Słaby mecz we Wrocławiu. Sandecja zyskuje punkt, Śląsk traci dwa

03.03.2018 (18:42) | Piotr Potępa | własne | skomentuj (6)
Sandecja była bez zwycięstwa od szesnastu meczów. Śląsk bez wygranej po przerwie zimowej. Wrocławianie grali jednak u siebie i zwycięstwo z takim przeciwnikiem powinno być obowiązkiem. Niestety, obie drużyny nadal kontynuują swoje niechlubne passy. Po bardzo słabym meczu Śląsk bezbramkowo zremisował z Sandecją Nowy Sącz. Tylko cud może uratować górną ósemkę dla Wrocławia.


 

Śląsk wyszedł na ten mecz taką samą pierwszą jedenastką, jak w Poznaniu. Trener Pawłowski zmiany dokonał za to na ławce rezerwowych. Mateusza Lewandowskiego zastąpił nowy nabytek Śląska Mateusz Cholewiak. Kibice, pamiętając niezłą postawę piłkarzy WKS-u w Poznaniu, na pewno mieli prawo liczyć na trzy punkty.

Jak należało się spodziewać, początek meczu należał do Śląska. Już w siódmej minucie była szansa na objęcie prowadzenia. Bartoszowi piłkę odebrał Pich, zagrał do Robaka, ten próbował wyłożyć Augusto piłkę na strzał. Zrobił to jednak za lekko i piłką zajął się obrońca Sandecji. Dwie minuty później Śląsk miał kolejną okazję. Ładną wrzutką popisał się Pawelec. Do piłki dopadł Piech, ale jego strzał z woleja okazał się niecelny. Pawelec najpierw popisał się ładną wrzutką, jednak w czternastej minucie swoim nieodpowiedzialnym zagraniem do Słowika mogł spowodować poważne zagrożenie. Bramkarz Śląska jednak zareagował jak należy. Słowikowi należy się tutaj słowo pochwały nie tylko za stalowe nerwy przy rozbrajaniu miny, na którą wsadził go Pawelec. Bramkarz Śląska bardzo ładnie wprowadzał dziś piłkę do gry. W 18. minucie znakomitym prostopadłym podaniem za plecy obrońców popisał się Pich, piłkę przejął Piech, jednak po raz kolejny uderzył niecelnie. Pięć minut później ładnie na głowę Celebana z rzutu wolnego wrzucił Riera. „Celik” jednak uderzył za lekko i nie sprawił żadnych problemów Gliwie. To było jedno z bardzo niewielu dobrych podań Hiszpana, który był dziś fatalnie dysponowany. Posyłał niecelne i nieprzemyślane podania, a do tego fatalnie przyjmował, co skutkowało sporą liczbą strat. Taka gra nie przystoi komuś tak dobrze wyszkolonemu technicznie. W 33. minucie Śląsk zamknął Sandecję we własnym polu karnym. Zaczęło się od wrzutki Piecha wybitej przez obrońców. Następnie długie piłki zbierali i wrzucali w pole karne kolejno Celeban, Riera i Pawelec. Wszystko jednak wybijane były przez obrońców Sandecji.

W pierwszej połowie Śląsk zdecydowanie za często prowadził swoje akcje lewą stroną, przez co Piech z prawego skrzydła musiał schodzić po piłkę do środka, a nawet na lewą stronę. Ładnie za to wyglądała współpraca Augusto i Srnicia. Ten drugi grał twardo i nieustępliwie w obronie, a w obliczu słabości Riery wziął się również za rozgrywanie, co wychodziło mu całkiem przyzwoicie. Augusto z kolei świetnie asekurował Serba, kilka razy przerywając groźnie zapowiadające się kontry drużyny z Nowego Sącza.
Niestety to wszystko nie przekładało się na strzały. W 39. minucie Śląsk miał na koncie pięć strzałów, ale tylko jeden był celny. Sandecja również oddała pięć strzałów, ale na pierwszy celny musiała poczekać do 44. minuty, kiedy to Kolev otrzymał ładną piłkę z lewej strony i posłał mocny i trudny do obrony strzał. Na szczęście Śląsk ma w bramce świetnie dysponowanego Słowika.

Druga połowa zaczęła się od dobrze zapowiadającej się akcji, którą niestety zakończyła brzydka „symulka” Brzyskiego. Sędzia Złotek dał się nabrać i odgwizdał faul. Świetnymi przerzutami popisywał się Augusto, do którego często piłki posyłał Tim Rieder. Niemiec grał dziś bardzo pewnie i skutecznie w obronie, często przechwytując piłkę i nieźle wprowadzając ją do gry. Bardzo słaby mecz zagrał dziś Marcin Robak. Był niewidoczny, słabo wyglądała też jego współpraca z kolegami, gdy już dostawał piłkę, to bardzo szybko ją tracił. Jedyne usprawiedliwienie, jakie znajduję to fakt, że był w tym ataku nieco osamotniony. W 56. minucie w środku pola piłkę świetnie przejął Srnić. Ładnie przerzucił na lewą stronę do Piecha, ten jednak dośrodkował bardzo niedokładnie i futbolówka padła łupem obrońców Sandecji. Minęła zaledwie minuta i byliśmy już pod bramką Jakuba Słowika. Ładna klepka Trochima z Brzyskim zakończyła się uderzeniem tego drugiego. Słowik z trudem przeniósł piłkę nad poprzeczką. W 60. minucie boisko opuścił kompletnie niewidoczny Robert Pich, a jego miejsce zajął Sebastian Bergier, który natychmiast zajął miejsce w ataku obok Marcina Robaka. Sito Riera przeszedł na skrzydło i Śląsk od tej pory grał w ustawieniu 4-4-2.

Wspominaliśmy wyżej o słabym występie Sito. Jego ukoronowaniem była dobrze zapowiadająca się kontra z 64. minuty. Hiszpan próbował prostopadle podać do Piecha, jednak zrobił to za lekko i przede wszystkim bardzo przewidywalnie. W 67. minucie boisko opuścił dobry dzisiaj Srnić. Zastąpił go Chrapek. W Sandecji Brzyskiego zmienił Małkowski. Nowosączanie od około 70. minuty porzucili grę wysokim pressingiem i czekali na Śląsk na swojej połowie, co ułatwiło wrocławianom budowę ataków pozycyjnych. Efekt tej zmiany zobaczyliśmy błyskawicznie. Świetna akcja Chrapek-Piech-Robak zakończyła się niezłym strzałem tego ostatniego w stronę bliższego słupka bramki Sandecji. Gliwa jednak był czujny i sparował piłkę do boku. W 74. minucie Riera i Bergier wyszli sam na sam z Gliwą, jednak sędzia niesłusznie odgwizdał spalonego. Nie miało to jednak i tak żadnego znaczenia, bo Riera swojej szansy i tak nie wykorzystał. W 80. minucie trener Pawłowski miał już dość słabej gry Hiszpana i postanowił zadebiutować nowemu nabytkowi Śląska Mateuszowi Cholewiakowi.

Do końca meczu już w zasadzie nic się nie działo. Śląsk wymieniał podania na własnej połowie, a Sandecja nie kwapiła się do pressingu. W 87. minucie zerwał się jeszcze Cholewiak. Przebiegł z piłką około 50 metrów z przeciwnikiem na plecach, po czym został przez niego sfaulowany. W 91. minucie nasz nowy skrzydłowy miał jeszcze jedną okazję. Dryblingiem ładnie minął obrońcę, jednak jego strzał prawą nogą był za słaby, żeby zaskoczyć Gliwę. Chwilę później sędzia Złotek zakończył to spotkanie.
Sandecji nie udało się wygrać po raz siedemnasty z rzędu(!), a Śląsk po przerwie zimowej nadal pozostaje bez kompletu punktów. Myślę, że marzenia o górnej ósemce tabeli można już powoli odłożyć na półkę z książkami sci-fi. Trzeba skupić się teraz na zdobywaniu jak największej ilości punktów, żeby walkę o utrzymanie rozpocząć z jak najlepszej pozycji.

*****

Śląsk Wrocław 0:0 Sandecja Nowy Sącz

Składy drużyn:
Śląsk Wrocław: (stroje: zielone) Słowik - Celeban, Tarasovs, Rieder, Pawelec - Pich (62' Bergier), Augusto, Srnić (66' Chrapek), Riera (81' Cholewiak), Piech - Robak Trener: Tadeusz Pawłowski
Sandecja Nowy Sącz: (stroje: biało-czarne) Gliwa - Bartosz, Mraz, Benga, Krachunov - Kasprzak (90' Baran), Piter-Bucko, Brzyski (66' Małkowski), Trochim, Cetnarski (79' Ksonz) - Kolev Trener: Kazimierz Moskal

Ławka rezerwowych:
Śląsk Wrocław: Wrąbel, Poprawa, Chrapek, Łyszczarz, Pałaszewski, Bergier, Cholewiak
Sandecja Nowy Sącz: Pietrzkiewicz, Piszczek, Baran, Danek, Gric, Ksonz, Małkowski

Widzów: 4406

KOMENTARZE
~Ernest(2018-03-04 11:04:05)
Sukcesem będzie utrzymanie się moi mili Państwo!
~on(2018-03-04 08:35:24)
Mitko, Ty chyba nie wiesz co piszesz...skład mamy na pierwszą 5, za Urbana to chociaż czasami coś zagrali, a na to nie da się patrzeć
Mitko(2018-03-03 23:40:19)
Ludzie, przecież to nie Pawłowski biegał po boisku. Taki piach Śląsk gra już od dawna, tj. odkąd odeszło paru niezłych piłkarzy jak Sobota, Ćwieląg, Morioka, Mila, a nawet człapiący Kaz. Z tego co tu mamy to nawet Guardiola nic lepszego by nie sklecił. To widać gołym okiem. Taki stary Trochim był lepszy od wszystkich grajków WKSu razem wziętych. A w ogóle Sandecja chciała wygrać, grała odważnie, a jej akcje były o wiele lepsze i groźniejsze niż Ślaska. Biorąc pod uwagę, że są ostatni w tabeli, można powiedzieć, że nasi nie mają czego szukać ekstraklasie. I nikt z nich niczego nie wykrzesze, bo 80 % to defensywni, bojaźliwi, bez odrobiny polotu zawodnicy. Pawłowski gdyby wszedł na boisko, byłoby więcej z niego pożytku niż z większości tych co po nim biegali.
gargamel(2018-03-03 21:24:32)
Bartłomiej jesteś optymista. Nawet bez dzielenia punktów gramy o utrzymanie. Na Wiśle punktów nie zrobimy. Z Płockiem jeszcze Śląsk nie wygrał. na pogoni możemy pomarzyć o punktach a ostatni mecz z Koroną remis będzie sukcesem. I co dalej - patrząc na rewolucje Tadzia co mecz inny skład cienko to widzę a najbardziej mnie wkurwia jak widzę go tak uśmiechniętego - no ale przecież kontrakt jeszcze 2 i 5 roku. Co on sie ma kurwa przejmować nawet tym jak spuści Śląsk do 1 ligi a jest to bardzo realne. Ale chyba coś czuje do SRNICA - ???????????????????
~Bartłomiej C.(2018-03-03 19:53:22)
No i gdzie są Ci wszyscy zwolennicy Pawłowskiego jako trenera??? Mówiłem, że na to samo wyjdzie co by Dutkiewicz obsadził to stanowisko kimś z magistratu.... DNO I 2 METRY MUŁU.... Tak wygląda gra Śląska. Śląsk ma szczęście, że punkty nie będą dzielone bo gdyby były to 99% 1 liga. CO ZA WSTYD, że takie miasto jak Wrocław nie ma porządnej drużyny z porządnym zarządem, sztabem szkoleniowym itp.
~zzz(2018-03-03 19:41:44)
Wiecie że dla Pawłowskiego był to 17. mecz z rzędu bez zwycięstwa w ekstraklapie? Pokażcie mi drugiego takiego kozaka :D
DODAJ KOMENTARZ
Czy wiesz, że wszystkie nowo dodane komentarze muszą zostać zaakceptowane przez redakcję.

Nie chcesz czekać? Zarejestruj się na forum kibiców Śląska Wrocław a następnie podczas dodawania komentarza podaj swój login i hasło.

Koniecznie przepisz tekst z obrazka!
Nick*:
Hasło:
Adres e-mail:
Treść komentarza*:
* - pola wymagane