Śląsk ma z tym problem. Trzy prowadzenia do przerwy i ani jednego zwycięstwa
fot.: Paweł Kot
Śląsk Wrocław zremisował z Legią Warszawa 1:1, choć do przerwy prowadził 1:0. Tym samym kolejny raz Wojskowi nie wywieźli z terenu przeciwnika 3 punktów, mimo wygranej pierwszej połowy.
Wygrana połowa, kompletu punktów brak
Śląsk już na inaugurację sezonu pokazał, że objęcie prowadzenia przed przerwą nie musi oznaczać spokojniejszej drugiej połowy. W Zabrzu Wojskowi strzelili gola już w 7. minucie za sprawą Przemysława Banaszaka, któremu pięknie asystował Piotr Samiec-Talar. Przez prawie godzinę gry dobrze radzili sobie w zadaniach defensywnych.
W 65. minucie pechowo piłkę do własnej bramki skierował Jehor Macenko, a w 79. minucie bramkę na 2:1 dla gospodarzy zdobył Yvan Ikia Dimi. Pomimo wygranej pierwszej połowy i długiego prowadzenia ostateczne Wrocławianie przegrali w Zabrzu.
KURIOZALNY SAMOBÓJ YEGORA MATSENKO! 🫣
— CANAL+ SPORT (@CANALPLUS_SPORT) 25 lipca 2026
Górnik remisuje ze Śląskiem 1:1!
📺 Transmisja: https://t.co/Khg2yEVJUo pic.twitter.com/VxwwJUAC12
Podobnie potoczyły się losy wyjazdu WKS-u do Lubina. Trójkolorowi objęli prowadzenie w 34. minucie po kontrataku. Malaly Dembele asystował przy bramce Samca-Talara i po pierwszych 45 minutach goście byli bliżej zdobycia 3 oczek. Po przerwie ponownie gospodarze odwrócili losy spotkania. Dwa trafienia Zagłębia sprawiły, że Wrocławianie po raz kolejny musieli przełknąć porażkę 1:2.
LEVENTE SZABO! CO ZA WYKOŃCZENIE! 🤩
— CANAL+ SPORT (@CANALPLUS_SPORT) 15 sierpnia 2026
Zagłębie prowadzi 2:1 ze Śląskiem! 🔥
📺 Transmisja: https://t.co/Khg2yEVJUo pic.twitter.com/fT7QvaENhu
W niedawny wieczór na Łazienkowskiej było nieco inaczej. Śląsk nie tylko utrzymał prowadzenie przez zdecydowaną większość spotkania, ale robił to przeciwko liderowi Ekstraklasy, na stadionie, na którym ligowego spotkania nie wygrał od ponad 15 lat. Po pierwszej połowie WKS prowadził 1:0 po rzucie karnym wykorzystanym przez Piotra Samca-Talara.
Wrocławianie długo byli bardzo blisko sprawienia niespodzianki. Legia miała swoje akcje, ale to Śląsk również mógł zamknąć mecz. Przemysław Banaszak znalazł się w bardzo dobrej sytuacji, a chwilę później bramkę powinien zdobyć Luka Marjanac. W obu przypadkach skutecznie interweniował Otto Hindrich.
Kiedy wydawało się, że Wojskowi po raz pierwszy w tym sezonie utrzymają prowadzenie na wyjeździe i dopiszą 3 punkty, przyszedł czas doliczony. Rafał Adamski doprowadził do wyrównania, a Legia uratowała punkt w ostatnich sekundach spotkania.
LEGIA WARSZAWA STRZELA W SAMEJ KOŃCÓWCE! ⏰ Tuż przed ostatnim gwizdkiem bramkę na wagę remisu zdobył Rafał Adamski! 🔥🔝 pic.twitter.com/0zUCi5XQJH
— CANAL+ SPORT (@CANALPLUS_SPORT) 28 sierpnia 2026
Niepokojąca powtarzalność
Trzy mecze, trzy prowadzenia do przerwy i ani jednego zwycięstwa. W Zabrzu i Lubinie Śląsk tracił przewagę i przegrywał, natomiast w Warszawie udało mu się utrzymać korzystny wynik niemal do samego końca, ale ostatecznie stracił bramkę w doliczonym czasie i tylko zremisował.
W efekcie z 3 spotkań, w których Śląsk za każdym razem miał przewagę przed rozpoczęciem drugiej połowy, zdobył zaledwie jeden punkt. Oczywiście nie da się powiedzieć, ile dokładnie punktów powinni mieć zielono-biało-czerwoni. Można jednak śmiało stwierdzić, że przy lepszym zarządzaniu spotkaniami, na ich koncie mogło znaleźć się kilka oczek więcej.
Widać więc, że problemem nie jest samo zdobywanie bramek czy wychodzenie na prowadzenie. Problemem pozostaje utrzymanie korzystnego wyniku przez pełne 90 minut. A patrząc na wyjazdowe spotkania, jest to dla zespołu Ante Simundzy szczególnie kosztowne. Tym bardziej że pod wodzą Słoweńca Śląsk praktycznie od początku zdecydowanie lepiej radzi sobie na własnym stadionie niż w delegacjach.
