PNK: Miesiąc na poprawki. Śląsk wraca po przełamanie
fot.: Rafał Sawicki
Po niemal miesiącu ligowej przerwy piłkarki Śląska Wrocław wracają do gry. Początek sezonu przyniósł więcej rozczarowań niż powodów do zadowolenia, dlatego niedzielne spotkanie z Lechem Poznań UAM będzie nie tylko kolejną walką o punkty, ale przede wszystkim szansą na pierwsze zwycięstwo i pokazanie, że długi czas bez ligi został dobrze wykorzystany.
Pięć meczów i wciąż bez zwycięstwa
Dwa punkty po pięciu kolejkach zdecydowanie nie są dorobkiem, jakiego przy Oporowskiej oczekiwano po rozpoczęciu nowego sezonu. Tym bardziej że w kilku spotkaniach Śląsk miał momenty, w których wydawało się, że jest w stanie ugrać znacznie więcej.
Pierwszy ligowy sprawdzian przypadł na wyjazd do Krakowa. Wrocławianki długo prowadziły z Uniwersytetem Jagiellońskim wyrównane spotkanie, a po bezbramkowej pierwszej połowie nawet odważniej ruszyły do przodu. Brakowało jednak dokładności przy ostatnim podaniu, a rywalki wykorzystały swoje okazje znacznie lepiej. Najpierw skutecznie zakończyły kontratak, później wykorzystały rzut karny i dopiero samobójcze trafienie Julii Bińkowskiej w 88. minucie pozwoliło Śląskowi zmniejszyć rozmiary porażki na 1:2.
❌ Inauguracja nie po naszej myśli. Piłkarki Śląska Wrocław przegrały na wyjeździe z UJ Kraków 1:2. Wojskowe walczyły do końca, ale tym razem punkty zostały w Krakowie. Głowy do góry! 💚🤍❤️ pic.twitter.com/XGadGL0lwb
— Śląsknet (@Slasknet) 3 sierpnia 2026
Tydzień później przy Oporowskiej obraz gry był już bardziej obiecujący. Przeciwko SMS-owi Łódź Śląsk miał nawet piłkę w bramce na początku spotkania, lecz Patrycja Ziemba znajdowała się na spalonym. Z czasem gospodynie przejmowały inicjatywę, ale znów nie potrafiły udokumentować tego golem. Po zmianie stron Łodzianki błyskawicznie wykorzystały swoją okazję i od 48. minuty prowadziły 1:0. Wrocławianki ruszyły w pogoń, po rzucie rożnym piłka odbiła się nawet od słupka i poprzeczki, a punkt uratowała dopiero Aleksandra Dudziak w 88. minucie.
💚 Punkt wyszarpany do samego końca!
— Śląsknet (@Slasknet) 8 sierpnia 2026
Piłkarki Śląska Wrocław zremisowały na Oporowskiej z SMS-em Łódź 1:1. ⚽ WKS długo gonił wynik, a Aleksandra Dudziak w 88. minucie uratowała remis! 🔥
Brawo za walkę do końca! 👏💚 pic.twitter.com/myVzF67YPV
Podobny scenariusz oglądaliśmy w starciu z AP Orlenem Gdańsk. Śląsk potrafił dłużej przebywać na połowie przeciwniczek, ale ponownie konkretniejsze były rywalki. Gol w 32. minucie i kolejne trafienie tuż po wznowieniu gry sprawiły, że gospodynie musiały odrabiać już dwubramkową stratę. Udało się odpowiedzieć dopiero w 87. minucie, gdy po dośrodkowaniu Martyny Buś głową trafiła Patrycja Ziemba. Na drugi gol zabrakło czasu.
⚽ Znów bramka w końcówce, ale tym razem bez happy endu. Śląsk przegrywa przy Oporowskiej 1:2 i zostaje bez punktów w tym spotkaniu. 😔 pic.twitter.com/8P5sp1z447
— Śląsknet (@Slasknet) 16 sierpnia 2026
W tych spotkaniach zaczynał być widoczny powtarzający się problem. Śląsk potrafił reagować, gdy sytuacja stawała się trudna, ale robił to zdecydowanie za późno.
Dominacja w Szczecinie, coraz większy niepokój w meczu z Rekordem
Najtrudniejszy moment sierpnia przyszedł w Szczecinie. Co ciekawe, także tam pierwsza naprawdę groźna sytuacja należała do Śląska. Joanna Wróblewska zdobyła gola bezpośrednio z rzutu rożnego, jednak sędzia dopatrzyła się przewinienia na bramkarce i trafienia nie uznała. Kilka minut później prowadziła już Pogoń.
Potem różnica między zespołami stawała się coraz bardziej widoczna. Jeszcze przed przerwą gospodynie dołożyły dwa gole, po niej następne dwa i ostatecznie wygrały 5:0. Była to bolesna lekcja dla przebudowanego zespołu Emilii Zdunek, szczególnie pod względem koncentracji w defensywie i reagowania na momenty, w których rywal przejmuje kontrolę nad spotkaniem.
Bolesne popołudnie w Szczecinie. 😔
— Śląsknet (@Slasknet) 22 sierpnia 2026
Śląsk przegrywa z Pogonią aż 0:5. Po czterech kolejkach Wrocławianki mają na koncie tylko jeden punkt.
Trzeba szybko wyciągnąć wnioski i szukać przełamania. 🟢⚪🔴 pic.twitter.com/0D5wZyFGLr
Przed mundialową przerwą pozostała jeszcze jedna okazja na przełamanie, domowy mecz z Rekordem Bielsko-Biała. Tym razem początek naprawdę mógł się podobać. Śląsk był aktywny, dochodził do sytuacji, a tuż przed przerwą jego położenie stało się jeszcze lepsze, bo drugą żółtą kartkę obejrzała Aleksandra Posiewka.
WKS miał zatem całą drugą połowę rozegrać z przewagą jednej zawodniczki. Zamiast szybkiego wykorzystania dogodnej sytuacji przyszło jednak kolejne ostrzeżenie. W 47. minucie błąd w defensywie otworzył Julii Sikorze drogę do bramki i grający w dziesiątkę Rekord objął prowadzenie.
Śląsk długo nie potrafił znaleźć sposobu na głęboko ustawione przeciwniczki. Dopiero w 76. minucie Joanna Wróblewska popisała się kapitalnym uderzeniem sprzed pola karnego i doprowadziła do remisu. Wyniku nie udało się już odwrócić.
Podział punktów przy Oporowskiej ⚽
— Śląsknet (@Slasknet) 30 sierpnia 2026
Śląsk całą drugą połowę grał w przewadze, ale mimo tego stracił gola, a chwilę później Rekord był blisko podwyższenia prowadzenia. Na szczęście kapitalnym uderzeniem w okienko odpowiedziała Wróblewska! 🚀🎯
Śląsk Wrocław 1:1 Rekord… pic.twitter.com/yuI53B2xYo
Późne gole to nie przypadek
Pięć pierwszych spotkań zostawiło kilka bardzo czytelnych wniosków. Śląsk zdobył dotychczas cztery bramki i każda z nich padła po 75. minucie. Trzy w 87. lub 88. minucie. Wrocławianki ani razu nie trafiły przed przerwą i w żadnym z pięciu spotkań nie znalazły się na prowadzeniu.
Z jednej strony pokazuje to, że zespół potrafi walczyć do końca. Remis z SMS-em został uratowany w ostatnich minutach, przeciwko AP Orlenowi późny gol dał jeszcze nadzieję, a z Rekordem piękne uderzenie Wróblewskiej uchroniło WKS przed kolejną porażką.
Z drugiej strony trudno przez cały sezon opierać zdobywanie punktów na pogoni za wynikiem. Śląsk potrzebuje znacznie więcej konkretów wcześniej, zarówno przy wykańczaniu własnych akcji, jak i przy unikaniu prostych strat, po których przeciwniczki dostają okazję do zadania pierwszego ciosu.
Szczególnie niepokojące były początki drugich połów domowych spotkań. SMS zdobył bramkę w 48. minucie, AP Orlen w 47., a Rekord również w 47. Trzy mecze przy Oporowskiej i trzy bardzo podobne ostrzeżenia tuż po wyjściu z szatni.
Długa przerwa przyszła więc dla zespołu Emilii Zdunek w dobrym momencie. Wrocławianki dostały kilka tygodni bez ligowej presji, aby spokojniej pracować nad automatyzmami i lepiej zgrać drużynę, która latem przeszła sporo zmian.
Mundialowa przerwa z wrocławskimi akcentami
Nietypowo długa pauza w Ekstralidze była związana z odbywającymi się w Polsce mistrzostwami świata kobiet do lat 20. Turniej rozpoczął się 5 września i potrwa do 27 września, a jego mecze rozgrywane są w Katowicach, Bielsku-Białej, Łodzi i Sosnowcu.
W reprezentacji Polski nie zabrakło zawodniczek dobrze znanych kibicom Śląska. W 21-osobowej kadrze znalazły się między innymi dwie piłkarki, które jeszcze niedawno występowały przy Oporowskiej, Kinga Wyrwas oraz Hanna Wieczerzak. Pierwsza z nich latem przeniosła się ze Śląska do włoskiego Sassuolo, druga po 29 występach w pierwszym zespole WKS-u trafiła do Realu Madryt.
Obie dostały również swoje minuty podczas mundialu. Szczególnie dobrze będą wspominać grupowe spotkanie z Beninem. Wieczerzak rozpoczęła je w bramce, natomiast Wyrwas znalazła się w wyjściowym składzie i zdobyła gola na 2:0 po bardzo dobrej zespołowej akcji. Polska wygrała 4:1 i zakończyła fazę grupową z kompletem trzech zwycięstw. Później jej przygoda z turniejem zakończyła się w 1/8 finału po porażce 0:1 z Kolumbią.
W mundialowej kadrze była również obecna bramkarka Śląska Zuzanna Błaszczyk. Wrocławski klub miał więc podczas turnieju zarówno aktualną reprezentantkę, jak i dwie byłe zawodniczki, które w ostatnich miesiącach wykonały duże kroki w swoich karierach.
Lech też potrzebuje przełamania
Ligowy powrót Śląska zapowiada się tym ciekawiej, że po drugiej stronie znajdzie się zespół mający własne problemy. Lech Poznań UAM rozpoczął rozgrywki od zwycięstwa 2:0 nad Ślęzą Wrocław, ale później przegrał trzy kolejne spotkania, 0:5 z GKS-em Katowice, 3:4 z Legią Ladies oraz 0:3 z Górnikiem Łęczna. Po czterech rozegranych meczach Lech ma zatem trzy punkty i bilans bramek 5:13. Śląsk rozegrał spotkanie więcej i zgromadził dwa punkty.
Poznanianki także wykorzystały mundialową przerwę na pracę i sparingi. W ostatnim z nich pokonały 5:2 chłopięcy zespół MKS Przemysław Poznań, a hat-trickiem popisała się Marcelina Buś. Dla kibiców Śląska to nazwisko nie wymaga przedstawienia. Napastniczka przez sześć lat była związana z wrocławskim klubem, a po zakończeniu poprzedniego sezonu przeniosła się do Lecha. Ostatnio wracała do pełnej dyspozycji po problemach zdrowotnych, więc jej pojawienie się przy Oporowskiej będzie dodatkowym smaczkiem niedzielnego spotkania.
To jednak przede wszystkim mecz dwóch zespołów, którym punkty są bardzo potrzebne. Śląsk wciąż czeka na pierwszą wygraną, Lech nie punktował od inauguracyjnej kolejki. Po niemal miesiącu bez ligowego grania trudno również zakładać, że oba zespoły wrócą dokładnie takie same, jakie były pod koniec sierpnia.
Dla Wrocławianek najważniejsze będzie, aby tym razem nie czekać z reakcją do ostatniego kwadransa. Pierwsze pięć kolejek pokazało, że drużynie nie można odmówić walki, ale sama walka do końca nie wystarczy. Potrzebne są skuteczność, koncentracja od pierwszej do ostatniej minuty i wreszcie moment, w którym to rywalki będą zmuszone gonić Śląsk.
Śląsk Wrocław zmierzy się z Lechem Poznań UAM w niedzielę 27 września o godzinie 12:00 przy Oporowskiej.
