Chłodnym okiem: Papierowe tygrysy

13.08.2014 (11:23) | Adam Osiński | skomentuj (0)
Nie milkną echa decyzji UEFA o ukaraniu Legii walkowerem za mecz rewanżowy z Celticem w eliminacjach Ligi Mistrzów, ale wszystko, co najciekawsze w polskiej ekstraklasie, działo się w miniony weekend w Gdańsku. Lechia, której celem na ten sezon jest miejsce na pudle, podejmowała wicemistrza kraju, będąc w tym pojedynku nie czarnym koniem, ale faworytem. Lech jechał przecież nad morze raptem trzy dni po tym, jak skompromitował się (i cały krajowy futbol) z islandzkim Stjarnan – zespołem składającym się ze studentów i trzech półzawodowców. Z kolei gospodarze na starcie sezonu potafili uzbierać w trzech meczach aż siedem punktów i fakt, że uczynili to w przeciętnym stylu, świadczy tylko o ich potencjale. W końcu przebudowana drużyna, którą od niedawna zarządza Portugalczyk Quim Machado, z każdym upływającym tygodniem będzie się docierać.


 

W każdym razie na PGE Arenie zanotowano frekwencję, jakiej nie było tam od ubiegłorocznego sparingu z Barceloną. Zapewne każdy sympatyk biało-zielonych w roli przegranego widział zespół przyjezdny, i to wcale nie dlatego, że miłość kibica jest ślepa. Nawet apatycznie siedzący w sektorze gości fani Kolejorza nie wyglądali na zaskoczonych, gdy do przerwy Lechia prowadziła z ich klubem 1:0. A jednak po ostatnim gwizdku Szymona Marciniaka to goście dopisali sobie trzy punkty. Trener Mariusz Rumak, który odchodzi z klubu w niesławie, wdeptywany z ziemię po trzeciej z rzędu eurowpadce, pokazał, że na krajowym podwórku Lech wcale nie jest tylko papierowym tygrysem.

Krajowy futbol został w ubiegłym tygodniu upokorzony, ale gdyby Lech zdecydowanie w Gdańsku poległ, potwierdziłoby się, że Rumak i jego sztab fatalnie przygotowali zespół na początek rozgrywek. Tymczasem poznaniacy pobili pretendenta do medalu, zakręcili się w okolicach piątego miejsca w tabeli i postawili tym samym pytanie: w jakim miejscu jest Lechia i reszta ligowców, skoro przegrywają z drużyną, którą wyeliminowała zbieranina studentów z wyspy gejzerów?

Pod koniec pierwszej połowy czerwoną kartkę otrzymał napastnik Lechii, Zaur Sadajew. To prawda, że ten moment zmienił obraz meczu – sprawiający lepsze wrażenie gospodarze cofnęli się do głębokiej defensywy. Ale to nie tłumaczy kiepskiej postawy gdańszczan – tego, że asystujący Kędziora miał sporo miejsca, by celnie dośrodkowywać, a strzelający Teodorczyk lepiej się ustawiał i skakał wyżej niż rywale. Teraz o to, by Kolejorz grał tak przeciwko rywalom spoza Polski, zadba prawdopodobnie Maciej Skorża.

KOMENTARZE
Nie skomentowano jeszcze tego newsa.
DODAJ KOMENTARZ
Czy wiesz, że wszystkie nowo dodane komentarze muszą zostać zaakceptowane przez redakcję.

Nie chcesz czekać? Zarejestruj się na forum kibiców Śląska Wrocław a następnie podczas dodawania komentarza podaj swój login i hasło.

Koniecznie przepisz tekst z obrazka!
Nick*:
Hasło:
Adres e-mail:
Treść komentarza*:
* - pola wymagane