Chłodnym okiem: Albo masz dzień konia, albo nie

09.08.2016 (20:50) | Adam Osiński | skomentuj (1)
Sezon ledwo się zaczął, ale widać, że w lidze panuje stary porządek – czyli jego kompletny brak. Tu każdy wynik jest możliwy, a dodatkowo formuła ESA37, funkcjonująca już czwarty rok, wiosną przyczyni się do kolejnych zaskakujących rozstrzygnięć, które nijak będą odzwierciedlać postawę zespołów we wcześniejszych miesiącach. Skupmy się jednak na bałaganie, który mamy teraz. A w miniony weekend było tak: lider z Lubina o mały włos nie przegrał u siebie z przedostatnią Pogonią, natomiast w meczu drużyn, które dotychczas nic nie wygrały, przełamała się akurat ta, po której się tego nie spodziewano. I to w jakim stylu!


 

Korona po letnich osłabieniach i z niedoświadczonym trenerem na ławce całkiem słusznie była typowana do walki o utrzymanie – i to bez happy endu. Lanie w pierwszej kolejce nikogo specjalnie nie zdziwiło, a dwa następne mecze, w których udało się wyrwać remisy, wydawały się pułapem nie do przeskoczenia dla podopiecznych Tomasza Wilmana. Ich kolejnym rywalem miał być zresztą Lech Poznań – zespół chcący zmazać plamę po ubiegłym sezonie, gdy nie udało się włączyć do walki o puchary, nie mówiąc o obronie tytułu z 2015 roku. A tu proszę – poznaniacy zaczęli kiepsko, z tym że w Kielcach miało być przełamanie. I było – po stronie gospodarzy.

Teraz czytam o prawdopodobnym zwolnieniu Jana Urbana. Jego poprzednik, Maciej Skorża, miał równie fatalny start sezonu, ale stanowisko piastował dwa miesiące dłużej. Skoro rok temu cierpliwość włodarzom Lecha nie opłaciła się, to obecnego trenera chcieliby usunąć wcześniej. Ale czy Urban nie zasłużył na nieco większy kredyt zaufania jako ten, który poniekąd uratował poznaniakom twarz w poprzednich rozgrywkach? Bo chyba tak trzeba nazwać bezproblemowy awans do grupy mistrzowskiej mimo wielomiesięcznego kryzysu.

To nie koniec chaosu. Konsekwencji zabrakło Arce Gdynia, która najpierw złoiła skórę dwóm przeciwnikom, strzelając po trzy gole, a potem pojechała do Białegostoku i sama zebrała nie mniejsze baty. W tej sytuacji za najlepszy zespół początku sezonu należy uznać właśnie Jagiellonię, która objęła przodownictwo w tabeli. Żubry jadą teraz do ambitnego beniaminka z Płocka i może tym razem to oni niespodziewanie się potkną? Trudno też uznać za racjonalny fakt, że Śląsk wciąż – jako jedyny w stawce – nie stracił gola. I to jeszcze przy całkiem trudnym rozkładzie gier. Co prawda WKS po przyjściu trenera Rumaka (mija właśnie pięć miesięcy) poprawił grę w defensywie, ale latem odeszło z Wrocławia dwóch ważnych pomocników zabezpieczających dostęp do bramki, do której wrócił spisany już na straty Mariusz Pawełek. I to właśnie on jest jednym z bohaterów nie tylko Śląska, lecz całej Lotto Ekstraklasy! Ale to, że teraz liczymy mu minuty bez puszczonego gola, nie oznacza, że za chwilę nie rozwiąże się na raz cały worek. Bo taka jest ta liga, że swój dzień konia może mieć ktoś mniej utalentowany niż Marco Paixao czy Nemanja Nikolić, którzy pojedynki z Pawełkiem przegrywali.

KOMENTARZE
~ququ(2016-08-10 07:31:36)
dlatego Lotto Ekstraklasa to bardzo dobre określenie
DODAJ KOMENTARZ
Czy wiesz, że wszystkie nowo dodane komentarze muszą zostać zaakceptowane przez redakcję.

Nie chcesz czekać? Zarejestruj się na forum kibiców Śląska Wrocław a następnie podczas dodawania komentarza podaj swój login i hasło.

Koniecznie przepisz tekst z obrazka!
Nick*:
Hasło:
Adres e-mail:
Treść komentarza*:
* - pola wymagane