Krajobraz przed rewolucją. Analiza meczu Śląsk- Arka

18.05.2010 (21:18) | Andrzej Gomołysek | skomentuj (3)
Śląsk wygrał drugie spotkanie z rzędu i znalazł się na całkiem niezłym, dziewiątym miejscu. Wszystko wygląda tak samo nieźle, jak pod koniec ubiegłej rundy. Z trybun wydobyły się nieśmiałe okrzyki sławiące Ryszarda Tarasiewicza. Nawet i gra wyglądała podobnie do standardów, które Śląsk stanowił jeszcze w poprzedniej rundzie.


 

Tyle, że standardy to nie były dobre. W tym spotkaniu zaistniałą wyraźna próba zmiany ich na lepsze. Próba ta polegała na węższej grze w ataku. I tak wreszcie skrzydłowi grali po raz pierwszy wyraźnie w środku pola, zostawiając puste korytarze.



To mogłoby umożliwić wreszcie rozegranie akcji bez konieczności narażania się na stałe rozgrywanie piłki za pomocą indywidualnych szarpnięć. Niestety, są dwa problemy.

Pierwszy polega na tym, że do wypełniania korytarzy nie kwapili się za bardzo boczni obrońcy, co w sytuacji bardziej kompaktowej gry w środku powinno być ich oczywistym obowiązkiem.



Widać to również w sytuacji, kiedy akcja idzie jednym skrzydłem. Tu Ćwielong zszedł głęboko do środka, zaś w ogromną przestrzeń nie próbował już się wstrzelić skrajny defensor.



Efektem tego było to, że po raz kolejny zawodników do gry było stosunkowo niewielu. Przez to w drugiej połowie, Śląsk ponownie zaczął grać swoje szerokie skrzydła. Wcale nie z lepszym efektem.

Drugim problemem był sam sposób rozgrywania akcji. Otóż, zgodnie z zaleceniami szkoleniowca, piłka musi iść „do nogi”. Podania są zwykle zagrywane w ten sposób, że ich adresat aby piłkę przejąć, stoi tyłem do bramki. Futbolówkę otrzymuje w miejscu gdzie stoi. I czeka na nią ten czas, który podanie potrzebuje na dotarcie.



Ten czas wystarcza, żeby zawodnik nie dość, że opanowuje piłkę tyłem do bramki, to jeszcze zdąży poczuć na plecach zapach morskiej bryzy w postaci oddechu gdyńskiego rywala.



Oczywiście w takiej sytuacji można kombinować, ale zwykle kończy się tak, że rywal nie pozwala się obrócić, do pomocy doskakuje drugi, co prowadzi do straty.



Nie ułatwiało też gry to, że Śląsk miał w środku kilkunastometrową dziurę, którą umiarkowanie wypełniali zawodnicy.



Ponieważ żaden z graczy nie kwapił się, żeby zejść do rozegrania akcji, pozostało przesuwać się defensywą, albo podawać piłkę na dalsze odległości. Ten drugi wariant, stosowany często, powodował całkiem spore straty, a mimo to był całkiem często praktykowany. Co nie dziwi, Śląsk momentami dokonywał inscenizacji lądowania w Normandii. Desant liczył 5/11 sił wrocławian.



Z kryciem nadal było przeróżnie. Tutaj Sztylka i Pawelec nieomal stoją sobie na stopach, kurczowo trzymając linię spalonego (czerwona). Na próżno, lamie ją nieco wyżej Spahić (zielona), który sytuację zrozumiał, próbując się wycofać, ale nie zdążył. W podobnych okolicznościach padała bramka, tyle, że nieco zmieniła się obsada.



Przy stałych fragmentach gry nadal gracze nie wiedza, kto kogo kryje. W kółeczku mamy sytuacje dwóch atakujących na jednego piłkarza Śląska. Na pierwszym planie inny zawodnik sprawdza, czy wykonanie rzutu wolnego odbywa się zgodnie z procedurami. U góry zza linii wybiega kolejny piłkarz. Czy jest spalony? Może jest minimalny, może go nie ma. Czy jest sens próbować łapać na minimalnym spalonym? A może i tu ktoś zaspał z kryciem?



Wróćmy jednak na chwilę do rozegrania piłki. Śląsk ma zawodników, którzy potrafią zagrać kombinacyjnie. Mila nawet piłkę dograną tyłem do bramki potrafi płynnie rozprowadzić do przodu, pod warunkiem, że jest komu (żółte strzałki). W tym przypadku Spahić rusza do przodu (czerwona strzałka) i jest szansa na rozegranie szybkiej akcji.



Ale to udaje się rzadko. Podobna akcja, dwie możliwości rozegrania, tyle, że tym razem już Spahić po pozbyciu się piłki nie pobiegnie na czystą pozycję, więc hipotetyczne zagrania na wolne pole nie przyniosłyby efektu. Inna sprawa, że poza Milą, środkowi wykazują raczej tendencję do zwalniania gry, by po kilku kółeczkach oddać piłkę do innego zawodnika, któremu mogli podać kilka sekund wcześniej.



Nawet jeśli jest jakiś pomysł na grę- wykonawcy sami go sobie utrącają. I to nie są aspekty wymagające nie wiadomo czego. Powyższy schemat rozegrania jest chyba najbardziej trywialnym, podstawowym wariantem rozegrania akcji, a za jego przytaczanie przepraszam te osoby (także i zawodników), które czują się dotknięte tym, że pisze o takich banałach. Ale patrząc na grę Śląska- jest w niej pełno tego typu niedoróbek, a gracze w wielu miejscach spowalniają akcję, zamiast walczyć z rywalem, walczą często z samymi sobą. Umiejętności mają na tyle duże, że gdyby mieli za przeszkodę tylko graczy Arki, kibice z Oporowskiej nie musieliby do końca drżeć o wynik.

Śląsk ma w tym sezonie mniej punktów, ze składem przynajmniej tak samo silnym, przy na pewno nie silniejszych rywalach. Gołym okiem widać, że organizacja gry jest gorsza niż powiedzmy rok temu. Zamiast ewolucji była deewolucja, mimo, że czasu było mnóstwo. Nastał czas na rewolucję. W najbliższych dniach rada nadzorcza podejmie decyzję, kto będzie ojcem tej rewolucji.

KOMENTARZE
Jedrzej_IV(2010-05-19 20:19:38)
@jad
Kuriozum to by było jakieś 15 lat temu. Tyle, że od tego czasu w taktyce zmieniło się mnóstwo rzeczy. Tymczasem w Polsce skrzydłowy nadal to zawodnik, który dostanie piłkę przy linii, przebiegnie z nią kilkadziesiąt metrów i dośrodkuje. M. in. przez takie myślenie polski futbol jest tam, gdzie jest.
Pozdrawiam serdecznie
AG
jad(2010-05-19 16:09:24)
Chwalenie skrzydlowych za grę w środku boiska to kuriozum
~k7-3(2010-05-18 22:24:51)
Nie znam takiego słowa jak deewolucja. Może chodzi ci o regres..? Jeżeli mowa o taktyce to nie można nie wspomnieć o tym że goście szczególnie w pierwszej połowie walczyli o każdy centymetr boiska, i tylko brak umiejętności sprawił, że wygrywali zaledwie 1:0. To nie jest żaden zarzut do trenera, taka jest ta liga. Dlaczego zawodnicy wszystkich klubów nie grają przez cały sezon z taką determinacją? Czy 90 minut raz na tydzień to za dużo? Szczególnie że piłka to nie jest jakaś praca na boku a ich zawód. Dobrą zmianą było wycofanie Antka, bardzo nerwowego w pierwszej części, grającego w poprzek, bo też bardzo naciskanego przez zazwyczaj 2 rywali. Arka ustawiła w tym meczu zasieki, ale niestety grę Śląska można porównać do tegorocznej strategii całego klubu. Brak konkretów i determinacji.
Gdyby Śląsk przełamał się wcześniej byłoby z górki, zawodnicy czuliby się pewniej grając lepiej, a i rywale mieliby wiekszy respekt. Ale Śląsk nie chciał się przełamywać, a raczej wegetować gdzieś w środku tabeli. Mówiąc szczerze i brutalnie to chciałbym aby w przyszlości gra Śląska u siebie to była bardzo dynamiczna i ofensywna nawalanka bez respektu dla rywali. Ostatnie mecze to symptom przełamania, ale to za krótko, trzeba było wcześniej, droga do lepszej formy jest czasem długa, ale wreszcie się o nią ostatno starano. Z tym składem to i tak nieźle. Czy Sztylka albo Wołczek to byli wybijający się piłkarze w 3 lidze?
Raczej tylko solidni, więc nie ma sensu oczekiwać od nich cudów w ekstraklasie..
DODAJ KOMENTARZ
Czy wiesz, że wszystkie nowo dodane komentarze muszą zostać zaakceptowane przez redakcję.

Nie chcesz czekać? Zarejestruj się na forum kibiców Śląska Wrocław a następnie podczas dodawania komentarza podaj swój login i hasło.

Koniecznie przepisz tekst z obrazka!
Nick*:
Hasło:
Adres e-mail:
Treść komentarza*:
* - pola wymagane