Wykluczenia sterują przebiegiem spotkania - analiza meczu Śląsk-Jagiellonia

26.11.2012 (17:34) | Dawid Jankowiak | taktycznie.net | skomentuj (2)
W niedzielne popołudnie Śląsk Wrocław podejmował Jagiellonię. Po nieprawdopodobnym comebacku gości mecz zakończył się remisem 3:3, co obserwatorzy jednoznacznie uznali za porażkę wrocławian.


 

Tomasz Hajto nie mógł skorzystać (jak zwykle ostatnio) z Tomasza Bandrowskiego. W środku pomocy zastąpił go Michał Pazdan, robiąc miejsce na pozycji stopera Luce Gusiciowi. Na lewej obronie wystąpił Alexis Norambuena, ale już po 27. minutach musiał opuścić boisko z powodu kontuzji. Zastąpił go Luka Pejović.

Stanislav Levy postawił na Piotra Ćwielonga na lewej pomocy, a za plecami Mili zagrali Stevanović i Kaźmierczak. W ataku szansę na występ dostał Cristián Omar Díaz.


11 na 11

Od samego początku meczu piłkarze Śląska grali wysoko, agresywnie i próbując jak najlepiej odcinać od podań Tomka Frankowskiego. Umiejętnie zamykali skrzydła, ale przede wszystkim wywierali jak największą presję na trzech środkowych pomocnikach Jagiellonii, przede wszystkim obierając za cel Plizgę, który w początkowych minutach meczu nie dotykał w ogóle piłki (podobnie jak Frankowski). Dziesięć minut wystarczyło, aby Jagiellonia przegrywała, a było to głównie efektem niemądrego faulu Gusicia pod linią boczną i równie bezmyślnego zachowania Ukaha w polu karnym. Śląsk wyraźnie zdominował Jagiellonię będąc zespołem agresywniejszym, szukającym prostszej drogi do bramki, ale jednocześnie dość dokładnym i szybko wymieniającym piłkę. Niemniej to indywidualne błędy zadecydowały o stracie gola przez białostocczan.

W dalszej części pierwszej połowy Jagiellonia próbując rozgrywać atak pozycyjny umiała przedostać się pod bramkę Śląska, ale nie stwarzała sobie stuprocentowych sytuacji. Wrocławianie umiejętnie wypychali przeciwnika na skrzydła, gdzie musiał podejmować próby dryblingu - najczęściej sprawę załatwiała przewaga liczebna. Jagiellonia próbowała też kontrataków pokazując sporą wszechstronność - po jednej z takich prób Dzalamidze nie wykorzystał dobrej sytuacji. Skuteczność Gruzina, a raczej jej zmienność, również decydowała o przebiegu tego meczu. Drugi gol dla Śląska padł w typowy dla nich sposób - po rzucie rożnym wykonywanym przez Milę, a wykończonym przez Kaźmierczaka. Chwilę wcześniej pomocnik Śląska groźnie uderzał z dystansu, po akcji, w której Śląsk przede wszystkim chciał utrzymać się przy piłce, a nie wchodzić do bramki.


11 na 10

W przerwie trener Hajto dokonał znaczącej zmiany w ustawieniu. Smolarek pojawił się na boisku w miejsce Gusicia i od razu zameldował się w ataku, na pozycję stopera powędrował Pazdan, a Plizga cofnął się na pozycję środkowego pomocnika. Zanim jednak były reprezentant Polski zdołał wejść w mecz, drugą żółtą i w konsekwencji czerwoną kartkę dostał Ugo Ukah. Potrzebna była kolejna zmiana ustawienia. Hajto postanowił jednak pozostać przy grze trójką obrońców, asekurowanych przez Grzyba. Zdjął natomiast Tomka Frankowskiego wstawiając za niego Adama Dźwigałę, który zajął miejsce obok Plizgi. Jagiellonia od tego momentu grała w ustawieniu 3-1-4-1. Jednak chwilę później na 3:0 podwyższył Ćwielong po banalnej klepce przy linii, a o kryciu skrzydłowego Śląska kompletnie zapomniał świeżo wprowadzony Dźwigała. W ten sposób Jagiellonia przegrywała trzema bramkami, a Śląsk zdobył sporą przewagę grając agresywnie i wykorzystując najprostsze środki. Wydaje się jednak, że trzecia bramka podziałała na wrocławian zbyt rozluźniająco.
Już w pierwszej części meczu Plizga zaczął wycofywać się czasem na głębszą pozycję, aby móc stamtąd rozegrać piłkę. W drugiej połowie dołożył do tego próby dryblingów, które stwarzały kłopoty Śląskowi. Największym problemem stał się jednak Dzalamidze, który co chwila próbował akcji indywidualnych. Dopiero w drugiej połowie zaczęły one przynosić więcej korzyści, ale bez tego zawodnika Jagiellonia mogłaby w ogóle nie odnieść sukcesu. Kolejnym punktem zwrotnym stała się czerwona kartka dla Spahicia i rzut karny wykorzystany przez Kupisza.






10 na 10


Zespół Tomasza Hajty próbował zmienić stan meczu nawet przy stanie 3:0 i braku jednego zawodnika, ale gdy udało im się zdobyć pierwszą bramkę, nabrali jeszcze więcej animuszu. Ogromna w tym zasługa Plizgi i Dzalamidze. Ten drugi, choć nadal czasem niepotrzebnie wymuszał faule, zaczął dokładniej dryblować i podawać, natomiast Plizga był mózgiem niemal każdej akcji ofensywnej. Tymczasem gracze Śląska okazali się nieprzygotowani mentalnie do grania z taką przewagą. Pasywność obrońców przy drugiej bramce zdobytej przez Plizgę była porażająca. Być może dla graczy Śląska zgubne okazało się tempo, jakie sami narzucili w pierwszej połowie, ale dla zawodników Jagiellonii nie miało to znaczenia - oni po prostu wykorzystywali więcej przestrzeni na boisku i samą grą bez piłki powodowali zagrożenie pod bramką Kelemena. Przede wszystkim jednak celnie strzelali. Uderzenie Plizgi w sytuacji sam na sam było wymierzone z doskonałą precyzją. Z kolei nieco później po akcji lewą stroną i wymianie piłki z Kupiszem Plizga wrzucał nie na ślepo, ale dokładnie na wbiegającego z głębi Smolarka, który nie miał problemów ze zgubieniem wolnych i mało zwrotnych stoperów Śląska. W tym momencie Śląsk wyglądał, jakby był skazany na porażkę.




10 na 9

Podczas jednego z nielicznych kontrataków Modelski w niezbyt groźnej sytuacji sfaulował Ćwielonga. Pomocnik Śląska wychodził dobrze do piłki, ale nie miał idealnej pozycji na dośrodkowanie. Znowu niepotrzebny faul, znowu wykluczenie - w tej chwili było wiadomo, że Jagiellonia będzie już tylko walczyć o jeden punkt. Białostocczanie ustawili się w dwóch czwórkach, ze Smolarkiem próbującym czasem wychodzić wyżej. Śląsk natomiast pokazał, że z jego atakiem pozycyjnym jest nie za dobrze. Ciężko powiedzieć, by w ostatnich minutach w grze Śląska cokolwiek funkcjonowało. Wszystkie okazje wynikały tylko i wyłącznie z przewagi liczebnej. Nie było spokojnego szukania dobrej pozycji, raczej strzały w każdej sytuacji, przy czym gdyby nie horrendalne pudło Stevanovicia, Jagiellonia nie wywiozłaby nawet punktu.


Podsumowanie

Śląsk Wrocław po raz kolejny pokazał swoje atuty i wady. Do tych pierwszych na pewno należą stałe fragmenty gry, do drugich - brak mobilności, nienajlepsza skuteczność i zbytnie uzależnienie od Sebastiana Mili. Jagiellonia podniosła się po raczej trafionych zmianach Tomasza Hajty, choć warto zauważyć, że Dźwigała nie miał prawa tak się zachować przy bramce Ćwielonga - podążanie za swoim zawodnikiem to elementarz. Pazdan w tej sytuacji przypominał trochę Kamińskiego z meczu z Legią, ale na jego usprawiedliwienie można dodać, że w polu karnym oprócz niego był jeszcze tylko jeden obrońca. Można też krytykować Smolarka za wymuszenie karnego i Dzalamidze za nadużywanie dryblingu, ale ta dwójka razem z Plizgą w zasadzie wygrała Jagiellonii mecz. Brawa dla Tomasza Hajty za grę trójką obrońców po czerwonej kartce - w ten sposób Śląsk nie mógł zdobyć przewagi liczebnej w środku pola, gdzie ciągle było 3 na 3. Poza tym Mila miałby więcej swobody, gdyby Jagiellonia przeszła na 4-4-1. Niuanse taktyczne nie przesądziły o wyniku, ale dość mądre reakcje Hajty na boiskowe wydarzenia umożliwiły zawodnikom Jagiellonii znalezienie sposobu na Śląsk, który poza właściwym nastawieniem na początku meczu i niezłą skutecznością nie zaprezentował niczego ciekawego.

KOMENTARZE
Emigranci(2012-11-27 03:53:40)
na Mariana glosowac http://www.pzp.info.pl/aktualnosci/1037/kto_zostanie_najlepszym_bramkarzem_t-mobile_ekstraklasy/
~Gość(2012-11-26 23:08:47)
Ale mi prezentacja. Zwykły opis meczu, do autora: zrób porządną analizę meczu, bo to co napisałeś przeczytam w gazecie.
DODAJ KOMENTARZ
Czy wiesz, że wszystkie nowo dodane komentarze muszą zostać zaakceptowane przez redakcję.

Nie chcesz czekać? Zarejestruj się na forum kibiców Śląska Wrocław a następnie podczas dodawania komentarza podaj swój login i hasło.

Koniecznie przepisz tekst z obrazka!
Nick*:
Hasło:
Adres e-mail:
Treść komentarza*:
* - pola wymagane