Przeskoczyli Górnika!

06.04.2013 (17:50) | Banan | skomentuj (2)
Tylko zwycięstwo – śpiewali przed meczem kibice Śląska, którzy wreszcie doczekali się zdobycia przez ich ukochaną drużynę trzech punktów. Wrocławianie pokonali przed własną publicznością Górnika Zabrze 2:1, chociaż do przerwy to gości byli drużyną lepszą i zasłużenie prowadzili. Gole Sebastiana Mili i Piotra Ćwielonga pozwoliły jednak uwierzyć nam w to, że ten zespół stać jeszcze na coś więcej niż ligowa szarzyzna – stać na medal.


 

W pierwszym składzie Śląska po raz pierwszy pojawił się Eric Mouloungui i to był sygnał dla drużyny, że czas beztroski w ataku minął i trzeba wziąć się do roboty. W bramce pauzującego za czerwoną kartkę Mariana Kelemena zastąpił Rafał Gikiewicz, a Marcina Kowalczyka Rafał Grodzicki. Dość nieoczekiwanie na boisku nie pojawił się dobrze spisujący się od powrotu do Śląska Krzysztof Ostrowski, którego miejsce na prawej obronie zajął Tadeusz Socha. Tym razem także Dalibor Stevanović zasiadł na ławce rezerwowych – kosztem Roka Elsnera.

Tak przemeblowany Śląsk miał pokonać groźnego Górnika i wskoczyć wreszcie na trzecie miejsce w tabeli. Wrocławianie powinni to zrobić już po meczu z Podbeskidziem Bielsko-Biała, kolejną szansę stracili w Bełchatowie. Forma Śląska w tych spotkaniach na pewno nie mogła napawać optymizmem, ale swoje problemy miał też Górnik. Podopieczni Adama Nawałki z ostatnich czterech pojedynków wygrali tylko jeden – przed tygodniem z Widzewem Łódź.

Gospodarze dobrze rozpoczęli bój o trzecie miejsce, grając agresywnie na połowie rywala, ale wrocławianom ochoty na taką grę starczyło tylko przez pierwsze pół godziny, w trakcie których mistrzowie Polski nie stworzyli sobie żadnej okazji do objęcia prowadzenia. Aktywny Mouloungui był bezproduktywny, na co wpływ miał brak wsparcia ze strony kolegów z zespołu. Najładniejszą akcję Śląsk stworzył sobie w 32. minucie, kiedy po kilku zagraniach z pierwszej piłki przed szansą stanął Sebastian Mila, ale piłka po jego strzale przeleciała nad poprzeczką. Chwilę później groźnie strzelił Mouloungi – Łukasz Skorupski nie dał się jednak zaskoczyć i sparował piłkę na rzut rożny.

W ostatnim kwadransie pierwszej odsłony Śląsk miał olbrzymie problemy z przejściem z obrony do ataku. Wrocławianie nie potrafili dobrze rozegrać piłki od własnego pola karnego. Zabrzanie wykorzystali niemoc gospodarzy, a konkretnie Adama Kokoszki, który podał wprost pod nogi Ireneusza Jelenia, ten zagrał do Prejuce’a Nakoulmy, który mając przed sobą tylko Gikiewicza, pewnym strzałem wyprowadził swój zespół na prowadzenie. Piłkarzy Śląska schodzących na przerwę żegnały słuszne gwizdy, do których wrocławianie już się chyba przyzwyczaili.

Decyzją trenera Levy’ego w drugiej połowie na murawie nie pojawił się Sylwester Patejuk, którego zastąpił Piotr Ćwielong. Po zmianie stron wrocławianie, podobnie jak na początku pierwszej połowy, ruszyli do ataku z dużym animuszem. W efekcie w ciągu pierwszych 10 minut mistrzowie stworzyli sobie więcej okazji do pokonania bramkarza Górnika niż przez całe spotkanie. W polu karnym gości gorąco było szczególnie po strzale głową Przemysława Kaźmierczaka – na drodze piłki do bramki stanął jednak słupek.

Śląskowi udało się wreszcie wyrównać w 57. minucie. Z prawej strony przed pole karne zagrał Mouloungui, Mila zdecydował się na płaski strzał bez przyjęcia i piłka wpadła tuż obok słupka do siatki. To pierwsze trafienie kapitana zielono-biało-czerwonych od meczu 11. kolejki pomiędzy Śląskiem a Piastem Gliwice, rozegranego 10. listopada. Gospodarze po strzeleniu gola nie cofnęli się – w 65. minucie na listę strzelców powinien wpisać się reprezentant Gabonu, ale z kilku metrów trafił wprost w Skorupskiego.

Kibice mogli przecierać oczy ze zdumienia, bo druga połowa przebiegała w tempie o wiele wyższym niż się do tego przyzwyczailiśmy i to przede wszystkim za sprawą dobrej gry Śląska. Wrocławianie przeważali i często gościli pod polem karnym przeciwnika. Kiedy jednak w 78. minucie Mateusz Cetnarski zmarnował sytuację sam na sam ze Skorupskim wydawało się, że obie drużyny podzielą się punktami. Podobne wrażenie można było odnieść po pudle z kilku metrów w wykonaniu Kokoszki, a po drugiej stronie boiska dwukrotnie nie popisał się Grzegorz Bonin. Jednak tuż przed końcem spotkania Pepe Ćwielong zachował się w polu karnym niczym Lionel Mesii – przedryblował kilku obrońców i pięknym strzałem pod poprzeczkę pokonał bezradnego Skorupskiego.

Śląsk zainkasował pierwsze trzy punkty od meczu inaugurującego rundę rewanżową z Widzewem Łódź 23. lutego. Wygrana pozwoliła na przeskoczenie w tabeli Górnika i awans na trzecie miejsce. Zwycięstwo w ostatnich minutach pozwoli też na podbudowanie morale zespołu, które na pewno przyda się w następnych spotkaniach.

Śląsk Wrocław 2:1 (0:1) Górnik Zabrze
Mila 57’, Ćwielong 88’ - Nakoulma 37’

Śląsk: R.Gikiewicz – Socha, Grodzicki, Kokoszka, Pawelec – Kaźmierczak, Elsner (73’ Cetnarski) – Sobota, Mila, Patejuk (46’ Ćwielong) – Mouloungui (84’ Ł.Gikiewicz)

Górnik: Skorupski – Olkowski, Danch, Szeweluchin, Gancarczyk (70’ Zachara) – Nakoulma (59’ Bonin), Przybylski, Mączyński, Kwiek, Magiera – Jeleń (59’ Zahorski)

Żółte kartki: Zachara (Górnik)
Sędziował: Tomasz Musiał (KS Kraków)
Widzów: 12 354

KOMENTARZE
marenio(2013-04-07 14:24:01)
Gdyby nie gwizdy z trybun to by się chyba część grajków nie wzięła do pracy.
~FAN69(2013-04-06 20:52:24)
Gra jeszcze piach!!!Grodzicki=Stepanovic...muszą być korekty w obronie...ale wreszcie zobaczyłem CHĘĆ WALKI!!!!i to się liczy!
DODAJ KOMENTARZ
Czy wiesz, że wszystkie nowo dodane komentarze muszą zostać zaakceptowane przez redakcję.

Nie chcesz czekać? Zarejestruj się na forum kibiców Śląska Wrocław a następnie podczas dodawania komentarza podaj swój login i hasło.

Koniecznie przepisz tekst z obrazka!
Nick*:
Hasło:
Adres e-mail:
Treść komentarza*:
* - pola wymagane