Linetty: Znajdę się w kadrze na mecz z Pogonią Szczecin
fot.: Krystyna Pączkowska / slaskwroclaw.pl
Transfer Karola Linettego do Śląska Wrocław poruszył całą piłkarską Polskę. Z tej okazji wrocławski klub zorganizował specjalną konferencję prasową z udziałem nowego nabytku WKS-u oraz władzami w postaci prezesa Remigiusza Jezierskiego i dyrektora sportowego Rafała Grodzickiego. Były kapitan Torino na spotkaniu z dziennikarzami opowiedział m.in. o tym, czym go przekonał Grodzicki do przeprowadzki do Wrocławia czy współpracy z trenerem Ante Simundzą. Więcej wątków w poniższym tekście.
Karol Linetty: Czuję się super po przeprowadzce do Wrocławia. Mogę powiedzieć, że Rafał był bardzo upierdliwy (śmiech) i przekonujący. Trafiłem do świetnego klubu i wierzę, że będę mógł pomóc w osiągnięciu sukcesu, aby projekt o nazwie Śląsk Wrocław się spełnił.
Dlaczego zdecydowałeś się na powrót do Polski i akurat na transfer do Wojskowych?
Rafał przedstawił mi zespół, plan na mnie i całościowy projekt klubu. To mnie bardzo zachęciło. Prawda, Trójkolorowi są beniaminkiem, ale oni w tej lidze spędzili mnóstwo sezonów. To wielki klub. A co mnie skłoniło do powrotu do ojczyzny? Człowiek docenia, kiedy po latach spędzonych za granicą, wraca do ojczystego kraju. A sama Ekstraklasa na przestrzeni lat niesamowicie się rozwinęła. Mam nadzieję, że razem z WKS-em będziemy stanowić o sile ligi i godnie ją reprezentować na europejskich arenach. Natomiast oferty z innych ekstraklasowych drużyn były i nie były. Liczy się to, że wybrałem Śląsk.
W jakiej jesteś dyspozycji fizycznej i czy można spodziewać się ciebie na boisku w najbliższym meczu?
Fizycznie czuję się dobrze. W kadrze meczowej na mecz z Pogonią się znajdę, ale to zależy od trenera czy zagram. Dziękuję też włodarzom Lecha Poznań, którzy zagwarantowali mi możliwość bycia w treningu.
Trener Ante Simundza rozmawiał z tobą w trakcie negocjacji transferowych?
Tak, rozmawialiśmy przed podpisaniem kontraktu, w jakiej roli mnie widzi, na jakiej pozycji i całościowo w drużynie. Wiem, że mogę się od niego wiele nauczyć i on również mnie przekonał do tego ruchu.
Przypominasz sobie trenera w Polsce o podobnej jakości i charakterystyce do obecnego szkoleniowca Wrocławian?
W Polsce nie, ale z zagranicznych przypomina mi Ivana Juricia.
Jak zmienił się Karol Linetty przez 10 lat pobytu za granicą?
Na pewno mam większe doświadczenie, które będę mógł przekazać swoim partnerom. Dojrzałem, mam rodzinę i jestem ojcem dwóch pięknych córeczek.
Wracasz do polskiej ligi z poczuciem pokory? Czujesz, że ten powrót może nie być usłany różami?
Pokory mam dużo, bo zawsze śledziłem Ekstraklasę. Poprzedni sezon pokazał, że to jedna z najbardziej elektryzujących rozgrywek.
Czego najbardziej cię nauczyły występy w Serie A?
We Włoszech przykłada się wielką wagę do taktyki. Szczegóły mają bardzo duże znaczenie na placu gry. Włosi mają też spokojne podejście do życia, bezstresowe.
Zacząłeś pierwszy trening w barwach nowego klubu w ulewnym deszczu. W jego trakcie miałeś refleksję, że to koniec z pięknym słońcem?
Nie aż tak. Za granicą też trafiają się dni z nieprzyjemną pogodą. Drużyna świetnie mnie przyjęła i złapałem z chłopakami ekstra kontrakt.
Postrzegasz siebie jako gracza, który ma uporządkować środek pola we Wrocławiu?
Takie są założenia, aby zapewnić drużynie harmonię między defensywą a ofensywą. Nigdy nie generowałem liczb, które budzą zachwyt, ale zawsze pomagałem swoim zespołom. Oglądałem mecz z Legią Warszawa i drużyna zagrała świetne spotkanie, które niestety skończyło się w pechowy sposób.
Jak zapatrujesz się na życie we Wrocławiu?
Nigdy nie byłem we Wrocławiu, jedynie na meczach w trakcie gry w Lechu. Wszyscy opowiadają o stolicy Dolnego Śląska w samych superlatywach. Ostatnio mieliśmy czas z żoną, aby zwiedzić miasto i bardzo nam się podoba.
