Analiza taktyczna: Śląsk Wrocław - Polonia Bytom

20.08.2009 (01:30) | Andrzej Gomołysek | skomentuj (0)
Rzadko zdarza się w naszej lidze oglądać ładnie rozprowadzaną piłkę, precyzyjnie wędrującą między poszczególnymi zawodnikami, rozgrywaną płynnie, bez rwania i gry na oślep. W ostatni weekend widzieliśmy to chwilami na Oporowskiej. Niestety nie w wykonaniu gospodarzy. Bytomianie zaprezentowali się lepiej jeśli idzie o organizację gry, tym niemniej błędy przy stałych fragmentach oraz znacznie wyższe umiejętności indywidualne graczy z Wrocławia sprawiły, że to Śląsk cieszył się z kompletu punktów.


 

Śląsk zagrał tym razem nieco inaczej. Nie było to tradycyjne 4-5-1. Łukasiewicz grał na tyle głęboko, że ze spokojem można się pokusić o stwierdzenie, że wrocławianie przeszli na 4-1-4-1. Trudno jednoznacznie powiedzieć, dlaczego ten manewr zastosował Ryszard Tarasiewicz. Być może chodziło o dodatkowe wzmocnienie tyłu na tyle by zawęzić pole gry gościom w końcowej fazie rozgrywania przez nich akcji. Przyniosło to efekt, ale zrobiła się duża dziura między obroną a pomocą, dopiero po pewnym czasie połowicznie załatana zejściami Dudka i Ulatowskiego. Defensywa jako formacja radziła sobie bardzo dobrze, wyjątkami od reguły były błędy indywidualne, jeden z nich (Spahić odpuścił krycie Podstawka) przyniósł przyjezdnym bramkę. Po raz kolejny bardzo dobrze poczynali sobie Pawelec i Wołczek, nie zawiódł również wprowadzony w miejsce tego drugiego Socha, choć zaskoczył nieco małym zaangażowaniem w ofensywę.

Próby rozegrania piłki przez wrocławian nie napawały za to optymizmem. Nieliczne starania o rozegranie futbolówki na małej przestrzeni rozbijały się o ścisłe krycie kluczowych graczy, małą ruchliwość i brak niezbędnego w tego typu zagraniach automatyzmu. Efekt był taki, że po raz kolejny ewentualne powodzenie akcji ofensywnej zależało od tego czy J. Gancarczykowi albo Ulatowskiemu wyjdą dwa zwody pod rząd.

Słabsza dyspozycja Dudka i M. Gancarczyka sprawiły, że gra bez piłki po raz kolejny kulała a składnych akcji było jak na lekarstwo. Humor mógł poprawić grający wreszcie poprawne zawody Szewczuk, tym razem znacznie częściej cofający się do środkowej strefy (przynajmniej póki sił starczało) oraz zachowanie drużyny przy ofensywnych stałych fragmentach gry. Silne dośrodkowania młodszego z Gancarczyków dwukrotnie kreowały groźne sytuacje, jedną z nich wykorzystał najlepszy strzelec wrocławian w poprzednim sezonie.

Nadal jednak ściślejsze krycie i pressing są w stanie skutecznie zablokować grę Śląska. Podwajanie krycia na kreatywniejszych zawodnikach powoduje mniej lub bardziej udane szarpanie gry. Brakuje nadal czegoś, co można określić stylem gry. Defensywa jest wprawdzie szczelna jako całość i Ryszard Tarasiewicz może być z niej naprawdę zadowolony, ale składne akcje w ofensywie nadal można policzyć na palcach. Wprawdzie są tacy (ba, mienią się nawet mianem ekspertów), którzy twierdzą, że mocną stroną Śląska są skrzydła. Nadal nie zdążyli zauważyć, że w trzech kolejkach zaskoczyło całe jedno. Marek Gancarczyk zagrał jeden występ znakomity i dwa znacznie poniżej swojego poziomu, zaś jego brat najlepsze zagrania w tym sezonie zanotował dośrodkowując z Polonią Bytom z rzutów rożnych.

Póki co gra Śląska jest pełna paradoksów - obrona gra bardzo dobrze, a Śląsk traci gole po dziwnych błędach indywidualnych, zaś atak gra marnie, a bramki padają po indywidualnych przebłyskach poszczególnych zawodników. I jakby tego było mało - ogólny bilans takich poczynań wychodzi na plus.

KOMENTARZE
Nie skomentowano jeszcze tego newsa.
DODAJ KOMENTARZ
Czy wiesz, że wszystkie nowo dodane komentarze muszą zostać zaakceptowane przez redakcję.

Nie chcesz czekać? Zarejestruj się na forum kibiców Śląska Wrocław a następnie podczas dodawania komentarza podaj swój login i hasło.

Koniecznie przepisz tekst z obrazka!
Nick*:
Hasło:
Adres e-mail:
Treść komentarza*:
* - pola wymagane