Szybcy i skuteczni: analiza taktyczna meczu Śląsk- Legia

23.08.2010 (23:16) | Andrzej Gomołysek | skomentuj (2)
W piątek naprzeciwko siebie stanęły dwie silne jak na polskie warunki drużyny. Legii udało się ostudzić jakże szybko rozbudzone nadzieje kibiców Śląska i wywieźć z Oporowskiej komplet punktów. Remis jednak byłby sprawiedliwszym wynikiem, a o sukcesie gości zadecydowało lepsze wykorzystanie błędów rywala.


 

Nie znaczy to jednak, że sukces Legii był w tym spotkaniu przypadkowy. Maciej Skorża ustawił zespół poprawnie, unikając błędów Cracovii z zeszłego tygodnia. Robiący dużo szumu na skrzydle Sobota był notorycznie podwajany i notował sporo strat. Wprawdzie Ryszard Tarasiewicz miał dobry pomysł z nakazaniem pomocnikowi przemieszczania się z piłką do środka, tym niemniej był on pilnowany przez dwóch rywali już w momencie, gdy otrzymywał piłkę przy linii bocznej, co znacznie utrudniało mu pole manewru. Mimo wszystko bardzo często w dalszym ciągu oczekiwał futbolówki właśnie przy aucie, co nie miało dobrego przełożenia na konstruowane przez Śląsk akcje.

Sytuację ratował w wielu miejscach Sotirović, pracowicie przemieszczający się po połowie Legii, dobrze funkcjonując jako łącznik między atakiem a pomocą. I jemu często brakowało jednak wsparcia. Po raz kolejny Śląsk położył zbyt duży nacisk na grę bokami, zapominając nieco o środku. Gdy jeden z centralnych pomocników starał się pójść za akcją, drugi trzymał się w bezpiecznej odległości, asekurując tyły. Sytuacja ta dziwiła o tyle, że rzadko włączali się do ataku boczni obrońcy, więc tyły zdawały się by wystarczająco zabezpieczone.

W ten sposób dochodziło do sytuacji, że Mila lub Kaźmierczak, w sytuacji gdy piłka trafiała na skrzydło, byli jedynymi zawodnikami w środkowej strefie, nic więc dziwnego, że podwojenie czy potrojenie na nich krycia nie było czymś specjalnie trudnym. Szkoda wydaje się być również błyskotliwości Mili na harówkę w środku pola. Często ofensywny co do zasady pomocnik operował za defensywnie z natury usposobionym Kaźmierczakiem. Wywiązywał się wprawdzie ze swoich zadań poprawnie, ale w tym ustawieniu Milowy traci sporo ze swojego potencjału. Jakkolwiek jego rolę próbowali przejmować skrzydłowi i Sotirović, niekoniecznie zdawało to w tym spotkaniu egzamin.

Wprawdzie Śląsk miał przewagę w strzałach, tyle, że w większości były to niegroźne uderzenia sporo zza pola karnego, niestwarzające zagrożenia dla bramkarza. Kombinacji, których z Cracovią wyszło kilkanaście, tym razem udało się zagrać w śladowych ilościach. Choć, oczywiście, trzeba mieć na względzie, że wygląda to teraz znacznie lepiej, niż w poprzednim sezonie. Można się jednak obawiać czegoś innego, plan Śląska nadal nie jest specjalnie wyszukany, sporo błędów z poprzedniego sezonu się powtarza. Są lepsi wykonawcy, vide świetnie czyszczący pole Kaźmierczak czy dynamiczny i świetny technicznie Sobota. Na wykorzystanie błędów słabszego rywala (Cracovia) spokojnie to wystarcza, na drużynę, która tych błędów popełniła mniej (Legia), już nie. Istnieje też obawa, że jeśli nie będzie rozwoju w organizacji gry (choćby więcej operowania piłką w środkowej strefie boiska), schemat rozegrania zostanie bardzo szybko rozpracowany i mimo dającej się obecnie zaobserwować poprawy, przyniesie ona skutek krótkotrwały. A że rozwijanie 4-5-1 nie było wcale złym pomysłem, niech świadczą ostatnie minuty, kiedy tak Śląsk próbował grać. Wydaje się, że teraz ma do tego idealnych zawodników.

Legia zaś wygrała ten mecz spokojem. Długo holując piłkę, nie szukając na siłę przedarcia się pod bramkę, czekając raczej z futbolówką na stosowną okazję. Śląsk próbował gry odwrotnej, opartej na szybkich atakach, mających na celu jak najszybsze przedarcie się pod bramkę rywala, nawet za cenę strat. Widzieliśmy dwie rożne filozofie futbolu. Trener Śląska chciał dynamiki, szybkiego rozegrania i porywającej, cieszącej oko gry. Legii, by jego piłkarze jak najdłużej utrzymywali się przy piłce i atakowali tylko wtedy, kiedy to możliwe. A przy porównywalnych umiejętnościach piękno rzadko wygrywa z wyrachowaniem. Tak jak w piątek.

KOMENTARZE
sportfan(2010-08-24 10:43:48)
Polecam ciekawy artykuł: www.sportfans.pl/index.php?c=konto&a=komentarzCaly&kid=47
Po zalogowaniu sami możecie dodawać artykuły!
~lch(2010-08-24 09:16:09)
Na pewno warszawski zespół był do ogrania w tym meczu, ale niestety jakość ataków Śląska była mizerna. Brak pressingu, zawodnicy czasem zbyt głęboko cofnięci. Nie było żadnego stałego, trwającego dłuższą chwilę naporu na defensywę warszawską, a trochę chaotyczne, na hurra akcje łatwo zastopować. To nie jest słaby atak pozycyjny tylko jego brak, dość rwana gra, znowu nie mozemy opanować środka i to się zaczęło już dość dawno temu. Od początku tego roku Śląsk na własnym boisku rozegrał 8 meczów a strzelił tylko 5 goli. Myślę że dlatego bo nie potrafimy zdominować kolejnych przeciwników, a to w dużej mierze wynika z gry w środku. Prawa strona też nie dawała stałego zagrożenia. Ćwielonga widziałem tylko w tej udanej akcji, w której Diaz był przed pustą bramką, dwa dośrodkowania przeszły nad głowami i tylko tyle z jego strony. On się lepiej sprawdza w grze zespołowej niż indywidualnej, a skoro Śląsk ma z tym problemy w ofensywie to proponowałbym raczej kogoś innego na tej stronie.
DODAJ KOMENTARZ
Czy wiesz, że wszystkie nowo dodane komentarze muszą zostać zaakceptowane przez redakcję.

Nie chcesz czekać? Zarejestruj się na forum kibiców Śląska Wrocław a następnie podczas dodawania komentarza podaj swój login i hasło.

Koniecznie przepisz tekst z obrazka!
Nick*:
Hasło:
Adres e-mail:
Treść komentarza*:
* - pola wymagane