas na szukanie winnych. Na analizę tej sytuacji przyjdzie czas. Z pewnością mogliśmy zachować się odpowiedzialniej i wybrać prostsze rozwiązanie, chociażby długie podanie do Karola Czubaka. Nie chciałbym jednak wskazywać konkretnego zawodnika, ponieważ nie obejrzałem jeszcze powtórki, a z mojej perspektywy ta sytuacja rozgrywała się dość daleko.
Przy drugim trafieniu Śląska Piotr Samiec-Talar miał sporo swobody. Dlaczego zawodnicy Motoru nie zdołali skutecznie go przypilnować?
Nie powiedziałbym, że został odpuszczony. W środkowej strefie boiska gramy Ronniem i Kikim. Ronnie nie jest wysokim zawodnikiem, dlatego czasami staramy się odpowiednio ich ustawiać, żeby wykorzystać atuty obu piłkarzy. W takich sytuacjach może się zdarzyć, że ktoś będzie spóźniony. Przy tej akcji nie do końca dobrze oceniliśmy tor lotu drugiej piłki. Powiem szczerze, że z perspektywy ławki trenerskiej byłem w stu procentach przekonany, że był spalony. Kiedy usłyszałem, że sytuacja była na styku, byłem bardzo zdziwiony. Dopiero po obejrzeniu powtórek zobaczyłem, jak niewielkie były różnice. Szacunek dla sędziów, że prawidłowo ocenili tę sytuację i uznali bramkę Śląska. Najważniejsza była jednak nasza reakcja. Patrzyłem na zawodników, którzy po straconym golu chcieli jak najszybciej ustawić piłkę na środku boiska i zdobywać kolejne bramki. Nie widziałem spuszczonych głów ani zwątpienia.
Motor otrzymał w tym spotkaniu dwa rzuty karne. Jak trener ocenia decyzje sędziów, szczególnie tę dotyczącą drugiej jedenastki?
Co do drugiego rzutu karnego miałem stuprocentowe przekonanie, że Jacek był faulowany. Widziałem mocne pociągnięcie za koszulkę. Jacek nie przewraca się w takich sytuacjach bez powodu, szczególnie sześć metrów od bramki. Dlatego podbiegłem najpierw do sędziego technicznego, a później do asystenta. Kiedy Tratnik chciał szybko wznowić grę od bramki, krzyczałem do niego, żeby tego nie robił, ponieważ byłem przekonany, że zostanie podyktowany rzut karny. Sędziowie mieli trudne decyzje do podjęcia, ale moim zdaniem podejmowali je prawidłowo. Podobnie było przy drugim golu Śląska, gdzie sytuacja ze spalonym była niezwykle stykowa.
Jak trener ocenia atmosferę spotkania, które dla kibiców obu klubów było szczególnym wydarzeniem ze względu na łączącą ich przyjaźń?
To było fantastyczne widowisko. Patrząc na sposób, w jaki kibice dopingowali obie drużyny, myślę, że nie mogli narzekać na emocje, szczególnie przy bramce na 3:2 w końcówce spotkania. Panuje tutaj znakomita atmosfera. Wielki szacunek dla kibiców za to, jak potrafią wspierać drużynę. Tracimy bramkę na 0:1, a doping nie cichnie. Później przegrywamy 1:2 i sytuacja wygląda dokładnie tak samo. Dla mnie jako trenera to ogromne ułatwienie. Nie trzeba dodatkowo motywować zawodników przed spotkaniem, bo kiedy wychodzą z tunelu i słyszą śpiewających kibiców, adrenalina jest już na tak wysokim poziomie, że chcą pokazać się z jak najlepszej strony.
