Chłodnym okiem: Zmiana kierunku

27.08.2013 (21:45) | Adam Osiński | skomentuj (0)
Hiszpania, Portugalia, Japonia, Albania – do niedawna nie do pomyślenia było, żeby zawodnicy z tych krajów grali w polskiej lidze. Gracze z zachodu nie widzieli powodów, by wyjeżdżać poza ojczyznę, zwłaszcza na drugi koniec kontynentu, ci ze wschodu bardziej nie pasowali nam, bo – wiadomo – to piłkarska egzotyka. Nikt zdrów nie wątpi w klasę zawodników z Kraju Kwitnącej Wiśni, ale to nie polskie kluby mogły sobie pozwolić na ich połów w dalekiej Azji. Od czasu kryzysu ekonomicznego solidnie płacący klub znad Wisły jest już jednak całkiem atrakcyjnym miejscem pracy, a Euro 2012 spopularyzowało nasz kierunek i pokazało, że pod pewnymi względami, choćby infrastruktury, jest tu lepiej niż w innych częściach globu. Teraz agenci nie mają wątpliwości, że warto nawiązać kontakt z ludźmi reprezentującymi polskie kluby i zaoferować usługi swojego klienta.


 

Zrobił tak ponad trzy lata temu agent Takafumiego Akahoshiego, który przywiózł Japończyka do zasypanego Zieleńca na zgrupowanie piłkarzy Śląska Wrocław. Azjata komunikował się za pomocą szerokiego uśmiechu, bo nie mówił w żadnym języku obcym. Umiejętności piłkarskie nie wystarczyły, aby dostać angaż. Ryszard Tarasiewicz uznał, że drobny zawodnik nie da sobie rady w lidze tak atletycznej jak polska. Akahoshi mimo to z kraju nie wyjechał, tylko trafił na zaplecze ekstraklasy – do Pogoni, gdzie gra do dziś, teraz jako gwiazdor ekstraklasy, bo chyba tak już trzeba o nim pisać. W ostatniej kolejce zapewnił Portowcom zwycięstwo w Białymstoku – wspólnie ze swoim rodakiem, Murayamą. Na inaugurację obaj Japończycy pogrążyli też Zagłębie Lubin. Klub z Dolnego Śląska podąża dosyć utartymi ścieżkami, ściągając piłkarzy (i do niedawna trenera) zza naszej południowej granicy. W końcu liderami środka pola Miedziowych mieli być Jiri Bilek i Rober Jeż. Ale nie są i efekty widać w tabeli - lubinianie chcieliby być teraz na miejscu Pogoni czy gdańskiej Lechii, gdzie prym wiedzie internacjonał Daisuke Matsui.

Z inicjatywą pozyskania Sebino Plaku wyszedł akurat Stanislav Levy, ale pierwsze mecze wskazują na to, że żadna ze stron tego kroku nie pożałuje. Grając w ojczyźnie, Albańczyk nie miałby szans na wyeliminowanie rywala pokroju Brugge czy na rywalizację na takim stadionie jak wrocławski. Jego rodak – Bekim Balaj z Jagiellonii – tę część Europy ledwo poznał (Sparta Praga) i chyba dopiero w Białymstoku da się zauważyć. I jeszcze aspekty finansowe – wypłacalność klubów znad Wisły sprawia, że tacy zawodnicy jak Marco Paixao czy Bernardo Vasconcelos decydują się grać w Polsce. Pół roku temu trafił też do nas Hiszpan Dani Quintana. Choć za sobą ma krótką przygodę z Valencią, w ojczyźnie mało kto go zna, bo na Podlasie trafił tylko z trzeciej ligi. Anonimową postacią nie jest jednak Portugalczyk Jaime Moriera Pacheco, uznany piłkarz (FC Porto i Sporting Lizbona) i trener (mistrzostwo z Boavistą Porto w 2001 roku, praca w Hiszpanii). W debiucie na ławce Korony pewnie wygrał z gliwickim Piastem.

KOMENTARZE
Nie skomentowano jeszcze tego newsa.
DODAJ KOMENTARZ
Czy wiesz, że wszystkie nowo dodane komentarze muszą zostać zaakceptowane przez redakcję.

Nie chcesz czekać? Zarejestruj się na forum kibiców Śląska Wrocław a następnie podczas dodawania komentarza podaj swój login i hasło.

Koniecznie przepisz tekst z obrazka!
Nick*:
Hasło:
Adres e-mail:
Treść komentarza*:
* - pola wymagane