Simundza: Samiec-Talar znajdzie się w kadrze meczowej
fot.: Paweł Kot
Przed meczem z Lechem Poznań na konferencji prasowej Ante Simundza odpowiedział na pytania dziennikarzy dotyczące przygotowania jego zespołu do starcia w ramach 10. kolejki Ekstraklasy.
Czy czuje pan, że po długiej przerwie reprezentacyjnej dla Śląska zaczyna się teraz druga runda?
Dobrze przepracowaliśmy ten okres, powtórzyliśmy nasze zasady i założenia. Pomimo niekorzystnego wyniku ze Slovanem Liberec uważam, że jako zespół dobrze wyglądaliśmy w defensywie. Musimy jednak unikać błędów indywidualnych.
Czy ten czas został wykorzystany inaczej niż typowy cykl treningowy przed meczem?
Tak, popracowaliśmy mocniej pod kątem fizycznym i podkręciliśmy intensywność. Pierwsze dziewięć kolejek Ekstraklasy pokazało, że kiedy wchodzimy na odpowiedni poziom intensywności, wyglądamy bardzo dobrze - lepiej od naszych rywali.
Przed przerwą zanotowaliście serię trzech porażek z rzędu. Czy położyliście większy nacisk na trening mentalny, patrząc zwłaszcza na okoliczności dwóch ostatnich przegranych?
Tak, sporo pracowaliśmy nad sferą mentalną. Chcieliśmy, aby zawodnicy mocniej uwierzyli w swoje umiejętności i mieli świadomość własnej jakości.
Czy Piotr Samiec-Talar jest gotowy na spotkanie z Lechem?
Najchętniej wystawiłbym go już w sparingu ze Slovanem Liberec, ale sztab medyczny nie dał wtedy zielonego światła. W tym tygodniu zarówno on, jak i Karol Borys trenowali z drużyną. Piotr znajdzie się w kadrze meczowej i zobaczymy, czy pojawi się na murawie.
A czy Karol Borys osiągnął już optymalną dyspozycję?
Jeszcze nie. Zagra w ten weekend w drugim zespole, ponieważ potrzebuje minut, których mu brakuje. Kiedy dojdzie do optymalnej formy, wróci do pierwszej drużyny.
Rehabilitacja Samca-Talara przebiegała zgodnie z planem?
Trening indywidualny różni się od zajęć z całym zespołem. Samiec-Talar wypełniał wszystkie nasze zalecenia, bardzo ciężko pracuje i zobaczymy, w jakim wymiarze czasowym pomoże nam przeciwko Lechowi.
Christodoulou dołączył do kontuzjowanego od początku sezonu Mokrzyckiego. Czy ktoś jeszcze zmaga się z urazem?
Nie, pozostali zawodnicy są w pełni sił i gotowi do gry.
Uraz Christodoulou mocno ogranicza panu pole manewru?
Mamy swoje rozwiązania na tę okoliczność. Szczerze mówiąc, pierwszy raz w karierze spotykam się z uszkodzeniem akurat tego mięśnia, ale w futbolu wszystko jest możliwe. Dobrze zaczął przygodę ze Śląskiem, później stracił miejsce w wyjściowej jedenastce, jednak podczas przerwy reprezentacyjnej trenował znakomicie i był bardzo blisko powrotu do składu.
Czy w okresie między tą a listopadową przerwą na kadrę wyznaczył pan jakiś cel?
Chcemy wygrywać i gromadzić jak najwięcej punktów. Moim zdaniem obecny dorobek nie odzwierciedla naszej postawy na boisku. W trzech spotkaniach traciliśmy decydujące gole w samych końcówkach, co boli podwójnie, bo przy tak ciężkiej pracy zebraliśmy zbyt małą nagrodę.
Udało się wyeliminować problem słabszych pierwszych połów, które w wykonaniu Śląska często wyglądały gorzej niż drugie części meczów?
Od pierwszego gwizdka musimy wejść na najwyższy poziom - zarówno pod względem mentalnym, jak i fizycznym.
To dobrze, że mistrz Polski przyjeżdża do Wrocławia od razu po przerwie, czy wolałby pan mierzyć się z nim, będąc w rytmie meczowym?
Koncentruję się wyłącznie na nas - na tym, jak możemy stawać się lepsi i w jaki sposób się rozwijać.
W przeszłości udało się panu ograć Lecha. Czy miał pan wtedy sposób na Nielsa Frederiksena i można to powtórzyć, czy upłynęło zbyt wiele czasu?
Minęło już sporo czasu, a w obu zespołach doszło do sporych roszad personalnych. To będzie zupełnie inne spotkanie.
Ostatnie mecze pokazały, że Nielsa Frederiksena da się ograć.
Nigdy nie podchodzę do spotkań przez pryzmat rywalizacji z trenerem przeciwnika. Skupiam się na rozwoju własnej drużyny. Moja ekipa ma pokonać zespół rywala na boisku, a nie ja trenera.
Czy do Wrocławia przyjeżdża najsilniejszy zespół w Polsce?
Na papierze tak.
