Chłodnym okiem: Piast mierzy wysoko

25.11.2014 (21:48) | Adam Osiński | skomentuj (0)
Niepotraktowanie wygranej Piasta z Lechem Poznań jako niespodzianki byłoby wariactwem, ale też trzeba powiedzieć wprost – nie mieliśmy do czynienia z przypadkiem, w którym Dawid pobił Goliata. Może nazwy obydwu klubów czy statystyka, która przypomina, że stało się tak pierwszy raz w historii, na to wskazują, lecz przebieg rundy jesiennej już nie. Bo który zespół w trakcie trwania tego sezonu zrobił największe postępy? Właśnie Piast Gliwice. Lech to z kolei zespół z potencjałem, by deptać Legii po piętach, ale też taki, który od początku rozgrywek błąka się w środku tabeli, a niedzielnego rywala wyprzedza już tylko o punkt.


 

Pod koniec sierpnia podopieczni Angela Pereza Garcii okupowali przedostatnie miejsce w tabeli, a dyrektor sportowy gliwiczan w osobie Zdzisława Kręciny szukał już ponoć szkoleniowca, który pokierowałby piłkarzami z ulicy Okrzei zamiast Hiszpana. Okazało się to zbędne, bo rodak mistrzów Europy i były znakomity zawodnik okazał się niezgorszym trenerem – przeważnie tacy potrafią opanować głęboki kryzys. Trzy miesiące po feralnym lecie Piast jest tuż za czołową ósemką i jeśli dalej będzie grał w tym rytmie, to melodią przyszłości będzie jego awans do grupy mistrzowskiej. Gliwiczanie strzelają ostatnio na potęgę (z wyjątkiem bezbramkowo zremisowanego meczu z Łęczną), a przecież w sześciu pierwszych meczach trafili do siatki tylko dwukrotnie. Teraz Perez Garcia ma jednak ofensywę nie od parady: rozkwita talent młodego Bartosza Szeligi, Kamil Wilczek odnalazł się na pozycji numer dziewięć, zakontraktowanie w trakcie rundy Živca i Vassiljewa wystawia świetną notę scoutingowi (lub wzbudza zazdrość o znajomości), przełamał się nawet Tomasz Podgórski, który w niedzielę w końcu trafił do siatki. Jeśli solidny Ruben Jurado zaczyna mecze na ławce, to Piast jest naprawdę mocny, choć póki co tylko w ofensywie, o czym dobrze wiedzą i Flavio Paixao, i bramkarz Alberto Cifuentes, który powinien mieć do siebie pretensje nie tylko za przepuszczenie strzału Marcina Kamińskiego.

Problem z Kamińskim polega na tym, że jest groźny zarówno pod bramką rywala, jak i pod własną. Często mówi się tak o napastnikach, ale skoro uwaga dotyczy stopera, to tym bardziej coś jest nie tak. Ale dla Lecha to nie koniec złych wieści, bo z trójki Kamiński-Arajuuri-Wołąkiewicz ten pierwszy i tak wydaje się najsolidniejszy. Swoich zadań nie spełnia też ich nowy kolega z ofensywy – Zaur Sadajew póki co nie jest godnym następcą Łukasza Teodorczyka. Z dziewięciu meczów Maciej Skorża wygrał dla Lecha na razie tylko trzy. W efekcie następca Mariusza Rumaka dokonał selekcji negatywnej i planuje odbudowanie Kolejorza przed wiosną. Kibice Legii respektu przed poznaniakami mimo to nie czują, bo ciągle pamiętają styl, w jakim Legia prowadzona przez Skorżę straciła mistrzostwo Polski w 2012 roku na rzecz Śląska.

KOMENTARZE
Nie skomentowano jeszcze tego newsa.
DODAJ KOMENTARZ
Czy wiesz, że wszystkie nowo dodane komentarze muszą zostać zaakceptowane przez redakcję.

Nie chcesz czekać? Zarejestruj się na forum kibiców Śląska Wrocław a następnie podczas dodawania komentarza podaj swój login i hasło.

Koniecznie przepisz tekst z obrazka!
Nick*:
Hasło:
Adres e-mail:
Treść komentarza*:
* - pola wymagane