Errare humanum est. Analiza po spotkaniach z Rapidem i Legią

22.08.2011 (23:43) | Andrzej Gomołysek | skomentuj (0)
W zeszłym tygodniu ukazały nam się dwa różne oblicza Śląska. Jedno trochę bardziej ryzykanckie, drugie bezpieczne. Okazało się przy tym, że dobrze dopracowane w wykonaniu wrocławian jest tylko jedno z nich.


 

football formations


Przed spotkaniem z Rapidem Orest Lenczyk zaskoczył. Tadeusz Socha zaczął w podstawowym składzie na lewej flance, w środku zagrał tylko jeden defensywny pomocnik i, poza obroną, wystawieni zostali właściwie sami zawodnicy o predyspozycjach bardziej technicznych niż fizycznych. W praktyce już w pierwszych minutach zaczęło to wyglądać jeszcze gorzej, kiedy można było sobie uświadomić, że fizycznie wrocławianie odstawali od rywali bardzo wyraźnie, natomiast technicznie i tak nie byli wystarczająco dobrzy, żeby to nadrobić. Po blisko roku u steru trener wrocławian pierwszy raz zagrał otwarty futbol z silniejszym rywalem. Okazało się, że był to błąd.

Na początku Śląskowi udawało się utrzymywać równowagę sił na boisku. Tyle że Rumuni coraz bardziej naciskali. Efekt? Rozgrywający Dudek pod presją grał głównie do tyłu, Mila był odcinany od podań i zmuszony szukania indywidualnych szarż, podobnie jak pozostali gracze ofensywni. Na pierwszych kilkadziesiąt minut polotu jeszcze wystarczało, ale szeregi Rapidu zacieśniały się coraz bardziej.

Jak na ironię, kiedy zaczynały się już ciężkie chwile, Śląsk wyszedł na prowadzenie po perfekcyjnym rzucie wolnym Sebastiana Mili. Od tego momentu pressing Rumunów zaczynał się już na połowie Śląska.





Był on na tyle dobrze zorganizowany, że wrocławianom pozostawało jedno - gra długimi piłkami. Jedynym pomysłem były próby wciągnięcia Rumunów jak najgłębiej, by nieco rozluźnić ich szyki w środku, za pomocą sekwencji: Kelemen z piątki - piłka do Sochy - rywale podchodzą – piłka wraca do Kelemena - po czym i tak idzie długa podanie, bo przy ścisłym kryciu na całym boisku rozegranie Śląska po prostu leżało.

W drugiej połowie było jeszcze gorzej. Kolejny raz okazało się, jak źle Śląsk radzi sobie z pressingiem. Jego jedyną bronią na niego są długie piłki posyłane gdzieś na napastników. Ze słabym rywalem może się to udać - personalnie Śląsk ma bardzo silny atak, który wykorzysta większość błędów przeciwnika. Gorzej się jednak sytuacja miała, kiedy oponent okazał się sprawnym w defensywie monolitem, któremu indywidualności nie dawały rady. W dodatku jeśli już piłka docierała gdzieś w okolice zawodników Śląska, przegrywali oni indywidualne pojedynki. Może i technicznie gorsi nie byli, ale kiedy przychodziło się przepchnąć czy powalczyć o górną piłką, szanse były już marne.

Taki stan rzeczy pogłębiał się tylko z biegiem meczu. Sytuację pogorszyło przejście na 4-4-2. Słaby środek został dodatkowo zubożony, piłki zupełnie przestały dochodzić do dwójki (a nawet i większej liczby) odciętych graczy. Przypominać się zaczęły czasy Ryszarda Tarasiewicza i gracze czekający z przodu na piłkę, której nigdy nie dostaną.





Próba zagrania po wejściu Sztylki na dwóch defensywnych pomocników również niewiele wnosiła, Mila biegał właściwie po całym boisku, aż stracił siły i zapał, podobnie jak i reszta zespołu.





Śląsk być może i miał słabszy skład niż mistrz Rumunii, ale tym razem zagrał po prostu źle.



Orest Lenczyk wyciągnął wnioski z tego spotkania. Na Łazienkowskiej zdecydował się już na dwóch defensywnych pomocników, co powstrzymało legionistów w środku pola. Zrezygnował też z Tadeusza Sochy, który z Rapidem, parafrazując Oresta Lenczyka, zagrał tak jak zagrał.





Umiejętnie przesuwający się za akcją duet defensywnych pomocników mógł odciążać Milę w rozegraniu, bardzo dobre zawody rozgrywał też przebojowy Madej, co pozwalało Śląskowi stwarzać sobie sytuacje z przodu. Z tyłu zaś zdążali się zazwyczaj znaleźć na tyle szybko, żeby powstrzymać ataki Legii środkiem, albo zaasekurować skrzydła. Sam Elsner w meczu z Rapidem nie mógł temu zadaniu podołać. Na Łazienkowskiej Śląsk znowu zagrał asekurancko i tradycyjnie przyniosło to efekty.

Po porażce z Rapidem można było powiedzieć, że gra się tak, jak przeciwnik pozwala. Śląsk pozwolił rywalom na bardzo wiele, pozbawiając się swojej najlepszej broni, przeciwko silnemu rywalowi grając jak na siebie bardzo ofensywnie. Kilka dni później pokazał, że mimo dużo bardziej ostrożnego nastawienia da się spokojnie kontrolować sytuację, mając naprzeciwko siebie trudnego przeciwnika, a przy tym zagrać porywająco z przodu. I z braku innych dopracowanych rozwiązań, trzeba się póki co trzymać tego.

KOMENTARZE
Nie skomentowano jeszcze tego newsa.
DODAJ KOMENTARZ
Czy wiesz, że wszystkie nowo dodane komentarze muszą zostać zaakceptowane przez redakcję.

Nie chcesz czekać? Zarejestruj się na forum kibiców Śląska Wrocław a następnie podczas dodawania komentarza podaj swój login i hasło.

Koniecznie przepisz tekst z obrazka!
Nick*:
Hasło:
Adres e-mail:
Treść komentarza*:
* - pola wymagane