Chłodnym okiem: Futbol po krakowsku

28.10.2015 (15:00) | Adam Osiński | skomentuj (0)
Kto gra najatrakcyjniejszą piłkę w ekstraklasie? Cracovia i Wisła. Wniosek ten wyciągam nie tylko na podstawie wyników ostatniej kolejki, choć oba krakowskie kluby akurat teraz rozgromiły rywali w stosunku 4:1. Takie rezultaty oczywiście budzą szacunek, tym bardziej że zostały osiągnięte z Jagiellonią i Pogonią, a więc nie byle jakimi ekipami. Zwłaszcza cztery gole wbite przez Cracovię wiceliderowi ze Szczecina świadczą o sile Pasów. Zespół Czesława Michniewicza do tej niefortunnej wizyty w Krakowie jako jedyny pozostawał przecież niepokonany, a do tego mógł pochwalić się najlepszą parą środkowych obrońców ligi, która tym razem – do spółki z bramkarzem – zawiodła na całej linii. Docenić odwiecznych rywali z grodu Kraka należy po prostu za całokształt dokonań, a klucz do ich efektownej gry leży w kreatywności drugiej linii oraz odwadze trenerów.


 

Wszystkie pochwały kierowane w stronę polskich zespołów piłkarskich muszą być rzecz jasna umiarkowane, bo solidność i przewidywalność nie jest tym, co je cechuje. Krakowianie z obu stron Błoni to nie wyjątek. Na paradoks zakrawa wręcz fakt, że Wisła przed spotkaniem z Jagiellonią nie potrafiła trafić do siatki w trzech kolejnych meczach! A przecież to ta sama drużyna, która Śląskowi wbiła cztery gole, a Podbeskidziu sześć. Z kolei Cracovia nie dała rady w dwóch ostatnich wyjazdach – z Lubina wracała z takim bagażem, z jakim teraz odprawiła Pogoń, w Warszawie zaś dała sobie wbić trzy gole. Ale pal licho te wahania formy, niedyspozycje w danym dniu. Mecze z udziałem krakowian chce się oglądać, nawet jeśli są nieskuteczni jak Biała Gwiazda czy niefrasobliwi w obronie jak Pasy.

Trudno za marnowanie setek obciążać konto trenera Wisły Kazimierza Moskala. A to przecież trener, którego posada cały czas wisi na włosku i w każdej niemal kolejce walczy o przetrwanie. To kolejny paradoks związany z tym klubem, bo przecież Moskal stworzył zespół grający pomysłowo w ofensywie, który jest o jeden wygrany mecz od podium. Mało kto ma tyle odwagi, by grać tylko jednym defensywnym pomocnikiem (Alan Uryga), a przed nim wystawić graczy nastawionych przede wszystkim na atak.

W przypadku Cracovii warto zwrócić uwagę na coś innego – tam drugą linię tworzą gracze, którzy dopiero przy Kałuży rozwinęli skrzydła i weszli (lub wrócili) na prezentowany obecnie poziom (poza Miroslavem Covilo, którego polski kibic znać nie mógł). Przed przyjściem do Cravovii Marcin Budziński występował przez pół roku w pierwszoligowej Arce Gdynia, a wcześniej spadł z nią z ligi. Pierwsze skrzypce grają Mateusz Cetnarski, którego misja we Wrocławiu – jak pamiętamy – zakończyła się fiaskiem (choć został mistrzem Polski). Gorsze wrażenie pozostawił po sobie w Lubinie Deniss Rakels, a z tamtejszego Zagłębia odstrzelony też został Damian Dąbrowski, który do Krakowa trafił via Polkowice. Z kolei młody reprezentant Bartosz Kapustka gra w pasiastej koszulce już od wieku juniora.

KOMENTARZE
Nie skomentowano jeszcze tego newsa.
DODAJ KOMENTARZ
Czy wiesz, że wszystkie nowo dodane komentarze muszą zostać zaakceptowane przez redakcję.

Nie chcesz czekać? Zarejestruj się na forum kibiców Śląska Wrocław a następnie podczas dodawania komentarza podaj swój login i hasło.

Koniecznie przepisz tekst z obrazka!
Nick*:
Hasło:
Adres e-mail:
Treść komentarza*:
* - pola wymagane