Pierwsze śliwki za płoty. Analiza taktyczna meczu Śląsk- Jagiellonia

10.08.2010 (19:23) | Andrzej Gomołysek | skomentuj (5)
Nowy sezon to nowe nadzieje. Obie ekipy mierzą w tych rozgrywkach wysoko, Śląsk jest znacznie mocniejszy niż w ubiegłym sezonie, zaś kolektyw Jagiellonii wydaje się być jeszcze bardziej ustabilizowany (dobre mecze z Arisem), w dodatku gracze z Białegostoku są tym razem pozbawieni dziesięciopunktowego balastu. Włodarze obu zespołów widzą je w pierwszej piątce, więc remis, który padł w niedziele przy Oporowskiej nikogo nie satysfakcjonuje.


 

Śląsk zgodnie z przewidywaniami rozpoczął w nowym ustawieniu. O ile samo 4-4-2 nie dziwiło, zaskoczyć mogło jak wąsko operują obaj skrzydłowi. Grający do tej pory nieomal na linii autowej Ćwielong raz po raz było instruowany przez Ryszarda Tarasiewicza, by grać bliżej środka. Nieco szerzej grał Sobota, ale nadal był to duży zwrot w porównaniu z poprzednim sezonem (niebieskie linie). Ta idea była słuszna, ale Śląsk zawiódł przy rozegraniu w innych aspektach. Widać było, że Mila (czerwone kółko) kiepsko się czuje, kiedy musi dzielić swoją grę w mniej więcej równych proporcjach na ofensywę i defensywę. Wiadome, że sam Kaźmierczak do asekuracji to za mało, ale pojawia się pytanie czy nie więcej pożytku by było, gdyby jedna zrezygnować z jednego z napastników na rzecz odciążenia Mili z działań defensywnych.



Dodatkowo dość niemrawo pod akcję podłączali się boczni obrońcy, więc po raz kolejny wariantów rozegrania było nie za wiele. Liczba ta niestety malała z biegiem meczu, Śląsk zamiast próbować rozgrywać piłkę, grał długie piłki na napastników. To się nie mogło udać, nie dość, że nim to podanie przeleci kilkanaście/ kilkadziesiąt metrów i rywale się zdążą spokojnie ustawić, to jeszcze jego przyjęcie nie należy do najłatwiejszych, odbywa się prawie zawsze tyłem do bramki, z rywalem na plecach. Szanse na ugranie czegoś w takiej sytuacji są niewielkie. Kluczem jest to, żeby nie trzymać zbyt wielkich odległości, tak, aby napastnicy nie znajdowali się za daleko od rozegrania, jak tu:



czy tu:



Pozornie wydaje się, że możliwości rozegrania jest sporo, ale w takiej sytuacji i rozgrywający musi przyjąć piłke tyłem, mając na plecach rywala, obrócić się, odegrać do partnera, który wcale nie znajduje się blisko, po czym ów musi dokonać tej samej sztuki, co podający. Nie jest to najprostsze do wykonania.



Analogicznie wygląda to przy piłkach z pominięciem środka, opanowanie długiej piłki i stworzenie z niej zagrożenia, przyjmując ją tyłem do bramki w pobliżu rywala jest wyczynem niezwykle trudnym. Unikać tego można grając piłki na dobieg, ale do tego jest konieczne wymuszanie podania ruchem, a nie czekanie na nie w dużej odległości. Tak to tymczasem wyglądało u obu drużyn.



Ponownie schematów rozegrania brakowało, najciekawsze akcje Śląska miały miejsce po indywidualnych szarżach Diaza i Soboty. Były widowiskowe, ale efektu nie przyniosły debiuty obu tych zawodników, choć pewnie będą przesłonięte próbami dynamicznych rajdów, naznaczone były mnóstwem strat (zwłaszcza Sobota). Nie fair byłoby jednak oceniać nowy system Śląska już po pierwszym meczu. Na razie gra wrocławian nie porwała, ale poczekajmy.

Na plus na pewno wypadło zachowanie przy stałych fragmentach gry. Krycie było tym razem poprawne i udało się uniknąć prostych pomyłek przy pilnowaniu przeciwnika. Wiązało się to z tym, że wrocławianie przestali na siłę łapać rywala na spalonym, a skupili się na kryciu.



Tym razem to białostoczanie mieli problemy z upilnowaniem przeciwnika przy SFG. Obok wykorzystania błędów w kryciu (jak choćby tu, sytuacja Gancarczyka)



wrocławianie do bólu forsowali schemat z wrzutką z autu Celebana na Fojuta. Z każdym kolejnym razem było to coraz groźniejsze, w końcu dało początek jednej z lepszych szans wrocławian na strzelenie gola w drugiej części.



Ten pierwszy mecz pokazał, że skład wrocławian jest bardzo silny, pytanie tylko, czy uda się z niego skonstruować równie silny kolektyw. Bo pod względem organizacji gry lepiej prezentowali się przyjezdni. Widać było większy automatyzm w poczynaniach, były momenty, że piłka wędrowała szybko i dokładnie. Tyle, że czwórką w pomocy, ciężko było opanować środek pola, przez co i Jagiellonia wielokrotnie grała z pominięciem środka. Ustawienie dwóch kwartetów w pomocy obrazowało, jak wiele w takiej sytuacji pozostaje miejsca w środku. Jeden dodatkowy zawodnik w tej strefie mógł w tej sytuacji przesądzić o kontroli centrum pola gry, tyle, że żaden z trenerów nie zdecydował się na takie zmiany. Stąd też znaczna część drugiej połowy stała pod znakiem mało efektownego szarpania gry. Jeśli rzeczywiście obie drużyny myślą o zakończeniu rozgrywek w piątce, takich zachowań powinny unikać.

KOMENTARZE
~Ten(2010-08-12 13:04:22)
Jezeli chodzi o Waldka Sobotę to on zawsze będzie mial wiecej strat,bo często gra jeden na jeden.Taki zawodnik jest bardzo potrzebny bo niewielu potrafi to robić.Nie jest sztuką otrzymać piłke ioddac ją najblizszemu partnerowi.Sztuka jest ograc przeciwnika i stworzyć przewagę.
~krzych(2010-08-11 17:16:08)
Bez play-maker'a (czytaj:Sebastiana Dudka w dobrej formie) będzie ciężko osiągnąć dobry wynik, choć dokonane wzmocnienia wydają się być poważne.
~Damiano Konani(2010-08-11 12:31:39)
Moim zdaniem Sebastiam Mila niepotrzebnie sie cofal do defenseywy przez co malo rozgrywal, natomiast Kazmierczak ktory mial byc czyscicielem za bardzo napieral do przodu. Boczni obroncy powinni grac wyzej (blisko polowy) tak jak to robili defensorzy Jagi a wtedy mogliby spokojnie rozgrywac pilke z pomocnikami (lub zamienic sie z nimi pozycja) i snajperami a tym samym latwiej lapac na spalone Bialostoczan. Ogolnie ustawienie na plus, nie podobala mi sie tylko gra Cwielonga. Wydaje mi sie ze potrzebny jest nam typowy lewonozny pomocnik np. Radzewicz z Poloni Bytom ktory robilby zamieszanie na skrzydle. Natomiast co do nowych: Sobota udany debiut (z tym strzalem mial racje - jego akcja jego strzal) a Diaz widac ze potrzebuje podan.
~elwood(2010-08-11 06:53:53)
Genialna analiza. Przydalaby sie jeszcze analiza organizacji obrony przy przejeciach oraz ustawienia alternatywne przy wyprowadzaniu pily.
~Franek(2010-08-10 22:42:17)
Co prawda oglądałem tylko kawałek meczu, ale odniosłem wrażenie, że zawodnicy Śląska czasami byli zbyt daleko od siebie odsunięci, przez co musieli się ratować indywidualnymi akcjami.
DODAJ KOMENTARZ
Czy wiesz, że wszystkie nowo dodane komentarze muszą zostać zaakceptowane przez redakcję.

Nie chcesz czekać? Zarejestruj się na forum kibiców Śląska Wrocław a następnie podczas dodawania komentarza podaj swój login i hasło.

Koniecznie przepisz tekst z obrazka!
Nick*:
Hasło:
Adres e-mail:
Treść komentarza*:
* - pola wymagane