Linetty szybko zyskał zaufanie w drużynie. To on zastępował Samca-Talara w roli kapitana Śląska
fot.: Hubert Łukaszewski
Karol Linetty nie potrzebował wiele czasu, by wywalczyć sobie mocną pozycję w Śląsku. Doświadczony pomocnik szybko stał się ważną postacią zespołu, a pod nieobecność Piotra Samca-Talara przypadła mu również kapitańska opaska. W dwóch ostatnich meczach to właśnie on wyprowadzał Wrocławian jako kapitan. To gest dużego zaufania, ale również odpowiedzialności. - Z każdym meczem będzie tylko lepiej - mówi Ante Simundza w kontekście 31-latka.
Gdy w sierpniu w meczu z Cracovią kontuzji zerwania więzadeł krzyżowych doznał Michał Mokrzycki, rozpoczęły się poszukiwania kogoś, kto mógłby zapewnić Wrocławianom jakość w środku pola. Sam Ante Simundza mówił, że w intensywnej Ekstraklasie zespół potrzebuje wzmocnienia właśnie na pozycję środkowego pomocnika. Po różnych poszukiwaniach Śląsk postawił na mocne nazwisko, które sprawiło, że o wrocławski klub był na językach wielu dziennikarzy oraz kibiców. Wybór padł na Karola Linettego, który był mocno znaczący. Dla 31-latka był to powrót do Polski po 10 latach spędzonych we Włoszech, gdzie rozegrał 255 spotkań w Serie A. Na koncie miał również 47 występów z orzełkiem na piersi. Tym samym Wojskowi dostali zawodnika z bardzo dużym doświadczeniem, jakiego w klubie dawno nie było.
- Takie są założenia, aby zapewnić drużynie harmonię między defensywą a ofensywą. Nigdy nie generowałem liczb, które budzą zachwyt, ale zawsze pomagałem swoim zespołom
- mówił pomocnik podczas oficjalnej prezentacji.
Na pierwszy występ Linettego w nowych barwach nie trzeba było długo czekać. Zaledwie cztery dni po podpisaniu kontraktu 31-latek znalazł się w wyjściowym składzie na mecz z Pogonią Szczecin w Pucharze Polski. Śląsk wygrał 2:1, a nowy nabytek zespołu zaliczył udany debiut, wyraźna była też jego współpraca z Piotrem Samcem-Talarem. Podobnie było kilka dni później przeciwko Jagiellonii Białystok. Linetty pojawił się na murawie po przerwie, mógł też zakończyć mecz asystą, ale do po jego dośrodkowaniu do siatki nie zdołał trafić Ieltsin Camoes. Wojskowi przegrali 1:2. Sam wynik był dla Wrocławian niekorzystny, ale jeszcze większym problemem okazała się kontuzja Piotra Samca-Talara. Kapitan zespołu złamał nadgarstek i było pewne, że zabraknie go co najmniej w dwóch kolejnych spotkaniach (teraz już wiemy, że po przerwie na kadrę powinien z powrotem dołączyć do zespołu).
Po kontuzji lidera pojawiły się pytania, kto w takim razie może zastąpić Samca-Talara? Sugerowano, że może to być właśnie Linetty, ale trener Simundza stanowczo dał do zrozumienia o różnicach w profilach obu graczy, a zastąpienie 24-latka będzie zadaniem całego zespołu, a nie jednego piłkarza.
- Chcę, żeby najszybciej był na poziomie potrzebnym dla Ekstraklasy. Karol i Piotrek to piłkarze o innym profilu i jakości. Muszę znaleźć odpowiednie rozwiązanie, żeby połączyć Linettego z resztą składu
- tłumaczył Słoweniec przed starciem z Koroną Kielce.
Nie potrzebował wiele czasu, by wyprowadzić zespół jako kapitan
Karol Linetty jednak w jednej roli zastąpił Piotra Samca-Talara. To on wyszedł na boisko z opaską kapitana, co zaskoczyło wiele osób, bo przecież 31-latek był częścią zespołu dopiero dwa tygodnie. Już wtedy można było więc powiedzieć, że nowy pomocnik bardzo szybko przeszedł drogę od świeżo sprowadzonego zawodnika do jednej z najbardziej odpowiedzialnych postaci w drużynie, o czym właśnie świadczyć ma opaska. Na pomeczowej konferencji prasowej zapytany o to został Ante Simundza, ale krótko odparł:
- To nasza wewnętrzna sprawa w szatni. Hierarchię kapitanów ustalamy w naszym gronie.
Naturalnie, sytuacja powtórzyła się też tydzień później przy okazji spotkania z Wisłą Kraków. W obu tych spotkaniach pomocnik był piłkarzem, przez którego przechodziła duża część rozegrania (84 kontakty z piłką przeciwko Koronie i 59 w meczu z Białą Gwiazdą), gorzej wyglądały jednak statystyki wygranych pojedynków i liczba strat - z Kielczanami 6/15 oraz 15 straconych piłek, z Wisłą 6/17 oraz 17 strat posiadania. Nie zmienia to jednak faktu, że Linetty jest bardzo przydatny w drużynie Wojskowych i nic tylko czekać, jak do gry wróci Samiec-Talar, z którym ta współpraca podczas występów z Pogonią i Jagiellonią wyglądała naprawdę obiecująco.
- Wiemy, że nie jest jeszcze gotowy w stu procentach pod kątem fizycznym. Dał z siebie wszystko na boisku i wierzę, że będzie tylko lepiej - mówił o Karolu słoweński szkoleniowiec po porażce w Krakowie. To też potwierdzenie słów wypowiedzianych jakiś czas temu przez samego zawodnika, że potrzebuje jeszcze czasu, by dojść do optymalnej dyspozycji. Natomiast tempo, w jakim został obdarzony odpowiedzialnością, jest warte odnotowania. To też pokazuje, że w 31-latku pokładane są duże nadzieje, związane również z poprawą wyników drużyny, która zajmuje 15. miejsce w tabeli. Teraz idealny czas (przerwa reprezentacyjna), by popracować nad niektórymi elementami gry. Najbliższe spotkanie Wojskowi rozegrają 10 października z Lechem Poznań, czyli klubem, który otworzył Linettemu drzwi do Europy.
