Zwycięskiego składu się nie zmienia. Analiza meczu Śląsk - Lechia.

23.03.2011 (00:21) | Andrzej Gomołysek | skomentuj (1)
Przed tym meczem Lechia miała szanse na drugie miejsce w tabeli, Śląsk mógł wskoczyć do pierwszej piątki. Po zwycięstwie wrocławianie znaleźli się jednak poza czołowym kwintetem. Tym niemniej kto mógł się spodziewać na początku października ubiegłego roku, że Śląsk będzie miał dokładnie tyle samo punktów przewagi nad strefą spadkową, co do fotela lidera?


 

Śląsk rozpoczął w tradycyjnym 4-2-3-1, kontuzjowanego Sztylkę zastąpił Łukasiewicz. Lechia wyszła w 4-3-3 z zaskakująco szeroko ustawioną drugą linią.



Ta druga linia była jednak ustawiona dość daleko od pierwszej, przez co ofensywna trójka była dość łatwo zamykana przez szóstkę wrocławian.







O tym, że Śląsk bronił się rozsądnie, niech świadczą sytuacje, w których w przypadku podłączenia się pod akcję większej liczby graczy rywala, odpowiednio z kryciem przesuwali się ofensywni gracze Śląska.



W tej materii jednak konieczna będzie dalsza praca, gdyż nie zawsze z asekuracją udawało się zdążyć.



W grze ofensywnej Śląsk stawiał na trzy filary. Pierwszym było wywalczenie autu w okolicach pola karnego i daleka wrzutka od Sochy bądź Pawelca na Kaźmierczaka, który strącał piłkę:





bądź (wyjątkowo, aczkolwiek jakże skutecznie) strzelał:



Drugim pomysłem były stałe fragmenty gry, gdzie ciekawym schematem jest wybiegający od razu po rozegraniu jak najbliżej bramki Celeban. Wprawdzie tym razem goli to nie przyniosło, ale instynkt snajpera w obrońcy Śląska drzemie nie od dziś, w końcu kilkukrotnie udało mu się do siatki trafić.





Trzeci element jest sukcesem połowicznym, mianowicie liczba zawodników, którzy umieją wymieniać między sobą płynne podania wzrosła w ciągu półrocza o trzy. Niestety, owe trzy to obecna wartość tego wskaźnika. Mogą cieszyć ładne i szybkie kombinacje w trójkącie Kaźmierczak - Mila - Ćwielong. Cała trójka bardzo intensywnie szukała miejsca przy rozegraniu, sporo się ruszała, dzięki czemu łatwiej było o rozprowadzenie piłki. Przy sporych umiejętnościach indywidualnych każdego z nich udawało się wyprowadzać szybkie i składne akcje. Teraz kluczem będzie wprowadzenie do tego schematu reszty składu. Sobota był jasnym punktem, kiedy samodzielnie posuwał akcje do przodu, ale z dopasowaniem się do kombinacji ma jeszcze problemy. Podobnie wypada grający czasem zbyt głęboko Gikiewicz. Wprawdzie zapewne mają oni swoją rolę w taktyce, bo rozciągają szeregi rywala i absorbują jego uwagę, ale z pewnością docelowe powinno być głębsze włączenie ich do rozegrania zespołowego. W tym też aspekcie bardzo zawiódł Łukasiewicz, choć poprawnie radził sobie w destrukcji.

Wszystko to jednak zupełnie padło w ostatnich minutach. Nowowprowadzeni zawodnicy mieli duże problemy z ustawianiem się tak w ofensywie (choć starali się trzymać odległości, tak przemieszczali się chaotycznie, ustawienie w linii nijak nie sprzyja rozegraniu),



jak i w defensywie (blisko siebie, krycie nikogo).



Zmiany okazały się więc jednak nie do końca fortunne, Mila znowu na lewej stronie pomocy średnio radził sobie i z rozegraniem i asekuracją, Diaz cały czas nie mógł sobie znaleźć miejsca na boisku, a Vukelja jako środkowy pomocnik wydawał się być wyraźnie zagubiony.

Orest Lenczyk narzekał zresztą po meczu na dezorganizację gry po zmianach. Wychodziłoby więc, że zwycięskiego składu nie należy zmieniać, bo zmiennicy utrzymania tego poziomu nie gwarantują. Kadra Śląska jest stosunkowo liczna, jednak jeśli zmiany w pierwszym składzie mają powodować wyraźne obniżenie się poziomu gry wrocławian, trudno liczyć na dalsze śrubowanie zawrotnej serii. Chyba, że kontuzje i absencje będą omijać drużynę z Oporowskiej, albo szkoleniowiec wrocławian wykrzesa z zawodników spoza pierwszego składu znacznie więcej. To pierwsze z biegiem sezonu wydaje się niemożliwe do uniknięcia. Przy tym drugim - czas pracuje na korzyść Oresta Lenczyka. Dwa tygodnie przerwy spadają mu z nieba.

KOMENTARZE
~Zorg(2011-03-23 14:16:27)
Po zmianach w końcówce spotkania, miałem bardzo podobne odczucia do tych opisanych powyżej. Szczególnie Vukelja nie wiedział co ze sobą począć, jakby pierwszy raz w zyciu był na boisku...
DODAJ KOMENTARZ
Czy wiesz, że wszystkie nowo dodane komentarze muszą zostać zaakceptowane przez redakcję.

Nie chcesz czekać? Zarejestruj się na forum kibiców Śląska Wrocław a następnie podczas dodawania komentarza podaj swój login i hasło.

Koniecznie przepisz tekst z obrazka!
Nick*:
Hasło:
Adres e-mail:
Treść komentarza*:
* - pola wymagane