Chłodnym okiem: Levy vs Kocian

12.03.2014 (20:40) | Adam Osiński | skomentuj (3)
Ruch odniósł w Krakowie szóste zwycięstwo z rzędu, jest wiceliderem tabeli i na pewno zagra w grupie mistrzowskiej. Brzmi to nieprawdopodobnie, bo latem Niebiescy kroczyli w odwrotnym kierunku – do pierwszej ligi. Lekiem na całe zło miała być – jak zawsze – zmiana trenera. Kiedy Jan Kocian pojawił się przy Cichej, by ratować śląski klub przed degradacją, Śląsk, ten wrocławski, pod wodzą Stanislava Levego zamierzał bić się o czwarty z rzędu awans do europejskich pucharów. Obaj szkoleniowcy zza naszej południowej granicy rzeczywiście grali o odmienne cele, tyle że to Słowak podbił polską piłkę, a Czech poniósł fiasko i wrócił do domu.


 

Levy non stop powtarzał, że brakuje mu kilku wartościowych piłkarzy, domagał się transferów. Kocian wiedział, gdzie go zatrudniono, więc zabrał się do roboty z graczami, których zastał na pierwszym treningu. To byli ci sami ludzie, którzy w poprzednim sezonie spadliby z ekstraklasy, gdyby nie karna degradacja warszawskiej Polonii. Kocian, jak to trenerzy pochodzący z Czech i Słowacji mają w zwyczaju, przywiązuje ogromną wagę do taktyki i w tym aspekcie widział rezerwy u polskich zawodników. Wykorzystał je, pokazał, że jeden mądry trener znaczy więcej niż kilka przepłaconych gwiazd, które biegają bez ładu i składu lub prowadzą się w sposób niegodny sportowca.

Levy taktyką braków nie nadrobił, eksperymentował z ustawieniem niektórych graczy, pozwolił, by gra defensywna Śląska, za kadencji jego poprzednika będąca siłą zespołu, stała się jego piętą achillesową. Drużyna Tadeusza Pawłowskiego lepiej póki co nie broni, za to ma więcej szczęścia i cztery punkty po dwóch meczach. Poprawa jest, ale cudów na miarę Kociana w tym sezonie już raczej nie będzie, bo z odrabianiem strat do Jagiellonii czy Zawiszy Pawłowski może po prostu nie zdążyć. Za to przyszły sezon pójdzie już na jego konto. Uszczelnianie obrony to nie jedyna praca do wykonania, bo wrocławianie są w przededniu poważnym zmian kadrowych. Pawłowski będzie musiał m.in. ocenić przydatność do zespołu zagranicznego zaciągu, który zostawił po sobie czeski szkoleniowiec. W meczu z Legią na boisku wystąpiło w barwach WKS-u tylko pięciu Polaków. Nie ma co się czaić – selekcja powinna być surowa. Piłkarze Ruchu pokazali, że Polak też potrafi. Nawet w piłce.

KOMENTARZE
~Kibic z Wołowa(2014-03-12 22:51:23)
Nie tylko piłkarze Ruchu pokazali że Polak potrafi. Śląsk jak zdobywał wicemistrzostwo też miał w kadrze 4-5 zagranicznych piłkarzy w szerokiej kadrze
~Paweł(2014-03-12 22:01:57)
Jak zwykle teraz się podniecacie Kocianem a przyjdzie moment, że zacznie rozkładać wszystko, wywalą go i skończy w niełasce jak każdy cudotwórca. Śmiem twierdzić, że on nie dotrwa do przerwy zimowej następnego sezonu. Bo cudów nie ma, taki nagły "strzał" to moment, czar pryśnie i wszystko wróci do realnych kształtów. W naszej fatalnej lidze wystarczy kilka wygranych pod rząd i już jest się w czubie tabeli, bo reszta gubi punkty równo. Na ten moment ten "zagraniczny zaciąg" ciągnie tego Śląska do przodu, bo Polaków w składzie mamy słabiutkich...
bobo(2014-03-12 21:46:16)
pan Levy to bardzo słaby trener, dostał jak na polska lige niezłą drużynę i ją całkiem rozłożył, uważam, że porównywanie go do Kociana to perwersja, pana Levego można porównać do Nemca, Rumaka, Ulatowskiego, Wieczorka
DODAJ KOMENTARZ
Czy wiesz, że wszystkie nowo dodane komentarze muszą zostać zaakceptowane przez redakcję.

Nie chcesz czekać? Zarejestruj się na forum kibiców Śląska Wrocław a następnie podczas dodawania komentarza podaj swój login i hasło.

Koniecznie przepisz tekst z obrazka!
Nick*:
Hasło:
Adres e-mail:
Treść komentarza*:
* - pola wymagane