Comeback sezonu: Lechia 2 – Śląsk 3

21.10.2012 (16:45) | Adam Osiński | skomentuj (6)
Drużyna Levego ma charakter! Piłkarze Śląska przegrywali w Gdańsku już 0:2, a mimo to wyjeżdżają z PGE Areny z trzema punktami. Dwa gole zdobył Sebastian Mila, a zwycięskiego – Rok Elsner. Dla Lechii strzelał Razack Traore.


 

WKS grał pressingiem, z którym gospodarze nie potrafili sobie poradzić. Po jednym z odbiorów na połowie przeciwnika lechiści musieli uciec się do faulu. Do stojącej piłki podszedł Przemysław Kaźmierczak i skopiował swój strzał z meczu z Polonią Warszawa. Młody bramkarz Lechii, Bartosz Kaniecki, okazał się jednak mniej elektryczny od Mariusza Pawełka i piłki przed siebie nie wypluł.

Po kilkunastu minutach Lechia się przebudziła, choć wiele od siebie nie dała. Wiśniewski oddał z pozoru niegroźny strzał z dystansu, lecz Kelemen źle odbił piłkę, do której dopadł Traore. Przy dobitce najlepszego piłkarza gdańszczan Słowak się zrehabilitował i nogą odbił piłkę na rzut rożny. Od tej pory podopieczni trenera Kaczmarka byli groźni już tylko ze stałych fragmentów gry. Po jednym z nich w rolę obrońcy WKS-u wcielił się Ricardinho, który został ustrzelony przez swojego kolegę, Janickiego. Parę chwil później Traore dośrodkował z rzutu wolnego, a nad bramką główkował Piotr Wiśniewski. O kolejnym stałym rozegraniu piłki będzie za chwilę.

Bo wcześniej to Śląsk stwarzał sobie sytuacje, lecz zimnej krwi brakowało i Łukaszowi Gikiewiczowi, i piłkarzom, którzy starali się w pole karne dogrywać. Skuteczny w ostatnich tygodniach napastnik trzykrotnie nieczysto trafił w piłkę – podawali Mila i Ćwielong i Mraz. Z rzutu wolnego uderzał też Elsner, ale efekt był jeszcze gorszy niż na początku spotkania. Najbliżej gola wrocławianie byli po przechwycie Słoweńca, który zagrał do Ćwielonga. Skrzydłowemu piłka jednak uciekła i szybszy był Kaniecki.

Na przerwę z prowadzeniem schodziła jednak Lechia. Kaźmierczak próbował na swój siłowy sposób wybić piłkę spod nóg Traore, lecz po sporym zamachu trafił w kończyny i w ten głupi sposób wrocławianin podarował rywalom rzut karny. Z jedenastki trafił do siatki sam poszkodowany.

W szatni piłkarze Śląska na pewno mocno się motywowali, ale ten balonik pękł już pięć minut po wznowieniu gry. Traore ruszył do przodu w swoim stylu. Grodzicki miał do niego taki respekt, że przez kilka metrów zamiast atakować cofał się. Jodłowiec tylko się przyglądał, więc zawodnik z Burkina Faso przymierzył po ziemi i podwyższył wynik.

Rehabilitować chciał się Kaźmierczak. Najpierw główkował, później uderzał z dystansu, lecz Kaniecki spisywał się bez zarzutu. W 62 minucie był bez szans. Waldemar Sobota zagrał na lewo do Sebastiana Mili. Kapitan niepodziewanie uderzył prawą nogą ze skraju szesnastki i piłka wpadła do siatki po długim rogu. Przypomniał się jego gol na Legii.

Śląsk opanował środek pola i ruszył po wyrównanie. Wszystko potoczyło się błyskawicznie. Łukasz Gikiewicz dostał górne podanie i zgrał piłkę głową do nadbiegającego Mili. Ten uderzył z woleja i zmylony rykoszetem Kaniecki znów sięgał do siatki. Jeśli młody bramkarz, jego koledzy i kibice byli wtedy zdruzgotani, to co musieli poczuć minutę później. W końcu plamę zmazał Kaćmierczak. Po wznowieniu gry zacentrował w pole karne, a niepokryty Rok Elsner barkiem umieścił piłkę w okienku.

Gospodarze nie potrafili się już podnieść i biegali za rywalem, który swobodnie operował piłką. Pozostała im gra na aferę. Po takim rozegraniu uderzał Mateusz Machaj, ale Kelemen nie popełnił błędu. Gra zespołu trenera Kaczmarka zależy tylko od Traore, ale piłkarze Śląska uczyli się na błędach i więcej mu pograć nie dali.

Piłkarze Śląska po raz pierwszy w historii wygrali w Gdańsku i wskoczyli – przynajmniej do poniedziałku – na podium.

Lechia - Śląsk 2:3 (1:0)

Bramki: Traore 45 – k., 50 – Mila 62 71 Elsner 72

Lechia Gdańsk: Kaniecki - Janicki, Madera, Bieniuk, Brożek – Surma (66 Andreu), Pietrowski, Ricardinho (60 Kacprzycki), Machaj, Wiśniewski (75 Łazaj) - Traore
Śląsk: Kelemen - Socha, Grodzicki, Jodłowiec, Mraz - Kaźmierczak, Elsner – Ćwielong (69 Cetnarski), Mila, Sobota - Ł. Gikiewicz (91 Kowalczyk)
Widzów: 16 000
Sędziował: Tomasz Musiał

KOMENTARZE
~Bart(2012-10-22 17:26:05)
ale bilans bramkowy też na remis :-) więc co ... więcej strzelonych goli ?? :-)
~Paweł(2012-10-21 20:41:09)
Do TomaszWKS - zanim następnym razem napiszesz komentarz dobrze się zastanów. Może to pozwoli uniknąć kompromitacji.
~TomaszWKS(2012-10-21 19:50:27)
No dobra, jeśli rzeczywiście tak jest to przepraszam i zwracam honor.
~corben dallas(2012-10-21 17:41:23)
słusznie prawi m
~m(2012-10-21 17:29:00)
kolego, bezpośrednie mecze liczą się dopiero po rundzie rewanżowej. jeśli nie ma się rozegranego rewanżu, to w przypadku takiej samej liczby punktów liczy się bilans bramkowy. Takie przepisy obowiązują już od dwóch sezonów i warto o tym wiedzieć, zanim się zabierze głos i kogoś skrytykuje.
~TomaszWKS(2012-10-21 17:17:23)
Na żadne podium nie wskoczyliśmy, Widzew jest przed nami bo liczy się bezpośrednie starcie, a dopiero potem bramki i powinniście to wiedzieć skoro prowadzicie taką stronę. W ogóle to najlepiej zrezygnujcie z pokazywania tabeli na stronie bo wiecznie są w niej błędy takie jak teraz -.-
DODAJ KOMENTARZ
Czy wiesz, że wszystkie nowo dodane komentarze muszą zostać zaakceptowane przez redakcję.

Nie chcesz czekać? Zarejestruj się na forum kibiców Śląska Wrocław a następnie podczas dodawania komentarza podaj swój login i hasło.

Koniecznie przepisz tekst z obrazka!
Nick*:
Hasło:
Adres e-mail:
Treść komentarza*:
* - pola wymagane