Hetel: Moim priorytetem było pozostanie w Śląsku (WYWIAD)
fot.: Paweł Kot
Już trzy lata drużynę rezerw Śląska Wrocław trenuje Michał Hetel. W tym czasie zespół zdołał awansować do II ligi, a rok temu zagrał w barażach o awans do I ligi, stając się jedną z rewelacji rozgrywek. Ze szkoleniowcem drugiej drużyny Trójkolorowych porozmawialiśmy m.in. o letnich zmianach kadrowych, rozwoju i pracy trenera, a także o funkcjonowaniu w rezerwach piłkarzy, którzy do niedawna trenowali jeszcze pod okiem Ante Simudzy. Zapraszamy!
Wywiad został przeprowadzony przed spotkaniem z Chojniczanką Chojnice.
Czy przed startem sezonu czuł pan jakieś obawy w związku z tymi dużymi zmianami kadrowymi, które zaszły w zespole rezerw?
Tak, na pewno takie myśli się pojawiły, bo odeszło dużo zawodników i byli to kluczowi piłkarze w zespole, którzy przez ten rok, czy dwa ostatnie sezony mieli znaczący wpływ na grę i awans do II ligi i do baraży. Były jakieś znaki zapytania i pewnie dalej jeszcze są, bo tak naprawdę to dopiero początek i dopiero w dłuższym okresie będzie można ocenić te zmiany. Traktuję to jako duże wyzwanie, by znaleźć właściwych graczy, którzy będą w stanie tutaj pomóc i może pokażą się na tyle, że będą ciekawymi zawodnikami do pierwszego zespołu. Do tego mamy jeszcze juniorów młodszych i starszych, których chcemy sprawdzić na wyższym poziomie.
Jak wygląda adaptacja nowych piłkarzy w drużynie?
Dbamy o atmosferę, każdy chce każdemu pomagać. Wierzymy, że wspólnie jesteśmy w stanie więcej osiągnąć. Mam nadzieję, że wszyscy dobrze się tutaj zaaklimatyzowali i ja też dałem takie zadanie tym piłkarzom, którzy zostali, tym bardziej doświadczonym, że każdy ma mieć swojego gracza do opieki i być takim mentorem. Ma on dbać o nowego zawodnika, aby łatwiej było mu się wkomponować w zespół. Nie dotyczy to tylko tych, którzy przyszli z zewnątrz, ale też wszystkich młodych graczy i tych, którzy do nas dołączyli. Natomiast chciałbym tu zaznaczyć, że te doświadczone osoby nie tylko mają takiego piłkarza głaskać, ale też od niego wymagać i pokazywać mu standardy, które chcemy, aby funkcjonowały w naszej drużynie.
Jak dużo zawodników testowaliście podczas letniego okresu przygotowawczego?
Przyjechało ich sporo. Na początku ta liczba była duża, ale już gdzieś mieliśmy upatrzonych kilku piłkarzy i jak przyjechali do nas, to też potwierdzaliśmy sobie te nasze przypuszczenia. Staraliśmy się robić to bardzo szybko, bo ta przerwa nie była zbyt długa. Mieliśmy niecałe cztery tygodnie na przygotowanie do sezonu i testowanie zawodników.
Czym kierowaliście się przy wyborze piłkarzy? Co decydowało, że akurat z nimi został podpisany kontrakt?
Każdy z tych graczy ma trochę inną historię i na pewno pierwszą sprawą było to, na jakie pozycje szukaliśmy wzmocnień. Wiedzieliśmy, kto odszedł, było ich sporo, więc tak naprawdę wszędzie były te poszukiwania. Każdy z nich ma coś innego, jakieś wyjątkowe cechy, które mogą predysponować ich, by zrobić jeszcze coś więcej. Mam nadzieję, że wszyscy wniosą jakąś cegiełkę od siebie do naszego zespołu. To oczywiście dopiero początek, gdzieś ostatnio były pewne przebłyski, ale myślę, że niektórzy pokazali, że coś w nich drzemie, inni potrzebują trochę więcej czasu. Uważam, że są to ciekawe nazwiska i jedni potrzebują mniej czasu na adaptację, drudzy więcej.
Jakie były okoliczności powrotu do Śląska Krzysztofa Danielewicza? Był przez was wypatrzony, czy może sam się zgłosił, że chciałby znów grać we Wrocławiu?
Dostałem sygnał, że Krzysiek rozważałby taką możliwość i zastanawia się nad tym, by wrócić do Wrocławia na stałe. Kończył mu się kontrakt z Pogonią Siedlce, więc spodobał mi się ten pomysł. Krzysiek Danielewicz to osoba z tego miasta, więc rozumie, jakim klubem jest Śląsk i utożsamia się z nim. Grał w pierwszej drużynie w Ekstraklasie, ma też doświadczenia z I ligi, więc pomyślałem, że dla naszych młodych graczy fajnie by było mieć kogoś z takim bagażem, którym mógłby się dzielić, a reszta mogłaby dużo na tym skorzystać.
Chyba najmniej zmian między sezonami nastąpiło w formacji defensywnej. Zostali Mikołaj Tudruj, Mateusz Cegliński, Hubert Muszyński i Szymon Rygiel. To było dla pana jakieś ułatwienie, że są pozycje, gdzie nie było tej rewolucji i można właśnie na obronie budować zespół?
Zgadzam się, choć oczywiście z tej formacji też odeszli piłkarze, jak Łukasz Gerstenstein, Ołeksandr Hawryłenko, Bartosz Głogowski. Były te zmiany, ale byliśmy na nie przygotowani. W zeszłym sezonie też Adrian Żulewski był przygotowywany, wprowadzany do rezerw. To jest na pewno jakieś ułatwienie i patrząc na formację defensywną, to wybiegając na boisko, ma chyba najwięcej czasu spędzonego ze sobą. Jest to ważne i na pewno nam to pomaga.
Co może pan powiedzieć po tych pierwszych meczach na temat swojego zespołu?
Ten zespół ma potencjał, żeby robić dobre wyniki. Mówiłem to chłopakom po meczach przygotowawczych i po tym pierwszym przegranym z Podhalem. Pomimo porażki nie zwątpiłem w to, bo jest to moje zdanie i jego nie zmienię. Oczywiście, jedno to możliwości i potencjał, drugie, czy my wspólnie będziemy w stanie je wykorzystać jako zespół. Natomiast wierzę, że to ciekawa grupa zawodników, która ma jeszcze dużo do udowodnienia.
Jak te zmiany kadrowe latem wpłynęły na funkcjonowanie i pracę pańskiego sztabu?
Staraliśmy się, jak najszybciej przekazać nasze zasady i funkcjonowanie poza boiskiem, ale też podczas meczów. Cały czas je wdrażamy. Fajnie byłoby zrobić to wszystko od razu, ale każdy trening to jest czas, w którym możemy poprawiać lub pokazywać pewne elementy gry, wszystkiego jednego dnia nie zrobimy, musimy tym dobrze zarządzać, zwłaszcza że graliśmy co trzy dni, więc zmęczenie niektórych zawodników narastało. Musimy myśleć do przodu, bo przed nami trudne mecze. II liga ma wyrównany poziom i każdy może tutaj zdobywać punkty. Ostatni sezon tak samo to pokazał, bo na przykład spadło Zagłębie Sosnowiec, które teoretycznie miało wszystko, by osiągnąć sukces. Musimy zrobić tak, żeby z meczu na mecz pokazywać się z dobrej strony i wszyscy na tym skorzystają - będzie to promocja Śląska Wrocław, ale również indywidualnie zawodników.
Któregoś odejścia pan najbardziej żałuje?
Nawet jeśli któryś zawodnik był dla mnie bardzo ważny i kluczową postacią w zespole, to z drugiej strony nie chciałbym kogoś na siłę wstrzymywać w drugiej drużynie, jeśli w danym momencie pierwszy zespół nie widzi go w kadrze, a drużyna z wyższej klasy rozgrywkowej jest na niego zdecydowana, to chcę też, żeby się oni rozwijali. Moje podejście nie jest takie, że buduję tu zespół, który będzie przetrzymywać tych piłkarzy bardzo długo, nie jest to cel. Ja się naprawdę bardzo cieszę, widząc Wołczka, Milewskiego, Szaraburę, Kosmalskiego, teraz też Hawryłenkę w tych klubach z lepszej ligi. To świadczy o tym, że wykonaliśmy tu we Wrocławiu niezłą pracę.
Jednym z piłkarzy, który latem też odszedł, był Maciej Kucharski. Wyróżniał się on na poziomie juniorów, mówiono o nim, że jest taką perełką w Akademii Śląska. Miał on okazję zagrać w kilku sparingach, ale w oficjalnym meczu rezerw nigdy nie zagrał. Dlaczego?
Moim zdaniem nie był jeszcze na to gotowy. W mojej ocenie byli zawodnicy, którzy byli przed nim na boisku, np. Paweł Kosmalski, czy Oskar Gerstenstein, którzy bardziej zasługiwali na to, aby grać. To jest moje zdanie i po prostu w tej hierarchii byli przed nim. On jest też młodszy, ciężko to tak oceniać jeden do jednego. Ja mu życzę jak najlepiej, ale w tamtym momencie uważałem, że są inni, którzy bardziej zasługiwali, aby grać w rezerwach.
Wróćmy na chwilę do poprzedniego sezonu. Pod jego koniec rezerwy Śląska Wrocław były na ustach całej Polski po zapewnieniu sobie gry w barażach. Myślę, że było to bardzo miłe i mógł pan to traktować jako docenienie pańskiej pracy i całego sztabu.
Tak, cieszę się z tego i też powtarzałem to chłopakom, że ten wynik po prostu determinuje to, że się o nich mówi. Jak grasz dobrze i wygrywasz mecze, to cię promuję. Dlatego sporo tych piłkarzy trafiło, jeśli nie do pierwszego zespołu Śląska, to do innych klubów z wyższego poziomu rozgrywkowego, ale takich też z ambicjami i możliwościami na coś więcej. Ten poprzedni sezon wypromował ich, więc cieszę się z tego, że ten wynik był naprawdę dobry. Oczywiście, mógł być pewnie lepszy, moglibyśmy coś więcej wygrać, ale trzeba mieć też trochę pokory w tym wszystkim. Fajnie, że praca, którą wykonaliśmy, miała swoje owoce i efekty - patrzę na Arkę Gdynia i widzę Michała Milewskiego, w Warcie Poznań jest Aleksander Wołczek, Jehor Szarabura w Chrobrym Głogów. Nie chciałbym teraz tutaj nikogo pominąć, ale to dla mnie duża satysfakcja, że piłkarze, którzy są wychowankami lub trafili do nas z mniejszych ośrodków, teraz są na tym wyższym poziomie dzięki wspólnej pracy.
Gra w barażach to również sukces sztabu szkoleniowego. Zastanawiam się, czy po tak dobrym sezonie, miał pan jakieś oferty z innych klubów?
Cieszę się, że miałem przede wszystkim ofertę ze Śląska Wrocław i to było moim pierwszym wyborem. W momencie, w którym dostałem sygnał, że tutaj jest chęć przedłużenia tej umowy, to nie zastanawiałem się nad innymi możliwościami. Jakieś zapytania były, ale ja bardzo szybko je ucinałem, ponieważ moim priorytetem było zostanie w Śląsku. Cieszę się, że udało się znaleźć porozumienie i jestem tutaj, gdzie czuję, że powinienem być.
Czy nie ma pan takiego poczucia, że w rezerwach teoretycznie ciężko będzie panu więcej osiągnąć? Nie ma pan takich myśli, że w jakiś sposób traci pan czas?
Zdecydowanie nie. Uważam, że każdy trening i mecz to dla mnie duże doświadczenie. Nie jestem też trenerem, który ma za sobą 10-15 poprowadzonych sezonów. Czuję, że rozwijam się tutaj. Tak naprawdę obecny zespół to jest też coś zupełnie innego, coś nowego dla mnie.
Traktuje to pan jako wyzwanie?
Owszem. Mamy nowy zespół, musimy go od początku układać, tworzyć. Jest to właśnie nowe wyzwanie dla mnie. Ja nie potrzebuję i nie mam takiego nastawienia zmiany dla zmiany. Czuję się dobrze w Śląsku i widzę, że się rozwijam. Dużo mi daje praca w Śląsku i jeśli Śląsk mnie będzie potrzebował, możliwe, że nigdy nie zmienię.
To już trzy sezony w drugim zespole Śląska Wrocław. Jak bardzo rozwinął się pan jako trener przez ten okres?
Myślę, że bardzo. Teoria to jedno, a druga sprawa, to boisko i podejmowanie decyzji, dobór właściwych zawodników, strategii, radzenie sobie z jakimiś problemami i rzeczami, na które nie ma się w stu procentach wpływu i zarządzanie nimi. Tego się nie da zastąpić, oczywiście wiedzę trzeba cały czas nabywać i konfrontować z doświadczeniem, ale ciężko je zastąpić. Te trzy sezony to ponad sto spotkań, ale też setki treningów, trochę problemów, ale też fajnych rzeczy, które kształtują cię jako trenera oraz człowieka.
Chciałbym zapytać też o licencję UEFA PRO. Nie udało się dostać na obecny kurs, ale chyba na najlepszą edycję powinno się już panu dostać?
Ciężko mi powiedzieć w 100%, bo jedno to doświadczenie, za które są punkty, drugie to egzamin plus rozmowa. Za poprzedni sezon przepracowany w II lidze mam kolejne punkty, ale najpierw musi się skończyć obecny kurs, zanim ogłoszą nową listę. Oczywiście, będę próbować, bo chcę się rozwijać. Zobaczymy, jak to będzie.
Przed sezonem z funkcji kapitana zrezygnował Hubert Muszyński. Jak ta decyzja wpłynęła na szatnię i pana?
Na pewno takie decyzje nie są łatwe, dla Huberta na pewno też taka była. Czasami w życiu zmieniają się pewne rzeczy. Hubert jest bardzo ważną postacią i myślę, że jego nastawienie do pracy, podejścia do tego zespołu i funkcjonowania w nim w żaden sposób się nie zmieniło, byłem o tym przekonany, że tak będzie. Może nie jest kapitanem z opaską, ale wciąż jednym z liderów w drużynie. Doszedł Krzysztof Danielewicz jako nowy kapitan, więc myślę, że to tylko na plus i naprawdę wierzę, że dodało to nam pozytywnego bodźca. To, co powiedziałem wcześniej, może on się dzielić swoim doświadczeniem z młodymi zawodnikami, a to też jest jeden z głównych celów.
Właśnie to boiskowe doświadczenie zdecydowało, że wybór padł na Danielewicza?
To była moja propozycja wynikająca właśnie z tego i tutaj rada drużyny potwierdziła mi to.
A kto jest w radzie drużyny?
Jest większa grupa zawodników, tzn. Hubert Muszyński, Wiktor Kamiński, Szymon Rygiel, Gracjan Korytkowski, Mikołaj Tudruj, Jan Chodera. Oni mi to potwierdzili, ale tak jak mówię, opaska to jedno, a drugie to, że tu wszyscy mają wpływ na to, jak ten zespół funkcjonuje.
Jak wygląda sytuacja zdrowotna kontuzjowanych piłkarzy? Mam tu na myśli Janka Choderę, czy Damiana Warchoła.
Damian jeszcze nie trenuje na boisku. Pracuje jeszcze na siłowni, natomiast słyszałem, że dopiero za dwa tygodnie rozpocznie takie wprowadzenie do biegania. Pamiętajmy, że złamał on palec podczas przygotowań. Janek Chodera zaczął już biegać, to była to kwestia kostki i powoli będzie wprowadzany do zespołu. Do tego Allen Rozum wraca też po zerwaniu więzadeł krzyżowych.
Chciałbym zapytać również o Miłosza Kozaka. On trafił do rezerw na początku roku, miał później kontuzję pleców, ostatecznie nie wystąpił w żadnym oficjalnym spotkaniu. Co z nim się działo?
Miłosz jeszcze w zeszłym sezonie doznał kontuzji pleców, więc trwało to dosyć długo. To jest taki uraz, który jest trudny, bo przy pewnych obciążeniach i napięciach, te plecy po prostu bolą. Ja dostawałem informacje, czy jest w gotowości, czy nie. Później w okresie przygotowawczym trenował już normalnie z drużyną, więc pracował na to, by u nas zafunkcjonować, ale nie do końca spełniał te kryteria w zespole.
Jakie to kryteria?
To są rzeczy boiskowe, sposób, w jaki chcemy grać i funkcjonować. Nie chciałbym dużo o tym mówić, bo wolałbym skupić się na tych piłkarzach, którzy grają.
Jak ci piłkarze, jak Warchoł, Sokołowski, Kozak, którzy do niedawna byli w pierwszym zespole Śląska, a dziś są w rezerwach, funkcjonują na co dzień?
Miłosz Kozak był pierwszym graczem, który trafił do nas, więc był dłużej w rezerwach. Ostatnio przed obozem dołączyli do nas Patryk Sokołowski i Damian Warchoł. Damian szybko doznał urazu, bo w meczu ze Slavią złamał palec, więc ciężko tu dużo powiedzieć, bo chwilę z nami tylko trenował. Natomiast Patryk normalnie pracuje. Jest pozytywną postacią, mam nadzieję, że to będzie cały czas wyglądało tak samo. Ze względy na to, że trenuje i pojawia się przestrzeń, mógł wystąpić przeciwko Resovii Rzeszów oraz Stalą Stalowa Wola. W obu tych meczach dał pozytywny sygnał, że jest profesjonalistą. Dobrze funkcjonuje w rezerwach i jeśli będzie taka przestrzeń, będziemy z niego korzystać.
Przez te trzy sezony spędzone w rezerwach miał pan więcej takich przypadków, gdzie piłkarze byli przesuwani do drugiej drużyny, np. Caye Quintana, Patryk Klimala, Victor Garcia. Jak tacy piłkarze, którzy jeszcze do niedawna występowali np. w Ekstraklasie, odnajdują się w nowej rzeczywistości? Czy widać po nich wtedy mniejsze zaangażowanie?
Na pewno nie jest to dla nich łatwe, bo nie oszukujmy się, jeśli dostajesz informację, że jesteś przesunięty do drugiego zespołu, to tak naprawdę jest to dla ciebie sygnał, że w tym momencie pierwszy zespół nie widzi dla ciebie miejsca w kadrze. Ci piłkarze, którzy zostali wymienieni, przychodzili do Śląska, aby pełnić w nim jakąś ważną rolę. Tu ważne było ich nastawienie do nowej sytuacji. W przypadku zagranicznych zawodników to był akurat krótki czas, bo dość szybko ich umowy zostały rozwiązane. Patryk zagrał cztery mecze, strzelił nawet hat-tricka w jednym meczu, był dobrze nastawiony do pracy. Pomógł nam, my w jakiś sposób pomogliśmy mu, żeby te bramki zdobywał, bo też miał z tym problem w pierwszym zespole. Była szansa, żeby wrócił, ale to się jednak nie wydarzyło, więc odszedł za granicę i tam strzelał. Pół żartem, pół serio, może nasze treningi troszeczkę mu pomogły. Każdy przypadek jest inny, to kwestia nastawienia zawodnika do pracy, do danego momentu. Ja wiem, że to nie jest łatwe dla nich, bo dla nikogo by to nie było.
Na koniec, pytanie - jak zapatrujecie się na rywalizację w Pucharze Polski? Ostatnio wygraliście ze Stalą Stalowa Wola i zagracie w I rundzie z czwartoligowym Bedkidem Andrychów. Trafiliście na łatwiejszego rywala niż pierwsza drużyna. Może być tak, że zajdziecie dalej niż zespół trenera Simundzy.
Jesteśmy na tym samym etapie, ale tak jak pan powiedział, pierwsza drużyna trafiła na Pogoń Szczecin, bardzo mocnego rywala. My w teorii mamy prostsze zadane, ale nie zamierzamy lekceważyć naszego przeciwnika, bo historia Pucharu Polski kocha takie niespodzianki. Trzecioligowe zespoły eliminowały ekstraklasowe, więc my jako drugoligowiec nie możemy lekceważyć zespołu z IV ligi, bo byłoby to głupota. Nadarzyła się fajna szansa, żeby zajść jak najdalej. Musimy od siebie wymagać, żeby wygrać z Beskidem. Oni na pewno zrobią wszystko, żeby się u siebie pokazać z jak najlepszej strony i sprawić niespodziankę. My z kolei musimy być na tyle skupieni i dobrzy, żebyśmy to my zaszli dalej. To jest znów promocja dla młodych chłopaków, dla klubu i nas wszystkich.
Gdybyśmy awansowali do kolejnej rundy, chciałbym zagrać z kimś z Ekstraklasy. Natomiast dla mnie też ważne byłoby to, aby trafić na zespół z innego poziomu rozgrywkowego jako zdobycie kolejnego doświadczenia.
