Nakładką: O ludziach bez satysfakcji

19.04.2013 (08:52) | Michał Zachodny | skomentuj (3)
Kiedy wyobrażam sobie możliwość pracy w futbolu, ale nie w roli opisującego czy komentującego kolejne wydarzenia, zwykle szukam źródeł satysfakcji. Marzenia o kopaniu piłki na miejskim już dawno przeminęły wraz z dziecięcymi latami, ale przecież jest tak wiele różnych dróg na których można się realizować. Zapominając na chwilę o różnorodnych sposobach osiągnięcia takiego czy innego stanowiska, zastanówmy się nad tym co ludźmi kieruje przy wyborze... cóż, futbolu.


 

Właściciel Chelsea Londyn, Roman Abramowicz zachwycił się atmosferą na Old Trafford i poziomem meczu Manchesteru United z Realem Madryt. Nick Hornby, który napisał nieśmiertelny pamiętnik kibica "Futbolowa Gorączka" wspominał, że zakochał się w piłce nożnej mimo minimalnie wygranego a maksymalnie nudnego meczu Arsenalu i mimo tego, że w następnym tygodniu ojciec zabrał go na lepsze i bardziej atrakcyjne spotkanie. Niezbadane są boiskowe i trybunowe wyroki. Sam chciałbym się przyznać, że pamiętam dokładnie datę pierwszego meczu na Oporowskiej, ale po prostu nie jestem w stanie. Moje oczy kilkanaście lat temu latały po trybunach, po ludziach, a nie po boisku (może to i słusznie - druga liga była kiepska pod koniec lat dziewięćdziesiątych) i chyba już na zawsze w głowę wbił mi się zapach stadionowej kiełbasy.

Wracając do tematu - większość z nas siedzi w futbolu nie dla osobistej satysfakcji. Po awansie do Ekstraklasy przyszły trudne lata biedy i fatalnego poziomu piłkarskiego, ale uczucie przynależności pozostało. Dopiero zdobycie mistrzostwa Polski przebiło kolejne awanse i tak bardzo lekceważony Puchar Ligi, jednak i ono nie było dla mnie przeżyciem... definiującym postać kibica.

Szczerze - wychowałem się na trochę innych, pewnie mniej pozytywnych bohaterach niż np. Sebastian Mila czy Marian Kelemen. Dlatego też inaczej definiuję swoją pasję. Nie widzę w niej zainteresowania stricte wynikami chociaż chcę jak najlepszych. To coś więcej niż sam mecz, to coś więcej niż pierwsza drużyna - klub to płaszczyzny, które raz czy dwa na tydzień dają coś na kształ efektu finalnego.

Niech was nie zmyli ten zlepek osobistych myśli - ja wciąż chcę powiedzieć swoje o reformie. Kompletnie zniechęca mnie to, że przez kilka miesięcy nie tylko nie uzgodniono spójnego toku myślenia, ale nawet nie zadano sobie trudu konsultacji czy obmyślenia planu na kolejne "zreformowane" lata.

Co więcej, to teraz jest kompletnie nieistotne. W mediach trwa przepychanka i wzajemne obwinianie się o projekt, który przecież powinien być tylko kolejnym krokiem w dążeniu do profesjonalizacji ligi w pełnym tego słowa znaczeniu. Nie chodzi tylko o granie dwa razy w tygodniu, ale akceptowanie trudów i wyzwań jakie stawiane są przed ludźmi odpowiedzialnymi za całokształt marki pod nazwą "Ekstraklasa" - wchodzą w to przede wszystkim kibice, ale też drużyny, piłkarze, piony szkoleniowe i młodzież trenowana we Wrocławiu, Szczecinie, Krakowie (sic!) czy Warszawie.

Jestem gotów sobie wyobrazić uśmiechniętego (i coraz bardziej zaokrąglonego) posła Koseckiego, który na kompletnym luzie i bez żadnej chwili zastanowienia mówi o rozszerzeniu Ekstraklasy do osiemnastu zespołów. Czy on widział choć jeden mecz w tym sezonie z poziomu pierwszej ligi? Za darmo rozdaje wejściówki do czegoś, co przynajmniej w przyszłościowych planach powinno oznaczać futbolową elitę, gdy związek nie jest w stanie wyegzekwować, by firmy pod szesnastoma różnymi nazwami płaciły na czas swoim pracownikom. Skandal? Nie. Dla wielu to rzeczywistość, którą należy zaakceptować, ponieważ ważniejsze jest to czy walne zgromadzenie odbędzie się przed kamerami, czy tylko w obecności przedstawicieli klubów.

Zgubione i najistotniejsze wątki już dawno w tej batalii przestały się liczyć. Nagle ważniejsze jest to, że w przyszłym sezonie klub A czy B zmuszony będzie do wypłacenia większej ilości idiotycznie wysokich wyjściówek, a może i premii. Co więcej - oni zostaną "zmuszeni" do wpuszczenia kibiców na trzy czy cztery dodatkowe mecze, które (w ich przekonaniu) nie będą dla kibica ciekawe!

Niech to więc zasymbolizuje jak daleko upadli ludzie zarządzający klubami Ekstraklasy od interesów przeciętnego kibica, Jana Kowalskiego. Pan Jan uwielbia swój klub, chodzi na jego mecze z kolegami, a te rzadkie okazje (około piętnastu w roku) są w pełni wykorzystywane na oderwanie się od rzeczywistości. Nie chodzi o to, jak kopią się na boiskach po swoich czołach - liczy się przeżycie i doświadczenie meczowe. Może i jest to termin lekko korporacyjny i na pewno zaczerpnięty z rynków zachodnich, ale tam przynajmniej doceniają, że fan nie żyje tylko przez dziewięćdziesiąt minut - dla niego ważny jest cały dzień.

Do tej pory mówiło się, że kibicom rzuca się pod nogi kłody - nie tylko przy wchodzeniu na sektor gości, nie tylko przy wyrabianiu karty, nie tylko przy kupowaniu biletów w obcym mieście, nie tylko przy organizowaniu meczów o horrendalnych godzinach w piątki, soboty i poniedziałki. Teraz okazuje się, szanowni fani piłki nożnej, nie jesteśmy nawet warci tego kawałka drewna, bo interesy ludzi rządzących ligą wykraczają poza to (wspaniałe) wyobrażenie o futbolowym doświadczeniu. Im brakuje wyobraźni, nam coraz częściej cierpliwości.

Wiele mam pretensji do tego jak jest zarządzany Śląsk, ale przynajmniej teraz - z jakiegokolwiek względu - nie użyto łatwego wytłumaczenia, nie wytarto gęby oklepaną wymówką o kosztach organizacji meczu, nie kalkulowano na chłodno. Może i jestem idealistą w tym względzie, ale chcę wierzyć, że przynajmniej we Wrocławiu ktoś pomyślał, że trzy czy cztery mecze to nie jest taki trud, by od razu stawiać veto.

Raz jeszcze - w pracy w futbolu najważniejszym i podstawowym warunkiem powinna być satysfakcja klienta. Może i coś w tym jest z tego niepożądanego współczesnego futbolu w określeniu relacji klub-kibic na zasadzie podobnej do firma-klient, ale nie sposób od tego uciec. Proponowana reforma (także ta od Koseckiego) jest daleka od perfekcji i każda ze stron popełniła swoje błędy - szkoda jednak, że najdalszym punktem odniesienia przy dyskusji (wojnie?) o zmianach jest Jan Kowalski. Nawet niewielu patrzy na to, że piłkarze będą musieli "podołać trudnom dłuższego sezonu", bo przecież ważniejsze są zyski czy straty budki z hot-dogami.

Ani im nie wierzę, ani im nie ufam. Jestem jak najbardziej za tym, by rodzimy futbol ewoluował i od początku oczywiste dla mnie było to, że podzielenie ligi na dwie grupy to tylko etap przejściowy, nauczenie przeciętniaków walki o czołówkę, oduczenie czołówki samozadowolenia z kasy za miejsce w pierwszej szóstce. Jednak gdyby mi przyszło organizować mecz piłkarski na najwyższym poziomie, to obok piętrzących się problemów i niewątpliwego wyzwania logistycznego, pierwsze co bym odczuł to satysfakcja z zagwarantowania komuś tego samego przeżycia, które kilkanaście lat temu rozpoczęło moją pasję. Tymczasem o tym co dobre, a co złe dla polskiego futbolu decydują osoby, których pierwszą myślą, przekleństwem po takim (zorganizowanym) meczu jest: "k****, za tydzień znowu to samo".

KOMENTARZE
~Gabik(2013-04-19 17:34:57)
Dla mnie sprawa jest prosta.
Mamy przyzwoite stadiony w Szczecinie, Gdańsku, Warszawie, Kielcach, Poznaniu, Lubinie, Wrocławiu, dwa w Krakowie (przepraszam, jeśli jakiś pominąłem) i tyle powinna klubów liczyć ekstraklasa. Nie masz stadionu, nie masz ekstraklasy. A patrząc na to ile jest zespołów z infrastrukturą, powinno się dopiero ustalać wielkość ekstraklasy i architekturę rozgrywek.
~slawek(2013-04-19 13:46:59)
Takie problemy mamy nie tylko tutaj, taki tekst prawdopodobnie mógłby napisać kibic każdego klubu w Polsce, a i wielu w Europie. Trochę to smutne jak się o tym myśli.
~Timi(2013-04-19 11:45:03)
Dobry tekst. Niestety w dzisiejszych czasach gdzie powinien się liczyć klient, a tymi MY kibice jesteśmy, w naszym kraju liczy się tylko kasa dla prezesów i innych pseudo-działaczy i pseudo-kopaczy. Szkoda, że przy okazji reformy nikt nie zrobił konkursu wśród kibiców właśnie na reformę, niemal nic by to nie kosztowało a może ktoś wymyśliłby genialny produkt... ale po co...? W obecnych czasach na nowych obiektach brakuje mi wspomnianej w tekście kiełbaski...nie takiej z grilla elektrycznego, tylko smażonej na ogniu...
DODAJ KOMENTARZ
Czy wiesz, że wszystkie nowo dodane komentarze muszą zostać zaakceptowane przez redakcję.

Nie chcesz czekać? Zarejestruj się na forum kibiców Śląska Wrocław a następnie podczas dodawania komentarza podaj swój login i hasło.

Koniecznie przepisz tekst z obrazka!
Nick*:
Hasło:
Adres e-mail:
Treść komentarza*:
* - pola wymagane