Tomasiewicz: Przepraszam kibiców za końcowy wynik

Tomasiewicz: Przepraszam kibiców za końcowy wynik

fot.:

Po przegranym przez Śląsk Wrocław meczu z Lechem Poznań 1:4 głos zabrał Grzegorz Tomasiewicz.



 

Przyjechał mistrz Polski, mówiło się o szansie na sprawienie niespodzianki, a kończy się wysoką porażką 1:4. Ta gra chyba nie wyglądała najlepiej?

Grzegorz Tomasiewicz: Tutaj się z panem nie zgodzę, bo uważam, że pierwsza połowa w naszym wykonaniu była niezła. Wiadomo, przy wyniku 1:4 każdy powie, że zagraliśmy bardzo słabe spotkanie, ale przed przerwą to naprawdę nie wyglądało źle. Dwie szybko stracone bramki na 0:3 i 0:4 praktycznie zamknęły mecz. Potem staraliśmy się chociaż o to honorowe trafienie. Szkoda zwłaszcza niewykorzystanej sytuacji na 1:2. Przyszło mnóstwo kibiców, chcieliśmy dziś wygrać za wszelką cenę i do momentu straty trzeciego gola determinacji nam nie brakowało. Lech to jednak klasowy zespół - skontrował nas dwa razy i było po wszystkim. Musimy dalej ciężko pracować. Niewiele nam brakuje, a po raz kolejny schodzimy z boiska pokonani.

​No właśnie, pierwsza połowa wyglądała zdecydowanie lepiej, a zazwyczaj bywało na odwrót - słabszy początek i lepsza druga część. Co się dzisiaj stało, że wraz z upływem minut wyglądaliście coraz gorzej?

​Lech po prostu nas skontrował przy bramkach na 3:0 i 4:0. Porobiły się między nami zdecydowanie większe odległości niż przed przerwą. Tak jak mówiłem, to klasowa drużyna o ogromnej jakości. Mają świetnych zawodników w wyjściowym składzie, a wchodzący z ławki Walemark zrobił dwie akcje, strzelił dwa gole i zamknął spotkanie.

​To dla ciebie słodko-gorzki występ. Z jednej strony bolesna porażka, z drugiej premierowe trafienie w barwach Śląska Wrocław.

​Jestem zawodnikiem, który bardzo rzadko wpisuje się na listę strzelców. Jasne, fajnie było trafić do siatki, ale szczerze mówiąc, mógłbym w ogóle nie strzelać i nie asystować. Zupełnie mnie to nie rusza, bo te liczby są w dużej mierze dla dziennikarzy. Od strzelania mamy chłopaków z przodu. Ja jestem na boisku od czarnej roboty i to, czy strzelę gola, ma dla mnie drugorzędne znaczenie.

​Za wami długa przerwa reprezentacyjna, było trochę czasu na dopracowanie detali. Nad czym szczególnie pracowaliście w tym okresie?

​Przede wszystkim nad kompaktowością w defensywie. Myślę, że w pierwszej połowie Lech nie stworzył sobie zbyt wielu klarownych okazji z gry, z tego co pamiętam, bramkę zdobyli po rzucie rożnym. Przed przerwą dobrze wyglądaliśmy w niskim bloku. W drugiej części chcieliśmy to kontynuować i szukać swoich szans w kontratakach, tak jak wcześniej przy sytuacji Macenki czy uderzeniu Samiego na dalszy słupek. Niestety, plan się posypał. Teraz jedziemy na kolejny mecz, w którym musimy wyszarpać punkty za wszelką cenę, bo nasza sytuacja w tabeli robi się coraz trudniejsza.

​Chciałem zapytać o atmosferę. Padł rekord frekwencji na meczu z Lechem - na trybunach zasiadło ponad 33 tysiące osób. Jak się gra przy takim dopingu i co chciałbyś przekazać kibicom, którzy są rozczarowani wynikiem?

​Doskonale zdajemy sobie sprawę, że kibice są bardzo zawiedzeni tym rezultatem. Na trybunach panowała dzisiaj fantastyczna atmosfera - odkąd tu gram, chyba po raz pierwszy miałem okazję wystąpić przed tak liczną publicznością w roli gospodarza. Dziękujemy im za to ogromne wsparcie i możemy tylko przeprosić za końcowy wynik.

Jan Pindral

Autor

Jan Pindral

Interesuję się piłką nożną i kibicuję Śląskowi od małego. Choć marzenia z dzieciństwa o zawodowej karierze zweryfikowały boiska B-klasy, pasja do futbolu pozostała. Poza grą, działam jako sędzia w strukturach DZPN oraz studiuję prawo. W redakcji jestem obecny od sezonu 2024/25, gdzie odpowiadam za różnorodne zadania - od pisania artykułów i tworzenia materiałów meczowych, po udział w podcastach.