Śląsk 2-1 Polonia: Na pewności, choć z umiarem

07.10.2012 (18:59) | Michał Zachodny | własne | skomentuj (1)
Po praniu w Zabrzu przyszedł czas na odwrócenie ról we Wrocławiu, a w roli mocy sprawczej wystąpić zamierzali piłkarze Śląska. Poloniści w lecie zostali przepuszczeni przez istny emocjonalny magiel, ale umiejętne decyzje szkoleniowe Piotra Stokowca przełożyły się na zwycięstwa i lepszy obraz drużyny ze stolicy. "Czarne koszule" przyjechały podbudowane zlaniem Widzewa, a jednym z tych zawodników, których po prostu należało nie odstępować na krok był Paweł Wszołek.


 

Pranie "Czarnych Koszul" nie rozpoczęło się jednak od właściwego programu - mimo wysokiego pressingu oraz niezłej szansy Łukasza Gikiewicza, to Polonia otworzyła wynik po pięciu minutach. Daleko poza swoją pozycją znalazł się Mraz, Grodzicki pozwolił rywalowi przepuścić piłkę między jego nogami, a zbiegający z prawego skrzydła Wszołek dokończył kontrę płaskim uderzeniem przy słupku. Wciąż zapełniający się stadion może nie zamilkł, ale na pewno się zdziwił - dobrze, że już po chwili humory kibicom Śląska znów dopisywały.

Najwyraźniej bowiem kiepsko rozgrzany został Mariusz Pawełek - jego pierwsza interwencja to było wypuszczenie wydawałoby się łatwego uderzenia Kaźmierczaka, prosto pod nogi Gikiewicza. Snajper tym razem się nie pomylił i mecz rozpoczął się od nowa. Od jednego pod drugie pole karne, akcje wędrowały obiema flankami, a obrońcy popełniali banalne błędy - zwłaszcza ci Śląska. Mila twardo walczył w tym otwierającym fragmencie spotkania z Yahiyą, a także świetnie rozgrywał kombinacyjne akcje z Piotrem Ćwielongiem. Bramka Pawełka była bombardowana lepszymi i gorszymi próbami, ale wtedy golkiper Polonii już się rozgrzewał i coraz pewniej wyłapywał te strzały.

Ważnym momentem pierwszej połowy była kontuzja Yahiyi, która dała jeszcze więcej swobody kapitanowi Śląska - szkoda, że sporo złego działo się również pod bramką Kelemena. Fatalnie grał Mraz, tak łatwo ogrywany przez zawodników Polonii, tak często znajdujący się w złej pozycji. Wiele z jego błędów starał się naprawiać dobrze grający Jodłowiec, choć konieck końców to golkiper ze Słowacji kilka razy także musiał wykazać się swoimi umiejętnościami. Zwłaszcza, gdy Dwalidzwili miał piłkę na piątym metrze po świetnym rajdzie Wszołka.

W Śląsku najbliżej zdobycia drugiego gola był Gikiewicz, ale zawsze brakowało mu tej właściwej decyzji - o ułożeniu nogi przy strzale, wybiegnięciu na pozycję do świetnego podania Ćwielonga wzdłuż bramki, czy szukaniu rzutu karnego, gdy trzeba było uderzać. To bardzo ciekawe widowisko stało się na kilka chwil bardzo brzydkie, gdy w 36. minucie Adam Kokoszka zdecydował się odłączyć nogę od ciała Piotra Ćwielonga za co słusznie został odesłany przez sędziego na wczesny prysznic. Po prawdzie, odrobinę winy ponosił sam arbiter, który w kilku minutach poprzedzających to zdarzenie dopuścił do dwóch, trzech groźniejszych wślizgów. Za opieszałość sędziego Marciniaka przyszło zapłacić Kokoszce - Ćwielong na szczęście po chwili wrócił do gry.

To zdarzenie trochę wybiło z rytmu dwie drużyny, ale przed przerwą jeszcze każda miała swoją okazję - Pawełek odbił strzał Stevanovicia, Kelemen zatrzymał Brzyskiego. Po przerwie w której świętowano urodziny Janusza Sybisa, to Śląsk mocniej ruszył. Może brakowało tempa i składności, lecz szanse były bardziej klarowne - Ćwielong przy próbie przelobowania uczynił to za lekko, by obrońcy Polonii nie zdążyli wybić jego uderzenia. Po chwili lekcji z precyzji udzielił mu za to drugi skrzydłowy Śląska, Waldemar Sobota. Wykorzystał kilkadziesiąt metrów kwadratowych wolnej przestrzeni przed linią defensywy rywali, przymierzył, a Pawełek tylko odprowadził piłkę wzrokiem. Trafienie wyższej klasy.

Śląsk, jakby wiedząc, że słynne "odcięcie prądu" może zdarzyć się lada chwila, atakował bez wytchnienia - Kaźmierczak z pomocą rykoszetu prawie podwyższył na 3-1, a Grodzicki powinien już to zrobić sam, gdy po rzucie rożnym ładnie głową zgrał mu piłkę w "piątkę" Gikiewicz. Piotr Stokowiec robił zmiany, na boisku pojawili się Cani z Gołębiewskim, ale problemy Polonii były w tyłach, nie z przodu - w 62. minucie przejęcie zanotował Stevanovic, Mila zagrał na wolne pole, ale Sobota tym razem o centymetry się pomylił przy próbie skopiowania uderzenia z drugiego gola Śląska.

Przez następne kilkanaście minut działo się niewiele. Goście niby próbowali wyczarować wyrównujące trafienie, ale ich starania skończyły się w momencie, gdy kuleć zaczął Paweł Wszołek. Okazjonalny stały fragment gry nie sprawiał gospodarzom problemu, a Śląsk nieśmiało szukał ataków na miarę trzeciej bramki. Dobrą wiadomością dla kibiców był wreszcie ten brak zadyszki po 70. minucie, ale to po prostu nie mogło się zdarzyć przy osłabionym rywalu. Z drzemki wrocławian starał się wybić Cani, ale akurat Marian Kelemen nie przysypiał, czego nie można powiedzieć o wcześniej kiepsko rozgrywającym akcję Sobocie. Jeszcze większa bura należy się Mili, który tak długo bawił się z bramkarzem i obrońcami, że nie starczyło mu sił na wystarczająco mocne uderzenie, by zakończyć świetną kontrę golem.

To było pewne i zasłużone zwycięstwo Śląska, którego przewaga powinna być mimo wszystko wyraźniej udokumentowana. Tydzień wystarczył Stanislavowi Levemu, by naprawić większość z błędów w defensywie, choć postawa Mraza i Grodzickiego w pierwszej połowie pozostawiała wiele do życzenia. Z pewnością wiele będzie mówić się o skrzydłowych Śląska, ale kibice nie powinni zapomnieć o Daliborze Stevanoviciu, który po cichu staje się mocnym punktem drużyny nowego szkoleniowca. Dzisiaj pomocnik rozegrał swój najlepszy mecz we Wrocławiu...

Śląsk Wrocław 2-1 (1-1) Polonia Warszawa

Bramki: Gikiewicz Ł. 7', Sobota 51' - Wszołek 5'

Śląsk: Kelemen - Socha, Grodzicki, Jodłowiec, Mraz - Kaźmierczak, Stevanović (Elsner 92) - Ćwielong (Cetnarski 82), Mila, Sobota - Ł. Gikiewicz (Patejuk 77)
Polonia Warszawa: Pawełek - Cotra, Injac, Brzyski, Kokoszka - Wszołek, Yahiya (Todorovski 21), Piątek, Pazio - Teodorczyk (Cani 57), Dwaliszwili (Gołębiewski 64)

Widzów: 15000

Sędziował: Szymon Marciniak (Płock)

KOMENTARZE
~Baniakus(2012-10-07 19:58:20)
Brakuje mi Roka ale Dalibor chyba zaczyna się odnajdywać we Wrocławiu ...obyśmy mieli takie problmy ;)
DODAJ KOMENTARZ
Czy wiesz, że wszystkie nowo dodane komentarze muszą zostać zaakceptowane przez redakcję.

Nie chcesz czekać? Zarejestruj się na forum kibiców Śląska Wrocław a następnie podczas dodawania komentarza podaj swój login i hasło.

Koniecznie przepisz tekst z obrazka!
Nick*:
Hasło:
Adres e-mail:
Treść komentarza*:
* - pola wymagane