Chłodnym okiem: Talent z przypadku

01.10.2013 (19:31) | Adam Osiński | skomentuj (1)
Piotr Grzelczak – o piłkarzu Lechii Gdańsk jest głośno. Nie co dzień strzela się przecież gola Barcelonie, zwłaszcza będąc w posiadaniu polskiego paszportu, a jeśli ów trafienie jest jeszcze tak nietuzinkowe – czapki z głów! I rzeczywiście, Grzelczak pojawił się na czołówkach gazet, w telewizyjnych wiadomościach sportowych, i to w programach niekodowanych. Miał pod koniec lipca swoje pięć minut i było więcej niż prawdopodobne, że tamten sparing naznaczy go na lata. Tymczasem nie – wczoraj nakrył czapką sam siebie, gdy piłka uderzona z woleja z linii pola karnego wpadła w okienko bramki Korony Kielce. Czy mamy więc do czynienia z nowo odkrytym talentem, który stabilizuje formę i zostanie gwiazdą przynajmniej polskiej ligi? Chyba jednak nie.


 

Oddajmy jednak Grzelczakowi to, co należne – chłopak jest w dobrej formie, zdobył swoją trzecią bramkę w sezonie, ma dobrze ułożoną lewą stopę, która pozwoliła mu też zaliczyć z rzutu wolnego asystę przy golu Dawidowicza. Ale na zagłaskanie ten piłkarz nie zasłużył. Obserwatorom ekstraklasy jest znany od dawna, debiutował w niej niedługo po uzyskaniu pełnoletności. Przez siedem kolejnych lat grywał w niej częściej lub rzadziej, ale wystarczająco długo, by zaobserwować dwie rzeczy – jest szalenie nieskuteczny i brak mu szybkości. Do tej pory miał właściwie jeden udany sezon (2010/2011), gdy jako etatowy napastnik Widzewa strzelił osiem goli. Później nie wiodło mu się ani w Gdańsku, ani na wypożyczeniu w Polonii, dopiero teraz odważniej postawił na niego nowy trener biało-zielonych, Michał Probierz.

Przyznam, że zdarzało mi się w duchu podśmiewać z Grzelczaka. Nie raz, gdy w barwach Lechii czy Polonii wychodził na czystą pozycję, komentator podnosił głos, a ja myślałem: nie ma bata, żeby on trafił. I bodaj zawsze miałem rację. Nadal jestem sceptyczny. Grzelczak przypomina mi Łukasza Gikiewicza. Piszę ten tekst i sprawdzam statystyki: były napastnik Śląska ma zdecydowanie lepszą średnią bramek na mecz. Brak dynamiki? Grzelczak jest dwa centymetry niższy, a przy tym kilka kilogramów cięższy. Gdy gra się w piłkę przez kilka ładnych lat, zawsze zdarzą się dwa lub trzy magiczne dotknięcia piłki, a może nawet pełne 90 minut. Przecież Gikiewiczowi też się trafiło, gdy wiosną tego roku w ostatniej akcji meczu uderzył z woleja na bramkę Podbeskidzia.

PS. Życzę Piotrowi Grzelczakowi dalszych udanych występów i pięknych goli, z pominięciem 3 listopada.

KOMENTARZE
~Jarek(2013-10-01 20:10:18)
Co ten artykuł ma wspólnego ze Śląskiem i wnosi do życia jego kibiców?
DODAJ KOMENTARZ
Czy wiesz, że wszystkie nowo dodane komentarze muszą zostać zaakceptowane przez redakcję.

Nie chcesz czekać? Zarejestruj się na forum kibiców Śląska Wrocław a następnie podczas dodawania komentarza podaj swój login i hasło.

Koniecznie przepisz tekst z obrazka!
Nick*:
Hasło:
Adres e-mail:
Treść komentarza*:
* - pola wymagane