Na lidera poczekamy

28.08.2011 (16:46) | Patryk Reński | skomentuj (0)
Niestety po tym spotkaniu to Widzew Łódź pozostał drużyną niepokonaną w tym sezonie w ekstraklasie. Po bramkach Miki Dżalamidze, Jarosława Bieniuka i honorowym golu Sebastiana Mili Śląsk przegrał przy Oporowskiej 1:2. Mecz przypominał koszmar z Wrocławia z ubiegłego sezonu. Różnicą okazał się tym razem brak Happy end’u. Wtedy po golach Łukasza Madeja i Sebastiana Mili w ostatnich pięciu minutach wrocławianie uratowali remis.


 

Lepiej to spotkanie rozpoczął Śląsk. Podopieczni trenera Oresta Lenczyka kontrolowali przebieg gry i spokojnie kreowali ataki. Już w 8.minucie jeden z nich mógł zakończyć się golem. Kontra WKS-u, Sebastian Mila świetnie wypuścił lewą stroną Piotra Ćwielonga, ten podał w pole karne do Johana Voskampa, ale zbyt mocno, aby Holender doszedł do piłki. To była, póki co, najlepsza okazja Śląska.

Wydawało się, że gospodarze mają optyczną przewagę i tylko kwestią czasu było strzelenie przez nich pierwszej bramki. Kwadrans przed przerwą doskonałą okazję na zdobycie gola zmarnował Piotr Ćwielong. Po szybkiej wymianie podań z Sebastianem Milą skrzydłowy Śląska wpadł w pole karne Macieja Mielcarza i z ostrego kąta trafił w bramkarza Widzewa.

Emocje po tej akcji nie zdążyły jeszcze opaść, a wrocławianie stracili gola. W 34. minucie meczu rajdem prawą flanką popisał się Mika Dżalamidze. Młody skrzydłowy Widzewa wykorzystał błąd defensorów Śląska i bardzo dobre podanie Bruno Pinheiro. Dżalamidze dobiegł do bramki Mariana Kelemena bez asysty obrońców gospodarzy i bez problemu minął bramkarza, pakując piłkę do siatki.

Śląsk nie otrząsnął się jeszcze po pierwszym straconym golu, a Widzew wbił kolejną bramkę. W 39. minucie po dośrodkowaniu z rzutu wolnego Dudu piłkę do bramki skierował głową Jarosław Bieniuk.

Dużą przesadą byłoby napisać, że Widzew miał w pierwszej połowie przewagę, jednak to łodzianie prowadzili do przerwy dwiema bramkami. Kibicom przypomniał się zapewne koszmar z wiosny, kiedy wrocławianie również przegrywali przy Oporowskiej z Widzewem 0:2.

W przerwie trener Lenczyk nie zdecydował się wpuścić na boisko drugiego napastnika. „Profesor” wystawił na boisko ofensywnie usposobionego Tadeusza Sochę w miejsce Marka Wasiluka.

Od początku drugiej połowy Widzew głównie skupiał się na tym, aby nie stracić przewagi, a Śląsk usilnie próbował strzelić gola. Nie oznaczało to wcale, że goście czekali na rywala zamknięci we własnym polu karnym. Łodzianie, wykorzystując liczne błędy piłkarzy Śląska, co chwilę bardzo groźnie kontratakowali.

Macieja Mielcarza próbował na początku zatrudniać Voskamp. W 50. minucie najpierw zbyt mocno podawał do Ćwielonga, a w kolejnej akcji główkował prosto w ręce bramkarza. Wrocławianie nie zamierzali się poddawać i w 67. minucie zrobili krok w kierunku odzyskania punktów. Dośrodkowanie Madeja z lewej strony wykorzystał kapitan wrocławian, Sebastian Mila.

Kwadrans przed końcem meczu Mila mógł przyczynić się do gola wyrównującego, podając do świetnie ustawionego w polu karnym Sebastiana Dudka, rozgrywający wrocławian uderzył na bramkę, ale prosto w Mielcarza. Gra Śląska wyraźnie ożywiła się, kiedy na boisku w miejsce Łukasza Madeja pojawił się Cristian Diaz. Gospodarze, mając dwóch napastników chętniej i groźniej atakowali na bramkę rywala. Na gola dającego remis zabrakło jednak czasu. Widzew umiejętnie bronił przewagi. Podopieczni trenera Radosława Mroczkowskiego bardzo solidnie grali w defensywie i to było tak naprawdę bronią na Śląsk w tym spotkaniu.

KOMENTARZE
Nie skomentowano jeszcze tego newsa.
DODAJ KOMENTARZ
Czy wiesz, że wszystkie nowo dodane komentarze muszą zostać zaakceptowane przez redakcję.

Nie chcesz czekać? Zarejestruj się na forum kibiców Śląska Wrocław a następnie podczas dodawania komentarza podaj swój login i hasło.

Koniecznie przepisz tekst z obrazka!
Nick*:
Hasło:
Adres e-mail:
Treść komentarza*:
* - pola wymagane