Nie zawsze lepszy wygrywa

28.07.2011 (18:39) | Michał Zachodny | skomentuj (0)
W pierwszym meczu III rundy eliminacyjnej do Ligi Europy wrocławianie na własne życzenie zremisowali przed własną publicznością z Lokomotiwem Sofia 0:0. W środę tyle było mowy o bezpieczeństwie, utrzymywaniu wyniku bezbramkowego, trzymaniu rywala na dystans od swojej bramki… czyżby Orest Lenczyk zastosował na przedmeczowej konferencji prasowej klasyczną zasłonę dymną? Z lektury wyjściowej jedenastki na Lokomotiw można było wywnioskować, że Śląsk wcale nie zamierza podchodzić do tego meczu tak spokojnie. Możliwość debiutu od pierwszej minuty otrzymali Cetnarski i Wasiluk, co pozwoliło przesunąć na prawą stronę obrony Piotra Celebana. Z kolei były defensor Cracovii dał kilkanaście tak potrzebnych centymetrów wzrostu w rywalizacji z dobrze grającym głową Yordanovem, który miał straszyć Kelemena.


 

Z tego strachu początkowo niewiele wynikało, jeśli patrzeć na bramkę słowackiego golkipera gospodarzy. To bowiem Śląsk zaatakował i był groźny od pierwszych minut. Po kilku chwilach od gwizdka wiecznie uśmiechniętego sędziego z Włoch, na bramkę Galeva pędził z kontrą Ćwielong i Mila, ale odegranie z klepki tego drugiego było odrobinę za mocne. Ta próba zachęciła piłkarzy Lenczyka do groźniejszych ataków, a zwłaszcza Cristiana Diaza, który ponoć miał nie być dysponowany w stu procentach. Tymczasem co chwilę walczył, zwycięsko, bark w bark z defensorami rywali, kilkukrotnie ich przestawiając i stwarzając zagrożenie. Jednak najgroźniejsza sytuacja w pierwszej połowie wyszła ze strony nowego prawego obrońcy Śląska. Celeban w dziesiątej minucie popędził skrzydłem, świetnie rozgrywając piłkę z Sobotą, ale gdy stanął oko w oko z Galevem, zamiast uderzać lewą nogą, podał do Ćwielonga. Golkiper zdążył się ustawić i klatką piersiową sparować strzał.

Po dwudziestu minutach kibice na trybunach, głośni jak zawsze, choć w ograniczonej przez UEFA liczbie, zaczęli się zastanawiać nad tym, czy prezes Lokomotiwu przypadkiem nie spisywałby się lepiej na Oporowskiej niż jego zawodnicy, tak bowiem słabo przyjezdni się prezentowali. To były jednak pozory, które szybko rozwiał Atanasov dośrodkowując wprost na głowę Yordanova, choć jego uderzenie było słabe i Śląsk opanował niekorzystną dla siebie sytuację. I odpowiedział atakiem. Z dobrej strony pokazał się Cetnarski posyłając świetne prostopadłe podanie do Diaza w pole karne, ale ten szukał podcinką długiego rogu bramki Galeva i pomylił się o dobre kilka metrów. Kilka minut później nabytek z Bełchatowa z kolei popełnił błąd pod własnym polem karnym, faulując Veleva – do rzutu wolnego podszedł Goranov i huknął z lewej nogi. Kibice zamarli, Kelemen w bramce także, ale futbolówka minęła poprzeczkę o kilkanaście centymetrów lądując na reklamach, a nie w siatce.

I tak wyglądała do końca pierwsza połowa, w ostatnim kwadransie znacznie spokojniejsza. Śląsk nadal przeważał, częściej rozgrywał i szukał możliwości rozbicia obrony rywali z Bułgarii. Kilka rzutów wolnych Sebastiana Mili skończyło się na strachu dla piłkarzy Petkova, a kontry Lokomotiwu powodowały nerwy w boksie, gdzie zasiadał Orest Lenczyk. Wynik bezbramkowy był prawdopodobnie sprawiedliwy, choć sytuacji z obu stron nie brakowało. Dobrze jak zwykle grał Elsner, z niezłej strony pokazał się Ćwielong, spokojny w defensywie był Pietrasiak, ale też dziura po Dariuszu Sztylce kilka razy została wykorzystana przez Lokomotiw. Jeszcze w przerwie gotowy do wejścia był Voskamp za Diaza, ale zmiana została odwołana – Argentyńczyk dostał jeszcze kilka minut szansy…

Druga połowa również rozpoczęła się od zdecydowanej przewagi gospodarzy i równie zdecydowanego murowania bramki przez Bułgarów. Mimo to, udało się wrocławianom stworzyć kolejną groźną sytuację po składnej akcji dwóch środkowych pomocników, Cetnarskiego i Mili. W końcu ten pierwszy zagrał na prawe skrzydło do Soboty, piłkarz z Kluczborka znakomicie dośrodkował na długi słupek, gdzie oczami wyobraźni piłkę do siatki pakował Ćwielong. Szkoda, że w rzeczywistości spudłował z trzech metrów i ostrego kąta. Chwilę po tej sytuacji Diaza zmienił Voskamp i, o dziwo, w pierwszych dwóch minutach nie strzelił bramki. Zrekompensował to znakomitym odbiorem piłki na połowie, a przejętą futbolówkę wrocławianie rozegrali skutecznie, choć mocny strzał Soboty był niecelny.

Można się zastanawiać i tylko żałować, jak Śląsk po godzinie gry nie prowadził, a większość tych pytań kierowana by była do Piotra Ćwielonga. Piękne prostopadłe podanie Soboty próbował jego kolega zamienić na asystę, gdy powinien na bramkę, a po rzucie rożnym z szesnastki znów się pomylił o kilka metrów. Gdy na zegarze pojawiła się liczba sześćdziesiąt, swoją szansę miał Sebastian Mila. Kapitalnym crossem popisał się Spahić zagrywając na nos Sobocie, ten dobrze dośrodkował do Voskampa a Holender odegrał do nieobstawionego Mili. To był jak rzut wolny z dwuosobowym murem w polu karnym Lokomotiwu i kapitan Śląska starał się przymierzyć co do milimetra i, kto wie, może dlatego tych kilku jednostek miary mu zabrakło do wykończenia efektownej akcji ekipy Lenczyka?

Lokomotiw znów grał słabo, a nawet gdy miał możliwość kontrowania, partaczył swoje sytuacje i wszelkie wątpliwości pod własną bramką rozwiewali defensorzy Śląska. Widział to także trener Petkov, zmieniając niewidocznego Veleva i wprowadzając Dafcheva do środka pola. Odpowiedział mu Orest Lenczyk zmieniając aktywnego, choć marnującego okazje Piotra Ćwielonga. W jego miejsce do boju posłał Sebastiana Dudka i jego prawą nogę, której moc poczuli kibice Dundee United w poprzedniej rundzie. Tę kartę znów starał się przebić Petkov, tym razem wprowadzając Romanova za Savicia.

Problem drużyny z Bułgarii polegał jednak na tym, że te zmiany jedyne co dodały, to kilka chwil odpoczynku piłkarzom już biegającym po boisku. W mecz z kolei nieźle wszedł Dudek, ale, pomni wydarzeń ze Szkocji, Bułgarzy nie dawali mu wiele miejsca, a gdy już sobie kilka metrów znalazł pomocnik Śląska, to był faulowany. Po jednym z takich przewinień z dwudziestu metrów przymierzył Mila, ale piłka poleciała nie po tej stronie słupka co powinna. Jak lew o piłkę walczył też Voskamp, choć podań dokładnych w pole karne doczekać się nie mógł. Nawet jak raz pod polem karnym piłkę Holender odebrał i piętą zagrał do Dudka, to adresat kolejnego podania, Waldemar Sobota, uderzył wprost w bramkarza, który nawet błąd popełnił, ale go ekspresowo naprawił.

W końcówce emocji zabrakło, choć piłkarze starali się jeszcze rozgrzać trybuny. Chwilę po tym jak świetne dośrodkowanie, w stylu Diaza z Arką, głową starał się wykorzystać Voskamp (obronił bramkarz), Amir Spahić wdał się w przepychankę z Pistarovem. Wyszedł z niej zwycięsko, ale też z żółtą kartką. Bułgarzy już nawet nie udawali, że interesuje ich bramka, na co może wskazywać okropne wykończenie kontry w przewadze. Sekundy pozostające do końca piłkarze zmarnowali na faule, niedokładnościach i leżankach. Gdy wzorowo prowadzący zawody włoski arbiter Begonzi zagwizdał po raz ostatni, można było wyczuć leciutkie rozczarowanie w głosach kibiców, choć też nikt nie mógł oprzeć się wrażeniu, że nie taki straszny ten lew… Lokomotiw, oczywiście.

Śląsk Wrocław 0:0 Lokomotiv Sofia

Śląsk: Kelemen - Celeban, Pietrasiak, Wasiluk, Spahić – Sobota (83. Gancarczyk), Elsner, Cetnarski, Mila, Ćwielong (69. Dudek) – Diaz (52. Voskamp)

Lokomotiv: Galev – Savić (69. Romanow), Lahchev, Varbanov, Dobrev, Goranov, Velev (65. Dafchev), Ivanov, Atanasov, Pisarov, Yordanov (81. Mesić)

Żółte kartki: Spahić (Śląsk), Ivanov, Pisarov (Lokomotiv)
Sędziował: Mauro Bergonzi (ITA)
Widzów: 6500

KOMENTARZE
Nie skomentowano jeszcze tego newsa.
DODAJ KOMENTARZ
Czy wiesz, że wszystkie nowo dodane komentarze muszą zostać zaakceptowane przez redakcję.

Nie chcesz czekać? Zarejestruj się na forum kibiców Śląska Wrocław a następnie podczas dodawania komentarza podaj swój login i hasło.

Koniecznie przepisz tekst z obrazka!
Nick*:
Hasło:
Adres e-mail:
Treść komentarza*:
* - pola wymagane