Analiza taktyczna spotkania Śląsk- Lechia

16.03.2010 (23:26) | Andrzej Gomołysek | skomentuj (0)
Druga porażka gospodarzy z rzędu to na Oporowskiej zjawisko nader rzadkie, mogące świadczyć o tym, że kryzys w drużynie Śląska jest głębszy, niż by się mogło wydawać. Strefa spadkowa się przybliżyła, ale powodów do bicia na alarm raczej nie ma. Wrocławianie zagrali nieco lepiej niż zwykle. Nie można powiedzieć, że dobrze, ale nie można też powiedzieć, że odstawali w tym spotkaniu od ligowej średniej.


 

W pierwszych minutach wręcz znacząco ją przewyższali. Grę Śląska cechowało dużo dynamiki, walki o każdy metr boiska, próby pressingu i szybszego przerzucania piłki między formacjami. To naprawdę mogło się podobać. Inna sprawa, że impetu starczyło na dwadzieścia, w porywach trzydzieści minut. Najwięcej szumu Śląsk zawdzięcza grającemu tym razem węziej kwartetowi Ćwielong-Mila-Madej-Sotirović, który to stworzył samodzielnie trzy bramkowe sytuacje, z których udało się wykorzystać jedną. Ciekawym manewrem było wychodzenie Madeja (kolor żółty) w linię z Sotiroviciem (czerwony), bądź nawet granie bliżej bramki niż Serb.



Odciążało go to nieco przy rozegraniu, zaś na miejsce schodzącego bardziej do środka prawoskrzydłowego zajmował Wołczek (czerwona strzałka).



O ile zespół wrocławski zagrał wreszcie kompaktowej w ofensywie, tak tym dziura miedzy defensywą i ofensywą utrzymywała się nadal. Jako łącznik miał w tej roli wystąpić Dudek, ale zawiódł kompletnie, marne wrażenie przy rozegraniu zastępując poprawną postawą w destrukcji. Troche lepiej wyglądało to tym razem z podłączaniem się bocznych obrońców, Wołczek robił to tak często jak tylko się dało, śmielej zagrał też Pawelec. Niestety, im dłużej mecz trwał, tym bardziej po raz kolejny niestety Śląsk ograniczał się głównie (a po zejściu Mili już niemal tylko i wyłącznie) do ataku skrzydłami.

Gra taka jest tymczasem mało efektywna, przy założeniu, że rozgrywającego piłkę ze skrzydła nie ma już jak go obiec (bardzo częste w Śląsku), pole rozegrania ogranicza się do 180 stopni, w czasie, gdy gra przez środek otwiera pełne pole gry. Dodatkowo zablokowanie rozegrania na skrzydłach jest znacznie łatwiejsze i wymusza dryblowanie przy przewadze rywala lub, w lepszym wypadku, wycofanie piłki do tyłu.






Lechia wybrała inne rozwiązanie, jej napastnicy, czy to Lukjanows czy Dawidowski, grali niemal w linii z zawodnikami Śląska, próbując im się urwać do prostopadłych dograń.





Wielokrotnie operowali na granicy spalonego, nieraz ją przekraczając. Raz jednak sędzia tego nie wyłapał, co zaowocowało wyjściem Dawidowskiego na czystą pozycję i rzutem karnym.

Śląsk przejął w końcówce inicjatywę, ale podobnie jak przez kilkadziesiąt wcześniejszych minut nie miał pomysłu na sforsowanie defensywy, ponownie lansując wariant skrzydłowy lub stosując długie przerzuty w okolice pola karnego. Efekt był podobny do dwóch poprzednich meczów, bramki już nie padły. Mimo porażki pozycja Sląska w lidze jest nadal dość pewna. Tyle, że nadchodzą znacznie trudniejsze mecze. Do uciułania w nich punktów 25 minut dobrej gry nie wystarczy.

KOMENTARZE
Nie skomentowano jeszcze tego newsa.
DODAJ KOMENTARZ
Czy wiesz, że wszystkie nowo dodane komentarze muszą zostać zaakceptowane przez redakcję.

Nie chcesz czekać? Zarejestruj się na forum kibiców Śląska Wrocław a następnie podczas dodawania komentarza podaj swój login i hasło.

Koniecznie przepisz tekst z obrazka!
Nick*:
Hasło:
Adres e-mail:
Treść komentarza*:
* - pola wymagane