Chłodnym okiem: Bez klasy i ducha

15.04.2015 (11:15) | Adam Osiński | skomentuj (4)
Nikt z czołówki nie zgarnął trzech punktów, a porażki uniknął – przy dużym udziale szczęścia i pomocy sędziego – tylko Lech. Wyobraźmy sobie, że w Hiszpanii weekend bez wygranej solidarnie zaliczają zespoły Barcelony, Realu, Atletico, Valencii i Sevilli. Niepojęte? U nas możliwe, bo w T-Mobile Ekstraklasie gradacji poziomów po prostu nie ma. A już za kuriozum należy uznać to, że w najbliższej kolejce najciekawiej zapowiada się mecz Legii z Zawiszą, a więc lidera z zespołem zamykającym tabelę. W normalnej lidze nad takim starciem przechodzi się do porządku dziennego. Faworyt dopisuje sobie trzy punkty przed meczem, jakiś snajper liczy na poprawienie statystyk, a do sensacji dochodzi od wielkiego dzwonu. Tymczasem należy się zastanowić, czy brak zwycięstwa Legii można by w ogóle nazwać sensacją. Nawet jeśli tak, to spodziewam się, że bydgoszczanie napsują mistrzowi Polski sporo krwi.


 

Do meczów w polskiej ekstraklasie należałoby jednak podchodzić bez oczekiwań, bo te mają to do siebie, że często mijają się z rzeczywistością. Przed hitami Legii z Lechem czy Lechią balonik był pompowany, padały rekordy frekwencji, w gazetach pisano o gwiezdnych wojnach, derbach Polski, była transmisja w publicznej telewizji, a na boisku poziom, jakby gang Ojrzyńskiego grał gdzieś w Bełchatowie. Straty, niecelne podania, asekuranctwo i trochę wstydu, biorąc pod uwagę, ilu scoutów z zagranicy przyjeżdża oglądać hity na polską skalę. Tak pewnie byłoby do ostatniego gwizdka, gdyby nie czerwone kartki, które odmieniły obraz obydwu meczów.

Kibice Lechii, którzy po raz pierwszy stawili się na PGE Arenie w takiej liczbie, mogli doznać podobnego rozczarowania jak wrocławianie podczas kilku prestiżowych spotkań na własnym obiekcie. Gdy tylko frekwencja na meczu Śląska dopisywała, WKS zawsze zbierał cięgi. Wyjątek stanowi inauguracja nowego stadionu, czyli mecz z 2011 roku, właśnie z Lechią – wygrany w bólach po beznadziejnej grze. Lechia miała teraz więcej szczęścia, bo faul Ondreja Dudy pozwolił jej nie tylko wygrać, ale też rozwinąć skrzydła po przerwie. Dzięki temu wśród gdańszczan może się narodzić moda na chodzenie na Lechię. Pomoże w tym awans do grupy mistrzowskiej. Zespół Jerzego Brzęczka jest już o krok od tego celu, a może go postawić w sobotę we Wrocławiu, bo w tej drużynie widać team spirit, który z ekipy Śląska uleciał.

KOMENTARZE
~nep(2015-04-16 08:51:34)
"Lechia miała teraz więcej szczęścia, bo faul Ondreja Dudy pozwolił jej nie tylko wygrać".
To nie faul Ondreja Dudy i szczęście "pozwolił" wygrać Lechii, ale coraz lepsza gara obronna. Trener Brzęczek zaczął tworzyć zespół właśnie od tej formacji i poza meczem w Krakowie, daje on doskonałe rezultaty.
~krokodyl(2015-04-15 20:15:00)
śmiech z tej ligi i z naszych wrocławskich kopaczy
~anty(2015-04-15 16:33:43)
Jak tak dalej pójdzie, to Śląsk tych 3 pkt nie zdobędzie do końca sezonu... Wiele na to wskazuje, oj wiele...
~RiN(2015-04-15 12:46:29)
Każdy stawiający u buka wie, że polskiej kopanej nie ma co obstawiać bo jest nieprzewidywalna. Chyba, że gra się na ryzyko i szuka \"sensacji\" to wtedy jest idealna :)
DODAJ KOMENTARZ
Czy wiesz, że wszystkie nowo dodane komentarze muszą zostać zaakceptowane przez redakcję.

Nie chcesz czekać? Zarejestruj się na forum kibiców Śląska Wrocław a następnie podczas dodawania komentarza podaj swój login i hasło.

Koniecznie przepisz tekst z obrazka!
Nick*:
Hasło:
Adres e-mail:
Treść komentarza*:
* - pola wymagane