Legia Warszawa 1:1 Śląsk Wrocław. Napastnicy WKS-u okradli partnerów ze zwycięstwa (RELACJA)

Legia Warszawa 1:1 Śląsk Wrocław. Napastnicy WKS-u okradli partnerów ze zwycięstwa (RELACJA)

fot.:

Śląsk Wrocław był niezwykle bliski wywiezienia z Łazienkowskiej trzech punktów po 13 latach posuchy. Co stanęło na przeszkodzie? Napastnicy i ich niewykorzystane sytuacje. Zresztą dowiedźcie się sami, co wyprawiali pod bramką Otto Hindricha Przemysław Banaszak i Luka Marjanac.



 

Pożegnanie legendy

Przed spotkaniem miała miejsce wyjątkowa chwila. Po raz ostatni z „eLką” na piersi wyszedł na murawę Artur Jędrzejczyk. Kibice zgromadzeni przy Łazienkowskiej podziękowali swojej ikonie za napisanie pięknej historii w stołecznym klubie. Popularny „Jędza” rozegrał dla Legii 417 spotkań (drugi wynik po śp. Lucjanie Brychczym), w których strzelił 11 goli i zaliczył 15 asyst. Przełożyło się to na aż 14 trofeów (sześć mistrzostw Polski, siedem Pucharów Polski i jeden Superpuchar Polski).

Konkretniejsi goście

Dopiero w 10. minucie byliśmy świadkami groźnej akcji. Goście przejęli piłkę na środku boiska i popędzili najbardziej wysuniętą trójką (Piotr Samiec-Talar, Luka Marjanac i Malaly Dembele) na bramkę Legionistów. Futbolówkę prowadził kapitan WKS-u i będąc przed polem karnym zdecydował się na podanie do ustawionego po prawej stronie Dembele. Tym razem zagranie pomocnika nie było dopieszczone, jak nas do tego przyzwyczaił i w rezultacie wypchnął Francuza. Snajper Trójkolorowych został zmuszony do płaskiego wstrzelenia piłki na przedpole bramkarza, ale podopieczni Marka Papszuna zrehabilitowali się po wcześniejszej stracie.

Pięć minut później powracający do wyjściowego składu Michał Rosiak sprokurował sytuację, z której nie skorzystał Ruben Vinagre. Portugalczyk oszukał w polu karnym wychowanka Arsenalu i przygotował piłkę do uderzenia prawą nogą, ale jeszcze wiele jej brakuje do wiodącej, lewej stopy. Futbolówka po strzale minęła światło bramki o dobre kilka metrów.

W 23. minucie po raz kolejny zawiódł lider przyjezdnych. Popularny „Sami” miał mnóstwo miejsca i czasu, aby postawić Marjanaca w stuprocentowej okazji, ale zbyt długo zwlekał i stracił piłkę na rzecz Bartosza Kapustki.

Po pierwszych dwóch kwadransach można było dojść do wniosku, że to Wrocławianie mieli więcej z gry, lecz brakowało zimnej krwi w kluczowych momentach. Legia natomiast przeważała w posiadaniu piłki i strzałach (najwięcej prób miało miejsce z dystansu).

Grzegorz Tomasiewicz chciał „zrobić Barcelonę”, więc partnerzy go posłuchali

W 32. minucie WKS przeprowadził akcję rodem z gry komputerowej. Zaczęło się od wymiany podań na całej szerokości boiska. Wreszcie tempo przyspieszył Marc Llinares, podając do Marjanaca. Bośniak zyskał przestrzeń zejściem do środka, gubiąc kilku obrońców, po czym podał do Samca-Talara. Ten oczywiście ma radar w oczach i wypatrzył wchodzącego w pierwszą linię Enissa Shabaniego, który przy próbie minięcia golkipera został sfaulowany przez Rafała Augustyniaka. Sędzia główny nie miał wątpliwości i nawet po wezwaniu do monitora podtrzymał swoją decyzję. Wtedy do piłki podszedł ubrany cały na zielono Samiec-Talar i zamienił jedenastkę na bramkę. Tym samym 24-latek do trzech asyst w tym sezonie dołożył trzecie trafienie. Ma udział przy sześciu z ośmiu bramek swojej ekipy w tym sezonie, co przekłada się na 75%.

Co ciekawe, Śląsk po raz trzeci w trwających rozgrywkach objął prowadzenie w delegacji. Do tej pory dwa mecze przegrał i słabo zarządzał wydarzeniami boiskowymi. Natomiast Warszawiacy drugi raz w tym sezonie stracili pierwsi bramkę i dwukrotnie miało to miejsce przed własną publicznością i przeciwko drużynie z Dolnego Śląska. Ostatecznie Zagłębie Lubin wróciło do domu na tarczy.

WKS od razu po strzeleniu gola dążył do podwyższenia prowadzenia, ale po dwóch kornerach futbolówka była częściej pod nogami podopiecznych Papszuna. Sęk w tym, że nie potrafili skorzystać z tej przewagi i zeszli do szatni z jednobramkową stratą do rywala.

Długo musieliśmy czekać, aż rozkręcą się piłkarze po zmianie stron. Dopiero po upływie kwadransa gospodarze stworzyli świetną okazję pod bramką Karola Niemczyckiego. Kapustka obsłużył wyśmienitym podaniem wychodzącego na wolne pole Łukasza Zjawińskiego, ale ten najpierw nie trafił w piłkę, a przy drugiej próbie ta była już za daleko by oddał soczyste uderzenie. Do całej sytuacji by nie doszło, gdyby linii spalonego nie złamał Llinares.

Złodzieje, złodzieje!

Z minuty na minutę Legia coraz mocniej się odkrywała i atakowała większą ilością graczy. Z jednej strony tworzyła większe zagrożenie, ale z drugiej była podatna na kontrataki. Właśnie z tego powodu przykro mi się zrobiło Samca-Talara. Posyłasz dwa ciasteczka na srebrnej tacy, a zostajesz bez żadnej liczby na koncie. Najpierw koncertowo z kilku metrów w Otto Hindricha trafił Przemysław Banaszak, który zmienił Dembele w 69. minucie. Marjanac pomyślał, że nie chce być gorszy od swojego kolegi i biegnąc od połowy boiska sam na sam, a jakże, trafił w Rumuna. Po wszystkim kapitan Wojskowych mógł powiedzieć pod nosem: Napastnicy, wy dranie, oddajcie mi asysty!

Niewykorzystane sytuacje się mszczą, panie Banaszak i Marjanac!

Późniejszą tragedię odłożył w czasie wprowadzony za Jehora Macenkę Dominik Szala, który będąc tyłem do bramki, zatrzymał piłkę zmierzającą do siatki po ekwilibrystycznym strzale Zjawińskiego. W tej samej akcji z kilku metrów nie trafił w futbolówkę świeżo wprowadzony Rafał Adamski. W 85. minucie nie trafił, ale 10 minut później zrobił to idealnie głową po dośrodkowaniu Pawła Wszołka. W ramach ciekawostki podam fakt, że wcześniej przy kontrataku w juniorski sposób stracił piłkę Banaszak.

Legia Warszawa – Śląsk Wrocław 1:1 (1:1)

Adamski 90'+5' – Samiec-Talar (K) 35'

Legia Warszawa: Hindrich – Piątkowski, Augustyniak, Deziel Jr. (85' Rajović) – Wszołek, Jędrzejczyk (K) (1' Kapustka), Arreiol (77' Szczepaniak), Vinagre – Sevcik (46' Urbański), Kuchta (77' Adamski) – Zjawiński

Śląsk Wrocław: Niemczycki – Rosiak, Macenko (82' Szala), Ba, Malec, Llinares – Tomasiewicz, Shabani (64' Yriarte) – Samiec-Talar (K) – Marjanac, Dembele (69' Banaszak)

Żółte kartki: Wszołek 90'+2' – Shabani 41', Simundza 61', Dziakowicz 90', Rosiak 90'+5'

Sędzia: Marcin Szczerbowicz (Olsztyn)

Frekwencja: 27 072 (w tym około 900 kibiców gości)

Adam Mokrzycki

Autor

Adam Mokrzycki

Wrocławianin, socjolog i kibic Liverpoolu. Miłośnik psychologii oraz szeroko pojętych relacji międzyludzkich, dlatego ceni formę wywiadu.

Piłką nożną interesuje się od najmłodszych lat. Próbował iść w ślady taty i zostać zawodowym piłkarzem, ale w miarę szybko zrezygnował z tego pomysłu na rzecz dziennikarstwa sportowego. W nim realizuje się od 2018 roku, a w Śląsknecie działa od 8 marca 2023 roku. Najczęściej udziela się przy mikrofonie podczas komentowania meczów, prowadzenia podcastów, udzielania się na konferencjach prasowych czy przeprowadzania wywiadów. W redakcji odpowiada za atmosferę.

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.