Pierwsza cegiełka w nowej twierdzy

28.10.2011 (22:46) | Michał Zachodny | skomentuj (4)
Czy to możliwe? Czy to nie sen? „Przepraszam, czy to jest Oporowska?” – spytał chyba żartem jeden z kilkudziesięciu tysięcy kibiców ciągnących od przystanków i dziko zaparkowanych aut do nowego stadionu piłkarskiego we Wrocławiu. Mimo tłumów, problemów, kolejek, ścisku, już siedząc na trybunie i oglądając jak zespoły Śląska i Lechii wychodzą na boisko, dało się odczuć, że na aleję Śląską zeszło się całe miasto. Po bezcenne doświadczenie i także zwycięstwo, które miało utrzymać ekipę Oresta Lenczyka na pozycji lidera Ekstraklasy.


 

Debiut był okazały, a przynajmniej był do momentu kopnięcia piłki po raz pierwszy. Zaciemniony stadion, specjalny film na olbrzymich telebimach i czterdzieści tysięcy gardeł spowodowało, że nowy obiekt już trząsł się w podstawach. Kapitalne wrażenie musiało to wywrzeć także na piłkarzach, którzy w pierwszych minutach mieli spętane nogi i niewielu potrafiło się utrzymać przy piłce. Żadna ze stron przez długi czas nie mogła stworzyć żadnej akcji, ani nawet zagrozić bramkarzowi jednej czy drugiej drużyny. Tu warto zaznaczyć, że w obu ekipach golkiperzy byli młodzi – o ile wobec Wojciecha Pawłowskiego można odnieść to do wieku, to w przypadku Rafała Gikiewicza, zastępującego kontuzjowanego Kelemena, chodzi przede wszystkim o staż. Brat bliźniak Łukasza, napastnika Śląska, rozgrywał dopiero swój siedemnasty mecz w Ekstraklasie.

Pewnie grał Rok Elsner i to jego można wyróżnić za pierwszą połowę, która rozkręciła się dopiero pod sam koniec. Lechia miała momenty w których spychała Śląsk do szesnastki gospodarzy, lecz efekt był żaden – dwa uderzenia niecelne, raz Traore trafił wprost w Gikiewicza z ostrego kąta. Po drugiej stronie boiska siatka zatrzepotała raz – w 36. minucie do bramki posłał piłkę Celeban, jednak kilka sekund wcześniej sędzia Małek prawidłowo przerwał grę po faulu Elsnera na Pawłowskim. Parę ciepłych słów można było powiedzieć o Sobocie, jednak brakowało mu celności przy decydującym podaniu. Z kolei kreowany na gwiazdę Ekstraklasy Traore miał problemy, by poradzić sobie z twardo i pewnie grającym Markiem Wasilukiem.

Drugą połowę lepiej zaczęła Lechia i już bliżej była zdobycia premierowej bramki – nieźle zamknął akcję zakończoną dośrodkowaniem Traore, później Hajrapetian z dystansu posłał piłkę minimalnie nad bramką. To obudziło gospodarzy z chwilowego letargu i ich pierwszy cios był już znacznie skuteczniejszy – tak skuteczny, że zerwał czterdzieści cztery tysiące ludzi z krzesełek. Świetną dwójkową akcję prawym skrzydłem zrobił Mila z Sobotą, a ten drugi wywalczył korner. Kapitan posłał piłkę w tłum, Pawłowski pod presją rywali wypuścił piłkę z rąk, a po uderzeniu czujnego Voskampa musiał także po raz pierwszy w swojej karierze wyciągać futbolówkę z siatki. Stadion eksplodował emocjami, a w miejskich annałach zapiszą, że pięćdziesiąt minut zajęło Śląskowi otworzenie konta na nowym, pięknym obiekcie.
Lechia nie pozostała dłużna i już po chwili Rafał Gikiewicz tylko odprowadził piłkę wzrokiem po uderzeniu Hajrapetian, choć na szczęście wpadła ona jedynie w siatkę za bramką. Po kwadransie to nadal goście przeważali, lecz mieli problemy z trafieniem w futbolówkę w kluczowych dla siebie momentach lub uprzedzał ich Jarosław Fojut. Odpowiedzi długo nie było, choć Śląsk próbował, jednak jedynym wartym zanotowania wydarzeniem z ich strony było mocne uderzenie Dudka z… czterdziestu metrów. Zagrożenia mogło być więcej po szybkiej akcji Madeja na lewym skrzydle, lecz przy dośrodkowaniu będąc w szesnastce gości Voskamp i Mila zderzyli się.

Kwadrans przed końcem Lechia znów poczuła się pewniej i zaatakowała – niezłą akcję przeprowadził prawym skrzydłem Janicki, lecz jego dośrodkowanie było zbyt głębokie i piłkę złapał Gikiewicz. Odpowiedział Śląsk, gdy ledwo wprowadzony na boisko Kaźmierczak uderzył po sprytnym zagraniu piętą Mili, jednak Pawłowski na raty piłkę złapał. Po chwili Diaz zmienił strzelca bramki, Johana Voskampa, a Holender po raz kolejny udowodnił, że debiutować potrafi on jak niewielu innych. Kontrowersje wzbudziła sytuacja z ostatnich minut, gdy Tadić wyszedł z boku sam na sam z Gikiewiczem, przeskoczył z piłką nad bramkarzem i wyłożył się jak długi, czekając na gwizdek sędziego – arbiter wskazał na aut bramkowy. Nie skończyło to wysiłków Lechii – po jednym z rzutów rożnych w dobrej sytuacji do strzału znalazł się Surma, jednak jego uderzenie tylko postraszyło golkipera Śląska.

W doliczonym czasie gry Lechia miała jeszcze sytuację na wyrównanie, ale z trzydziestu metrów z rzutu wolnego Traore trafił tylko w mur. Śląsk mógł podwyższyć, jednak z nerwów z szesnastu metrów Dudek znów się pomylił o kilka metrów. Gwizdek sędziego zabrzmiał po raz ostatni, trybuny znów wybuchły radością. Fani po raz pierwszy zasmakowali tryumfu na nowym stadionie i, mimo niedociągnięć, braków i kurzu, sukces zostanie odbębniony na i poza murawą. Śląsk na pewno wrośnie w ten obiekt z czasem, a budowania swojej nowej twierdzy nie mógł rozpocząć lepiej jak od zwycięstwa.

Śląsk Wrocław 1-0 Lechia Gdańsk
Johan Voskamp 51

Śląsk: 33. Rafał Gikiewicz - 3. Piotr Celeban, 23. Jarosław Fojut, 28. Marek Wasiluk, 17. Mariusz Pawelec - 5. Waldemar Sobota (88, 24. Tadeusz Socha), 7. Sebastian Dudek, 29. Rok Elsner, 11. Sebastian Mila, 8. Łukasz Madej (73, 26. Przemysław Kaźmierczak) - 18. Johan Voskamp (79, 21. Cristián Díaz).

Lechia: 24. Wojciech Pawłowski - 2. Rafał Janicki, 4. Sergejs Kožans, 6. Luka Vučko, 3. Vytautas Andriuškevičius - 7. Abdou Razack Traoré, 17. Marcin Pietrowski, 8. Łukasz Surma, 22. Paweł Nowak (62, 14. Piotr Wiśniewski), 20. Lewon Hajrapetjan (88, 25. Kamil Poźniak) - 19. Fred Benson (76, 46. Josip Tadić).

sędziował: Robert Małek (Zabrze).

KOMENTARZE
~green(2011-10-29 22:08:24)
A gdzie sektorówka obiecana przez Piasta za kapsle, wie ktoś może ??
kate.vip(2011-10-29 09:14:11)
Było zajebiście:)
Imponujący doping!
~dąb(r)(2011-10-28 23:27:30)
Fajna atmosfera za to lepszy wynik niz gra. To kolejny raz gdy punkty zawdzięczamy stałemu fragmentowi. Gdyby nie to, to myślę że dwa ostatnie mecze skończylyby się bezbramkowo. Do tego mecz z Polonią W. gdzie też stałe fragmenty zaważyły (było ich 3). Pewnie gdyby nie wrzutki Mili to bylibysmy kilka punktów do tyłu gdzieś około 6-tego miejsca..
~kolkoip(2011-10-28 22:56:45)
nie zadobra gra ale zwyciestwo
DODAJ KOMENTARZ
Czy wiesz, że wszystkie nowo dodane komentarze muszą zostać zaakceptowane przez redakcję.

Nie chcesz czekać? Zarejestruj się na forum kibiców Śląska Wrocław a następnie podczas dodawania komentarza podaj swój login i hasło.

Koniecznie przepisz tekst z obrazka!
Nick*:
Hasło:
Adres e-mail:
Treść komentarza*:
* - pola wymagane