Plusy i minusy po meczu z Legią Warszawa
fot.: Hubert Łukaszewski
Trójkolorowi byli o włos od sprawienia niespodzianki przy Łazienkowskiej, ale zwycięstwo wypuścili w doliczonym czasie gry. Jakie są plusy i minusy po tym spotkaniu?
Plan zrealizowany niemalże perfekcyjnie!
Wrocławianie zagrali wzorowe ponad 90. minut meczu przy Łazienkowskiej. Legia nie stwarzała stuprocentowych sytuacji, a Śląsk się mądrze i skutecznie bronił, z czego wyprowadzał groźne kontrataki. W pierwszej połowie udało się wykorzystać swoją okazję i objąć zasłużone prowadzenie. Widać było, że Trójkolorowi wiedzą co mają robić na boisku i potrafili też skutecznie to realizować. Gospodarze mieli niesamowite problemy, by w jakikolwiek sposób sforsować defensywę trenera Simundzy, co było kolejnym niezwykle pozytywnym zaskoczeniem w tym spotkaniu.
On się nie zatrzymuje!
Kolejny fantastyczny występ Piotra Samca-Talara. Kapitan WKS-u skutecznie egzekwował rzut karny, ale również niezmiennie odpowiadał za jakość ofensywną swojej ekipy. Lider Śląska uczestniczył w każdej akcji, która kończyła się poważniejszym zagrożeniem bramki rywala. Niewątpliwie opis, który można było znaleźć na naszej stronie, mówiący, że partnerzy zespołu okradli go z dwóch asyst, jest w stu procentach trafny. Szczególnie zagranie do Luki Marjanaca było przedniej urody, ale napastnicy WKS-u nie chcieli, by o najlepszym piłkarzu Wojskowych mówiono jeszcze więcej pod kątem jego liczb.
Wrócił lider i zwarł szyki!
Lamine Ba po dwumeczowej pauzie spowodowanej czerwoną kartką, jaką obejrzał w starciu z Cracovią, wrócił do szeregów wrocławskiej defensywy. Niewiele zabrakło, by był to powrót idealny. Obrona Śląska zagrała niewątpliwie najlepsze zawody w tym sezonie i to na tak ciężkim terenie, jakim jest stadion Legii. Nawet ta strata bramki w końcówce nie powinna przyćmiewać bardzo dobrego występu każdego z defensorów Trójkolorowych. Pozostaje więc mieć nadzieję, że zalążek tego, co widzieliśmy w starciu z liderem Ekstraklasy będzie „pielęgnowany” w każdej kolejnej potyczce Wrocławian.
Zawiodło wykończenie.
Śląsk mógł, a nawet musiał zamknąć to spotkanie wcześniej. Konkretnie powinni to zrobić Luka Marjanac i Przemysław Banaszak. Obaj zmarnowali idealne okazje do tego, by ten mecz był rozstrzygnięty zdecydowanie szybciej, co więcej cały zespół na to zasłużył, ale finalizacja akcji w wykonaniu wspomnianego duetu zawiodła po całości. W takich meczach, z takim rywalem, grając tak dobre zawody, jak Trójkolorowi w piątkowy wieczór przy Łazienkowskiej, zamienienie przynajmniej jednej z tych dwóch sytuacji na bramkę, jest niekwestionowanym obowiązkiem!
Nie taki diabeł straszny…
Pisaliśmy o tym, że przed Śląskiem okres bardzo ciężkich spotkań z wymagającymi rywalami. Po pierwszym z nich można wnioskować, że Wrocławianie potrafią rywalizować nawet z najmocniejszymi ekipami. Prawdę mówiąc, teraz nadarza się idealna okazja do tego, by zawodnicy słoweńskiego szkoleniowca pokazywali swój naprawdę niezły styl w każdym kolejnym starciu. W parze ze wspomnianym stylem może iść również regularne punktowanie, które w przypadku ekipy z Wrocławia niezmiennie jest konieczne.
