REZERWY: Śląsk II Wrocław - Znicz Pruszków 2:3. WKS wrócił do gry i miał mecz na nodze. Potem nadszedł cios znikąd (RELACJA)
fot.: Hubert Łukaszewski
Śląsk II Wrocław postawił się spadkowiczowi z I ligi, ale ostatecznie nie dopisał do swojego dorobku żadnego punktu. Rezerwy dwukrotnie odrabiały straty w spotkaniu ze Zniczem Pruszków, a po przerwie miały nawet znakomite okazje, by wyjść na prowadzenie. O losach meczu przesądziło kapitalne uderzenie z dystansu w końcówce.
Pressing od pierwszej sekundy
Od pierwszych sekund było widać, jaki plan na rozpoczęcie spotkania przygotowali gospodarze. Wiktor Kamiński wznowił grę ze środka i natychmiast posłał piłkę daleko w kierunku bocznej linii, świadomie oddając ją rywalom, by cały zespół mógł przesunąć się wysoko i rozpocząć pressing. Śląsk próbował agresywnie zamknąć Znicz na jego połowie, ale spadkowicz z I ligi nie panikował. Goście cierpliwie wymieniali podania i potrafili utrzymać się przy futbolówce mimo nacisku Wrocławian.
W takim zestawieniu wystąpi Śląsk II Wrocław w meczu ze Zniczem Pruszków 🔥
— Śląsknet (@Slasknet) 29 sierpnia 2026
Link do relacji w komentarzu⬇️ pic.twitter.com/rxrYxskQz9
Pierwsza groźniejsza możliwość dla przyjezdnych pojawiła się w 4. minucie. Tudruj sfaulował przeciwnika przy prawej linii boiska, niedaleko pola karnego Śląska, dzięki czemu Znicz otrzymał dogodną okazję do dośrodkowania. Samo wykonanie stałego fragmentu pozostawiało jednak wiele do życzenia i gospodarze bez większego problemu oddalili zagrożenie.
Co ciekawe, właśnie po tej sytuacji Śląsk spróbował szybko przenieść grę na drugą stronę boiska. Coulibaly przyjął długą piłkę klatką piersiową i natychmiast zaczął szukać podaniem Kamińskiego. Napastnik gospodarzy otrzymał futbolówkę przeciwko dwóm obrońcom i próbował ruszyć między nimi, ale nie zdołał jej odpowiednio opanować. Defensor Znicza wykorzystał niedokładne przyjęcie i zakończył kontratak.
Dwie minuty później Coulibaly ponownie pokazał się z dobrej strony. Zabrał się z piłką prawym skrzydłem i zagrał wzdłuż linii do Stangreta. Ten chciał od razu dośrodkować w pole karne, lecz zrobił to już zza linii końcowej. Gwizdek przerwał akcję jeszcze przed tym, jak futbolówka mogła znaleźć adresata.
Po żywym początku tempo nieco spadło. Znicz częściej operował piłką, ale przez kilka kolejnych minut niewiele z tego wynikało. W 11. minucie goście próbowali przedrzeć się środkiem w pole karne, jednak ostatnie podanie zostało zagrane zdecydowanie zbyt mocno.
Znacznie ciekawiej odpowiedział chwilę później Śląsk. Muszyński jeszcze z linii obrony dostrzegł ustawionego wysoko Stangreta i posłał w jego kierunku bardzo dobre, bezpośrednie podanie za linię defensywy. Napieraj prawidłowo odczytał jednak zamiary obrońcy gospodarzy, szybko opuścił bramkę i uprzedził zawodnika Śląska.
Znicz konsekwentnie szukał natomiast przestrzeni na bokach. W 14. minucie Proczek otrzymał piłkę po lewej stronie i dośrodkował w pole karne. Tam dobrze ustawiony był Rygiel, który zdecydowanie wygrał pojedynek i wybił futbolówkę poza niebezpieczną strefę.
Ten sam zawodnik kilka minut później omal nie został jednak bohaterem bardzo kosztownego błędu. Rygiel miał piłkę tuż przed własnym polem karnym i pod naciskiem rywala niemal ją stracił. Za jego plecami pozostawał już właściwie tylko Klint. Obrońca Śląska zdołał w ostatniej chwili naprawić własną pomyłkę i odzyskać futbolówkę, lecz była to pierwsza sytuacja, po której defensywie gospodarzy powinno zapalić się światło ostrzegawcze.
W 20. minucie ostrzeżenie zamieniło się w gola. Znicz wykonywał pierwszy rzut rożny w spotkaniu. Borecki dośrodkował w pole karne, jeden z jego partnerów przedłużył piłkę, a ta spadła wprost pod nogi pozostawionego bez krycia Jarosława Jacha. Doświadczony obrońca nie potrzebował nawet chwili na zastanowienie, złożył się do przewrotki i efektownym uderzeniem pokonał Klinta. Śląsk został ukarany przede wszystkim za kompletny brak krycia Jacha, ale samo wykończenie było wyjątkowej urody.
Po objęciu prowadzenia Znicz nabrał swobody. Barnowski i Proczek coraz odważniej współpracowali na lewej stronie, gdzie bardzo dużo pracy miał Wołosowski. W 22. minucie kolejna ich akcja zakończyła się rzutem rożnym. Prawy obrońca Śląska był regularnie zmuszany do biegania za dwoma rywalami i rzadko otrzymywał możliwość spokojnego ustawienia się do pojedynku jeden na jednego.
Jeden błąd Znicza i Śląsk wrócił do życia
Gospodarze odpowiedzieli w najlepszy możliwy sposób. W 26. minucie Coulibaly zszedł z prawej strony do środka i chciał uruchomić Wołosowskiego. Samo podanie nie było szczególnie dokładne, ale właśnie z tej pozornie niegroźnej sytuacji narodził się gol.
Wołosowski sięgnął futbolówki właściwie samym czubkiem buta i lekko skierował ją do przodu. Piłka minęła Jacha, a do wolnej przestrzeni natychmiast ruszył Kamiński. Napastnik Śląska znalazł się pod dość ostrym kątem, mimo to zdecydował się na uderzenie. Napieraj zdołał dotknąć piłki ręką, lecz nie zatrzymał jej lotu. Futbolówka po interwencji bramkarza wpadła do siatki i było 1:1.
Znicz próbował zareagować niemal natychmiast. Już minutę później goście oddali strzał sprzed pola karnego, jednak tym razem Klint był bardzo dobrze ustawiony i spokojnie złapał futbolówkę.
W 30. minucie rezerwy pokazały z kolei przygotowany wariant rzutu wolnego. Tudruj ustawiony niemal w środku boiska nie zagrywał przypadkowej długiej piłki, tylko dokładnie poszukał Muszyńskiego. Stoper Śląska dobrze odnalazł się w powietrzu i wygrał pojedynek, lecz jego uderzenie głową było niecelne.
Po chwili znów do głosu doszli Pruszkowianie. Jeleński przedarł się prawą stroną i zagrał bardzo dokładnie w pole karne do Kazimierczaka. Ten świetnie przyjął piłkę i odwrócił się w kierunku bramki, ale samo uderzenie było już znacznie gorsze od wcześniejszego zachowania. Strzał nie miał odpowiedniej siły i Klint bez problemu schował futbolówkę w rękach.
Jeszcze groźniej zrobiło się w 33. minucie. Barnowski dostał piłkę nieco dalej od bramki, a następnie dryblingiem minął kolejno trzech zawodników Śląska, zupełnie rozrywając ustawienie gospodarzy. Po minięciu ostatniego rywala idealnie wypuścił Kazimierczaka w wolną przestrzeń. Wszystko wskazywało na sytuację, która powinna zakończyć się golem, lecz w kluczowym momencie świetnie zareagował Muszyński i uratował swój zespół.
Śląsk miał coraz większe problemy, kiedy tracił piłkę w środkowej strefie. W 37. minucie pomylił się Żulewski, którego niedokładność wykorzystał Kosmalski. Zawodnik Znicza natychmiast przyspieszył prawą stroną i ruszył w kierunku pola karnego. Tym razem bardzo dobrze zachował się Rygiel, wszedł na tor biegu przeciwnika, czysto odebrał mu futbolówkę, a chwilę później został jeszcze przez Kosmalskiego sfaulowany.
Znicz docisnął i w końcu znalazł drugą bramkę
Końcówka pierwszej połowy należała zdecydowanie do gości. W 39. minucie sytuacja znów początkowo nie wyglądała groźnie. Jach wrzucił piłkę z autu bezpośrednio w pole karne, a Żulewski wydawał się dobrze oddalać zagrożenie głową. Futbolówka spadła jednak przed szesnastkę pod nogi Kosmalskiego. Ten uderzył bardzo dobrze technicznie i pomylił się naprawdę niewiele, piłka przeleciała tuż obok bramki Klinta.
Minutę później znów problemy miał Wołosowski. Barnowski i Proczek rozegrali akcję na małej przestrzeni przy lewej stronie Znicza, wymieniając między sobą szybkie podania i omijając obrońcę Śląska. Proczek zdołał posłać futbolówkę w kierunku pola karnego, ale Klint w porę wyszedł do zagrania i nie dopuścił, by piłka trafiła pod nogi któregoś z napastników.
W 41. minucie bramkarz Śląska najpierw uratował swój zespół, lecz po kilku sekundach nie miał już szans. Po rzucie rożnym gospodarze wybili piłkę przed pole karne, gdzie dopadł do niej Jeleński. Zawodnik Znicza huknął z dystansu, a Klint popisał się znakomitą interwencją. Odbita futbolówka trafiła do Jacha, którego uderzenie zdołał jeszcze zablokować Tudruj.
Akcja jednak cały czas trwała. Piłka ponownie znalazła się przed polem karnym, gdzie Jach miał wystarczająco dużo czasu, by rozejrzeć się i odnaleźć ustawionego w szesnastce Ochrończuka. Ten przyjął zagranie i mocnym, płaskim strzałem pokonał Klinta. Znicz po długim oblężeniu bramki gospodarzy ponownie wyszedł na prowadzenie.
Sędzina doliczyła do pierwszej połowy minutę, ale Śląsk nie był już w stanie stworzyć odpowiedzi. W grze Wrocławian pojawiało się zdecydowanie zbyt wiele niedokładności, a przy wyniku 1:2 obie drużyny zeszły do szatni.
Po pierwszych 45 minutach goście z Pruszkowa z jednobramkowym prowadzeniem.
— Śląsknet (@Slasknet) 29 sierpnia 2026
______________________________________
⏱️ HT #ŚLĄZNI ⚪️ 1:2 🟡
⚠️ LIVE 👉 Na naszej stronie pic.twitter.com/geDIT3LTuG
Śląsk wyszedł z szatni i nagle wszystko zaczęło się kleić
Michał Hetel zareagował już w przerwie. Choderę i Żulewskiego zastąpili Patryk Sokołowski oraz Krzewiński. Drugą połowę rozpoczęli zawodnicy Znicza, ale to Śląsk niemal od razu przejął inicjatywę.
W 50. minucie gospodarze powinni doprowadzić do remisu. Po zamieszaniu w polu karnym piłka znalazła się po jego prawej stronie pod nogami Stangreta. Ten nie próbował kończyć akcji z trudnej pozycji i bardzo dobrze wypatrzył Muszyńskiego, który był kompletnie niepilnowany. Obrońca Śląska miał przed sobą mnóstwo miejsca i aż prosiło się o uderzenie z pierwszej piłki. Muszyński zawahał się jednak o moment za długo. Jeleński wykorzystał tę sekundę, doskoczył do rywala i wybił futbolówkę na rzut rożny.
Stały fragment również przyniósł zagrożenie. Dośrodkowanie ponownie odnalazło Muszyńskiego, który wyskoczył najwyżej i tym razem skierował piłkę w światło bramki. Napieraj popisał się skuteczną interwencją i zachował prowadzenie Znicza.
Nie zdołał zrobić tego dwie minuty później.
Akcja na 2:2 była zdecydowanie jedną z najlepszych zespołowych akcji Śląska w całym spotkaniu. Wszystko rozpoczął Tudruj jeszcze na własnej połowie. Znalazł Sokołowskiego, ten z pierwszej piłki przerzucił ciężar gry w kierunku Moskaluka ustawionego po lewej stronie. Moskaluk szybko odegrał do Kamińskiego, a ten ponownie skierował futbolówkę do środka.
Moskaluk przyjął piłkę, odwrócił się z nią i natychmiast dostrzegł rozpędzonego Kamińskiego. Napastnik Śląska wbiegł z lewej strony w pole karne i widząc wychodzącego Napieraja zdecydował się na niezwykle efektowne rozwiązanie. Lekko podciął futbolówkę nad bramkarzem, ta odbiła się jeszcze od słupka i wpadła do siatki. Po kapitalnie rozegranej akcji gospodarze doprowadzili do remisu 2:2.
W 55. minucie mecz na chwilę został przerwany po bardzo nieprzyjemnym zdarzeniu przy polu karnym Śląska. Kazimierczak w trakcie próby zagrania futbolówki nadepnął Wołosowskiego z tak dużą siłą, że ściągnął mu z nogi but. Obrońca gospodarzy potrzebował chwili, żeby dojść do siebie.
Znicz odpowiedział groźną akcją dwie minuty później. Kosmalski otrzymał piłkę z prawej strony przed polem karnym i posłał dokładne dośrodkowanie w szesnastkę. Futbolówka minęła dwóch zawodników gości i dotarła aż do Proczka. Ten zamknął akcję głową, lecz trafił jedynie w boczną siatkę.
Zmiany Hetela wyraźnie poprawiły grę Śląska w środku pola. Szczególnie dobrze wyglądał Krzewiński, dzięki któremu gospodarzom łatwiej było wymieniać podania pod presją. W 59. minucie uczestniczył w szybkiej kombinacji z Moskalukiem i Wołosowskim przed polem karnym Znicza. Ostatecznie Wołosowski bardzo dobrze dośrodkował, lecz w szesnastce zabrakło ruchu Stangreta, który nie zaatakował wolnej przestrzeni i piłka przemknęła bez adresata.
To powinien być gol
Największego pudła gospodarze mogli żałować w 63. minucie. Sokołowski kapitalnie wyszedł z piłką jeszcze na własnej połowie, minął przeciwnika i uruchomił Stangreta. Napastnik miał na plecach obrońcę, ale zdołał się od niego uwolnić i ruszył sam na sam z Napierajem.
Stangret miał znakomitą sytuację, lecz uderzył wprost w bramkarza. Akcja wcale się jednak nie zakończyła. Odbita piłka spadła pod nogi Coulibaly'ego, który błyskawicznie zorientował się, że Stangret nadal znajduje się w dobrej pozycji. Zagrał mu futbolówkę ponownie, a Napieraj nie zdążył jeszcze wrócić między słupki.
Brama była właściwie pusta.
Stangret uderzył jednak zdecydowanie za mocno i posłał piłkę wysoko nad poprzeczką. W ciągu kilku sekund Śląsk zmarnował dwie okazje, po których powinien prowadzić 3:2.
Gospodarze nadal atakowali. W 66. minucie Stangret wygrał pojedynek w powietrzu jeszcze na własnej połowie i zgrał piłkę do Coulibaly'ego. Skrzydłowy przez chwilę prowadził futbolówkę, następnie znalazł Krzewińskiego. Ten uwolnił się dryblingiem spod krycia i podał do Kamińskiego. Zdobywca dwóch bramek zwodem na zamach minął od razu dwóch przeciwników i jeszcze zagrał do Sokołowskiego. Tym razem Wrocławianie próbowali jednak zrobić o jedno podanie za dużo i dobrze zapowiadająca się kontra zakończyła się bez strzału.
W 68. minucie oba zespoły sięgnęły po kolejne zmiany. W Zniczu Bartosz Mazurek i Zawistowski zastąpili Kosmalskiego oraz Szafrańskiego, natomiast w Śląsku za Coulibaly'ego wszedł Nsangou.
Cztery minuty później zrobiło się gorąco w polu karnym gospodarzy. Ochrończuk zdecydował się na strzał, a futbolówka trafiła w rękę Stangreta. Goście domagali się rzutu karnego, jednak odległość była bardzo niewielka, a ręka zawodnika Śląska znajdowała się w naturalnym położeniu. Sędzina nakazała grać dalej.
W 74. minucie Moskaluka zastąpił Mazan, a chwilę później Wołosowski obejrzał pierwszą żółtą kartkę w spotkaniu. Obrońca Śląska zatrzymał rozpędzającego się Mazurka faulem taktycznym i tym razem decyzja arbitra nie pozostawiała większych wątpliwości.
Znicz również kontynuował zmiany. W 78. minucie za Kazimierczaka pojawił się Głowiński.
Strzał w okienko zmienił wszystko
Końcówka coraz wyraźniej zaczynała przechylać się na stronę gości. W 79. minucie Borecki dośrodkował z rzutu rożnego, a Jach ponownie był bardzo groźny w powietrzu. Obrońca Znicza dobrze wyskoczył do piłki i uderzył głową, ale tym razem świetnie zachował się Klint, który odbił futbolówkę na kolejny korner.
Dwie minuty później Stangreta zastąpił Kobelczuk. Napastnik Śląska miał w tym spotkaniu kilka bardzo dobrych momentów, przede wszystkim po przerwie, ale z pewnością długo będzie pamiętał niewykorzystaną podwójną szansę z 63. minuty.
W 82. minucie Znicz zadał cios, którego właściwie nic nie zapowiadało. Piłka trafiła przed pole karne do Ochrończuka. Zawodnik gości spokojnie ustawił ją sobie na lewą nogę i zdecydował się na uderzenie z dystansu.
Strzał był perfekcyjny.
Futbolówka poszybowała dokładnie w okienko bramki. Klint wyciągnął się, ale przy takim uderzeniu nie miał praktycznie nic do powiedzenia. Jedna indywidualna akcja i kapitalne uderzenie sprawiły, że po okresie dobrej gry Śląsk ponownie musiał gonić wynik.
Tym razem odpowiedź już nie nadeszła. Po dokonanych zmianach gra gospodarzy wyraźnie się rozsypała. Śląsk przestał utrzymywać się przy piłce tak swobodnie jak wcześniej, a Znicz z minuty na minutę spychał Wrocławian coraz głębiej.
W 86. minucie goście ponownie przedarli się lewym skrzydłem. Wołosowski został minięty, ale dośrodkowanie okazało się zbyt mocne i przeleciało ponad wszystkimi zawodnikami w polu karnym. Dwie minuty później Proczka, który rozegrał bardzo dobre spotkanie na lewej stronie, zastąpił Nadolski.
Śląsk dostał jeszcze jedną szansę po stałym fragmencie. W 89. minucie Tudruj zagrał ze stojącej piłki z okolic środka boiska. Muszyński i Rygiel ruszyli razem w pole karne i obaj wyskoczyli do dośrodkowania. Zabrakło naprawdę niewiele, by któryś z nich przeciął tor lotu futbolówki i skierował ją w stronę bramki.
W 90. minucie gospodarze przeprowadzili jeszcze jedną ciekawą akcję. Mazan dobrze zachował się na lewym skrzydle, dryblingiem minął rywala i lekko zagrał do środka w kierunku Kamińskiego. Napastnik przepuścił futbolówkę między nogami przeciwnika i próbował ruszyć po nią za jego plecy. Pomysł był bardzo dobry, ale po intensywnym spotkaniu zabrakło już sił, aby wygrać wyścig do piłki.
Do regulaminowego czasu sędzina doliczyła cztery minuty. Zamiast szturmu Śląska zobaczyliśmy jednak przede wszystkim spokojną kontrolę Znicza.
Już w 91. minucie fatalnie pomylił się Rygiel, zagrywając piłkę do środka wprost pod nogi Nadolskiego. Goście ruszyli z przewagą liczebną, lecz rozegrali kontrę niedokładnie i wywalczyli jedynie rzut rożny.
To wystarczyło, by praktycznie zamknąć mecz. Przez następne minuty Zawistowski wraz z kolegami utrzymywał futbolówkę przy lewym narożniku boiska. Śląsk próbował ją odebrać, ale bez skutku. Goście zastawiali piłkę, wymieniali krótkie podania i skutecznie zabierali gospodarzom kolejne sekundy.
Spotkanie zakończyło się jeszcze bardzo niepotrzebnym zachowaniem Sokołowskiego. W 94. minucie zawodnik Śląska w walce przy linii uderzył Mazurka łokciem. Sędzina nie miała wątpliwości i bezpośrednio pokazała mu czerwoną kartkę.
W doliczonym czasie gry meczu Śląsk II Wrocław - Znicz Pruszków, Patryk Sokołowski został ukarany czerwoną kartką za uderzenie przeciwnika łokciem 🟥
— Śląsknet (@Slasknet) 29 sierpnia 2026
Nie na takie zachowanie doświadczonego pomocnika liczył trener Michał Hetel 🧐
"Sokół" ma ciągle wolną rękę w poszukiwaniu… pic.twitter.com/6MEjMJzQt6
Ostateczny gwizdek zabrzmiał w 96. minucie. Śląsk II przegrał 2:3, choć po przerwie nie tylko zdołał odrobić straty, ale miał również doskonałe możliwości, by samemu objąć prowadzenie. Gospodarze mogą szczególnie żałować niewykorzystanych okazji z początku drugiej połowy. Gdy mecz wchodził w decydującą fazę, Znicz przetrwał najlepszy okres Wrocławian, a następnie rozstrzygnął spotkanie kapitalnym uderzeniem Ochrończuka.
Śląsk II Wrocław - Znicz Pruszków 2:3 (1:2)
Kamiński 26', 53' - Jach 20', Ochrończuk 41', 82'
Śląsk II Wrocław: Klint - Wołosowski, Muszyński, Rygiel, Tudruj - Chodera (46' Sokołowski), Żulewski (46' Krzewiński) - Coulibaly (68' Nsangou), D. Moskaluk (74' Mazan) - Kamiński, Stangret (81' Kobelczuk)
Znicz Pruszków: Napieraj - Jeleński, Hołuj, Barnowski, Jach, Proczek (88' Nadolski), Ochrończuk, Szafrański (68' Zawistowski), Kazimierczak (78' Głowiński), Borecki, Kosmalski (68' Mazurek)
Żółte kartki: Wołosowski 75'
Czerwona kartka: Sokołowski 90+4'
