Bezbramkowy remis Śląska Wrocław z Piastem Gliwice pozostawił więcej pytań niż odpowiedzi. Wojskowi zachowali czyste konto, a statystyki wskazują, że stworzyli sytuacje o większej łącznej wartości niż rywale. Czy jednak pierwszy mecz Toniego Golema przyniósł rzeczywistą poprawę? Przyjrzeliśmy się liczbom, indywidualnym występom i najważniejszym momentom sobotniego spotkania.
Nowy trener, stare problemy?
Sobotnie spotkanie 14. kolejki Ekstraklasy miało być dla Śląska początkiem nowego rozdziału. Po zwolnieniu Ante Simundzy drużynę przejął jego dotychczasowy asystent, Toni Golem. Chorwat miał za sobą zaledwie dwa treningi w nowej roli, dlatego trudno było oczekiwać natychmiastowej rewolucji. Kibice mogli jednak liczyć przynajmniej na zmianę nastawienia, większą intensywność oraz ograniczenie błędów, które w poprzednich spotkaniach kosztowały wrocławian wiele punktów.
https://twitter.com/Slasknet/status/2119043229450440986
Golem nie zdecydował się na całkowite przemodelowanie zespołu. Śląsk ponownie wystąpił z trójką środkowych obrońców, ale w wyjściowym składzie pojawili się Marko Dijaković oraz Eniss Shabani. Szczególnie interesująca była pierwsza z tych decyzji, ponieważ austriacki defensor otrzymał szansę kosztem Mariusza Malca.
Ostatecznie Wojskowi zremisowali z Piastem 0:0. Sam rezultat można interpretować dwojako. Z jednej strony Śląsk przerwał serię ligowych porażek i nie stracił bramki przeciwko dobrze dysponowanemu przeciwnikowi. Z drugiej nadal nie potrafił odnieść zwycięstwa, mimo że już w pierwszych minutach otrzymał znakomitą okazję do objęcia prowadzenia.
Liczby oszukują! Dwa momenty zmieniają obraz meczu
Na pierwszy rzut oka statystyki sugerują stosunkowo wyrównane spotkanie, w którym Śląsk potrafił stworzyć groźniejsze sytuacje. Wrocławianie zakończyli mecz z 45% posiadania piłki, oddali 10 strzałów przy 16 próbach Piasta, a obie drużyny tylko dwukrotnie trafiły w światło bramki.
Najciekawsza różnica pojawia się jednak przy oczekiwanych golach. Śląsk uzyskał 1,78 xG, podczas gdy Piast zakończył spotkanie z wynikiem 1,29 xG. Teoretycznie gospodarze wypracowali więc okazje o większym prawdopodobieństwie zdobycia bramki.
Problem polega na tym, jak ta wartość powstała.
W 9. minucie Przemysław Banaszak nie wykorzystał rzutu karnego, którego wartość wynosiła 0,79 xG. Z kolei w 76. minucie Luka Marjanac zmarnował główkę z czterech metrów, wycenioną na 0,53 xG.
Zaledwie te dwie sytuacje odpowiadały za około 74% całego xG Śląska. Pozostałe osiem strzałów miało łączną wartość zaledwie 0,46 xG.
To fundamentalna różnica w interpretacji meczu. Śląsk rzeczywiście miał okazje, które powinny przynieść przynajmniej jednego gola, ale nie oznacza to, że regularnie rozmontowywał defensywę gliwiczan.
Po odjęciu rzutu karnego wrocławianie pozostają z 0,99 xG wypracowanym z pozostałych sytuacji. Ponad połowę tej wartości zapewniła jedna główka Marjanaca.
Nie można jednak zapominać, że Piast również miał czego żałować. Już w 3. minucie Andreas Katsantonis nie trafił do bramki z bardzo bliskiej odległości. W 25. minucie Ivan Lima uderzył w poprzeczkę, a cztery minuty później Karol Niemczycki uratował Śląsk po groźnej główce Juande Rivasa.
Wrocławianie nie byli więc jedynymi, którzy zmarnowali znakomite okazje.
Jeszcze ciekawiej wygląda zestawienie działań w ostatniej tercji boiska. Śląsk zanotował aż 79 wejść w tę strefę, a Piast tylko 42. Pomimo tego gliwiczanie oddali więcej strzałów i częściej kontaktowali się z piłką w polu karnym przeciwnika (31 do 26).
Wojskowi potrafili przemieszczać grę w okolice bramki Domena Grila, ale zbyt rzadko zamieniali to na konkretne zagrożenie. Sama obecność w ofensywnej strefie nie oznacza przecież jeszcze dobrze skonstruowanego ataku.
Czy coś zmieniło się po przerwie?
Pierwsza połowa pod względem organizacji gry w większym stopniu należała do Piasta. Gliwiczanie utrzymywali się przy piłce przez 61% czasu, wykonali 274 podania przy zaledwie 174 Śląska i oddali osiem strzałów, podczas gdy gospodarze tylko trzy.
Co ciekawe, mimo tak wyraźnej różnicy pod względem liczby prób, xG wynosiło odpowiednio 0,76 dla Piasta oraz 0,85 dla Śląska.
Ponownie decydującą rolę odegrała jedenastka Banaszaka. Bez rzutu karnego Śląsk wypracował przed przerwą zaledwie 0,06 xG. W tym okresie trudno zatem mówić o skutecznie funkcjonującym ataku pozycyjnym.
Po zmianie stron statystyki zaczęły wyglądać korzystniej dla gospodarzy. Posiadanie piłki wzrosło do 51%, liczba podań do 246, a liczba strzałów z trzech do siedmiu. Śląsk zanotował również 49 wejść w ostatnią tercję, podczas gdy Piast tylko 18.
Można więc dostrzec zmianę proporcji gry. Wrocławianie częściej przebywali na połowie przeciwnika, a rywale nie mieli już takiej swobody w prowadzeniu ataków.
Trudno jednak przypisać tę poprawę wyłącznie działaniom szkoleniowca. Piast również zmienił sposób funkcjonowania, a z upływem czasu większą rolę zaczęły odgrywać zmęczenie i zmiany personalne.
Co ważniejsze, przewaga terytorialna nadal nie przekładała się na regularne tworzenie dogodnych sytuacji. Śląsk zgromadził po przerwie 0,94 xG, ale aż 0,61 tej wartości przypadło na trzy próby jednego zawodnika, Marjanaca.
Zauważalna była zatem poprawa w docieraniu pod pole karne, lecz niekoniecznie w jakości ostatnich decyzji.
Jeden debiutant skradł uwagę
Karol Niemczycki zakończył spotkanie z czystym kontem, a jego dwie skuteczne interwencje miały znaczenie dla końcowego rezultatu. Szczególnie ważna była sytuacja z 29. minuty, gdy Juande Rivas główkował z około czterech metrów. Strzał miał wartość 0,25 xG, ale po uwzględnieniu miejsca, w które zmierzała piłka, osiągnął aż 0,88 xGOT. To pokazuje, że bramkarz Śląska musiał wykonać naprawdę dobrą interwencję.
Znacznie mniej przekonująco wyglądała gra Niemczyckiego nogami. Z 26 podań tylko dziewięć dotarło do adresata, co oznacza 35% skuteczności. Aż 20 prób stanowiły długie zagrania, z których celne były zaledwie trzy. Dla porównania Domen Gril zanotował 31 celnych podań na 45 prób. Śląsk miał więc trudności z rozpoczynaniem akcji od własnego bramkarza, a częste szukanie dalekiego podania nie zapewniało utrzymania futbolówki.
Marko Dijaković był jednym z najjaśniejszych punktów gospodarzy. Austriak zanotował najwięcej kontaktów z piłką spośród zawodników Śląska, aż 92. Do tego wykonał 51 celnych podań na 64 próby, zaliczył siedem wybić, dwa przechwyty oraz wygrał osiem z dziesięciu pojedynków.
Szczególnie ostatnia statystyka zasługuje na uwagę. Pozostali obrońcy wrocławian mieli znacznie większe problemy z rywalizacją fizyczną, tymczasem Dijaković potrafił skutecznie interweniować zarówno przy ziemi, jak i w powietrzu. Wygrał sześć z siedmiu pojedynków naziemnych i dwa z trzech powietrznych. Jego 15 działań defensywnych potwierdza, że nie był wyłącznie zawodnikiem odpowiedzialnym za rozegranie. Debiutant dał trenerowi argument, aby rozważyć pozostawienie go w podstawowym składzie.
Dominik Szala również zanotował 15 działań defensywnych, w tym aż 11 wybić. Na pierwszy rzut oka wygląda to bardzo dobrze, ale szersza analiza jego gry ujawnia poważniejszy problem.
Obrońca wygrał jedynie trzy z dziesięciu pojedynków, a w powietrzu zaledwie jeden z siedmiu. Tak niska skuteczność w rywalizacji o górne piłki musi niepokoić, szczególnie w zespole grającym z trójką stoperów. Duża liczba wybić pokazuje, że Szala często znajdował się tam, gdzie było to potrzebne, lecz jednocześnie nie zawsze potrafił wygrać pierwsze starcie z przeciwnikiem.
Lamine Ba zaprezentował się nieco inaczej. Wykonał 30 celnych podań na 32 próby, osiągając imponujące 94% skuteczności. Dołożył sześć wybić, ale nie wygrał żadnego z dwóch odnotowanych pojedynków. W porównaniu z Dijakoviciem był zdecydowanie mniej zaangażowany w bezpośrednią rywalizację. Wysoka celność podań jest zaletą, choć sama w sobie nie dowodzi, że zawodnik skutecznie przyspieszał akcje lub przełamywał ustawienie przeciwnika.
Mariusz Malec pojawił się na murawie w 73. minucie, zastępując Ba. Zanotował 13 kontaktów z piłką, wykonał 10 celnych podań na 12 prób oraz zaliczył jedno wybicie. Przegrał jedyny pojedynek, w którym uczestniczył. Jego występ był jednak na tyle krótki, że trudno na tej podstawie rozstrzygać rywalizację o miejsce w podstawowym składzie.
Wahadła miały dać szerokość, ale czy dały coś więcej?
Alex Timossi Andersson nie należał do najbardziej aktywnych zawodników Śląska w rozegraniu. Zanotował 42 kontakty z piłką, z czego 18 z 23 podań było celnych. Miał jednak jedno kluczowe zagranie i dwa dokładne dośrodkowania na cztery próby.
Problemem była jego skuteczność w pojedynkach. Wygrał cztery z jedenastu, a w rywalizacji powietrznej przegrał wszystkie cztery starcia. Zawodnik występujący na wahadle powinien łączyć aktywność ofensywną z odpowiedzialnością w defensywie, a Andersson nie zawsze potrafił utrzymywać równowagę między tymi zadaniami.
Dla porównania Ema Twumasi z Piasta zanotował 76 kontaktów z piłką i 47 celnych podań na 52 próby. Różnica w zaangażowaniu obu zawodników w rozegranie była wyraźna, choć trzeba uwzględnić również odmienne zadania wynikające z ustawienia zespołów.
Jan Jurcec był nieco bardziej aktywny. Zanotował 60 kontaktów z piłką i 31 celnych podań na 39 prób. Wygrał pięć z ośmiu pojedynków, co na tle wielu kolegów wyglądało korzystnie. Oddał również jeden niecelny strzał o wartości 0,05 xG.
Jego liczby pokazują jednak ograniczony wkład w kreowanie sytuacji. Nie zanotował kluczowego podania, a jedyne dośrodkowanie nie znalazło adresata. W systemie z wahadłowymi takie elementy mają szczególne znaczenie, ponieważ to właśnie boczni zawodnicy powinni pomagać w rozciąganiu obrony przeciwnika i dostarczaniu piłek do napastników.
Jurcec nie rozegrał złego spotkania pod względem pojedynków, lecz zabrakło konkretów ofensywnych.
Środek pola nadal nie funkcjonuje tak jak powinien
Karol Linetty był jednym z tych zawodników, po których można było oczekiwać większego wpływu na organizację gry. Tymczasem do momentu zejścia w 61. minucie zanotował zaledwie 25 kontaktów z piłką i wykonał 12 celnych podań na 16 prób.
Jeszcze bardziej niepokoi skuteczność w pojedynkach. Linetty wygrał tylko jeden z sześciu, a trzy razy sam był faulowany. Oczywiście nie każdy środkowy pomocnik musi dominować w bezpośredniej rywalizacji, ale powinien zapewniać drużynie większą kontrolę nad przebiegiem spotkania.
Tutaj tego zabrakło. Dla porównania Quentin Boisgard zanotował 70 kontaktów z piłką, a Oskar Leśniak 76. Obaj pomocnicy Piasta byli znacznie częściej zaangażowani w rozegranie. Linetty miał trudności z narzucaniem tempa i nie dawał drużynie wystarczającego wsparcia przy przechodzeniu z obrony do ataku.
Grzegorz Tomasiewicz również nie zdołał przejąć odpowiedzialności za kreowanie gry. Zanotował 43 kontakty z piłką, wykonał 25 celnych podań na 33 próby i wygrał dwa z sześciu pojedynków. Nie zaliczył żadnego kluczowego podania, mimo że czterokrotnie próbował dośrodkowywać.
Warto zestawić jego statystyki z Leśniakiem. Pomocnik Piasta wykonał 52 celne podania na 62 próby, a przede wszystkim zanotował aż cztery kluczowe zagrania. To więcej niż jakikolwiek zawodnik Śląska w tym spotkaniu.
Różnica nie sprowadza się więc wyłącznie do posiadania piłki. Piast miał w środku pola zawodników, którzy częściej uczestniczyli w rozegraniu i potrafili przygotowywać partnerom okazje do oddania strzału. Tomasiewicz nie zapewnił podobnej jakości.
Eniss Shabani był jednym z najbardziej interesujących zawodników gospodarzy. To właśnie jego wejście w pole karne doprowadziło do faulu Hugo Vallejo i podyktowania rzutu karnego. Było to najważniejsze ofensywne osiągnięcie Śląska w pierwszej połowie.
Nie oznacza to jednak, że całościowo jego występ można ocenić jednoznacznie pozytywnie. Shabani zanotował 44 kontakty z piłką, 25 celnych podań na 33 próby oraz jedno kluczowe zagranie. Wygrał trzy z dziesięciu pojedynków, a 16 razy tracił posiadanie.
Był zawodnikiem podejmującym ryzyko, ale zbyt rzadko kończyło się ono stworzeniem przewagi. Wywalczona jedenastka pozostaje dużym plusem, jednak dalsza część meczu pokazała, że jego wpływ na ofensywę był ograniczony.
Jorge Yriarte wszedł na boisko w 61. minucie i w krótszym czasie zanotował niemal tyle samo kontaktów z piłką co Linetty, 24. Wykonał 15 celnych podań na 19 prób, a przede wszystkim wygrał pięć z dziesięciu pojedynków.
To interesujące porównanie, ponieważ pokazuje różnicę w zaangażowaniu w bezpośrednią rywalizację. Yriarte uczestniczył w większej liczbie starć niż Linetty, mimo że spędził na murawie znacznie mniej czasu. Nie oznacza to automatycznie, że rozegrał znakomite spotkanie, ale wprowadził do środkowej strefy więcej aktywności w walce o piłkę.
Adam Ciućka otrzymał szansę w 83. minucie. Mimo krótkiego występu zanotował 18 kontaktów z piłką i oddał jeden niecelny strzał o wartości 0,13 xG. Była to okazja z 89. minuty, gdy po szybkim ataku uderzał prawą nogą, ale nie zdołał skierować piłki do bramki.
Młody zawodnik wykonał osiem celnych podań na 13 prób i przegrał oba pojedynki. Jego wejście pokazało gotowość do podejmowania prób zakończenia akcji, ale nie dostarczyło jeszcze wystarczających argumentów, aby wyciągać daleko idące wnioski.
Kto zawiódł w ataku najbardziej?
Piotr Samiec-Talar był jednym z najbardziej zaangażowanych w ofensywę zawodników Śląska. Zanotował 62 kontakty z piłką, wykonał 28 celnych podań na 37 prób, miał jedno kluczowe zagranie oraz oddał dwa strzały o łącznej wartości 0,09 xG.
W 84. minucie jego uderzenie lewą nogą z około 16 metrów obronił Domen Gril. Sama próba miała wartość 0,07 xG, lecz po uwzględnieniu miejsca, w które zmierzała piłka, osiągnęła 0,31 xGOT. Było to jedno z niewielu uderzeń Śląska z gry, które rzeczywiście zmusiło bramkarza do interwencji.
Nie wszystkie liczby przemawiają jednak na korzyść kapitana. Samiec-Talar zanotował aż 26 utrat posiadania, wygrał cztery z jedenastu pojedynków, a tylko jedno z sześciu dośrodkowań znalazło adresata.
Wysoka liczba strat częściowo wynika z podejmowania ryzyka w ofensywie. Nie można zatem traktować jej w oderwaniu od roli zawodnika. Problem polega jednak na tym, że ryzyko zbyt rzadko przynosiło wymierne korzyści. Samiec-Talar był aktywny, ale brakowało mu skuteczności w finalizacji i jakości ostatniego podania.
Przemysław Banaszak będzie zapamiętany przede wszystkim z fatalnie wykonanego rzutu karnego. W 9. minucie napastnik stanął przed szansą na otwarcie wyniku, lecz oddał zbyt lekkie, czytelne uderzenie, które bez większych problemów zatrzymał Gril.
Wartość tej sytuacji wynosiła 0,79 xG. To oznacza, że Śląsk zmarnował okazję, której wykorzystanie mogło całkowicie zmienić przebieg spotkania.
Niestety pozostałe statystyki napastnika nie przedstawiają się lepiej. Banaszak zanotował tylko 15 kontaktów z piłką, wykonał sześć celnych podań na osiem prób i wygrał trzy z sześciu pojedynków. Nie oddał żadnego strzału poza rzutem karnym.
W 61. minucie opuścił boisko. Trudno nie odnieść wrażenia, że jego występ został zdominowany przez jedną sytuację, ale równie istotnym problemem była niewielka obecność w grze. Śląsk nie potrafił odpowiednio wykorzystać swojego środkowego napastnika.
Malaly Dembele pojawił się na murawie właśnie w miejsce Banaszaka. W stosunkowo krótkim czasie zanotował 22 kontakty z piłką, wykonał 14 celnych podań na 16 prób i zaliczył dwa kluczowe zagrania.
To interesujący rezultat, szczególnie w zestawieniu z podstawowymi ofensywnymi zawodnikami Śląska. Dembele nie oddał wprawdzie żadnego strzału, ale potrafił uczestniczyć w konstruowaniu akcji i szukać podań otwierających przestrzeń. Wygrał również trzy z pięciu pojedynków.
Jego wejście można uznać za obiecujące, choć od zawodnika ofensywnego trzeba ostatecznie wymagać również obecności w sytuacjach strzeleckich.
Luka Marjanac wszedł dopiero w 73. minucie, a mimo to oddał aż trzy strzały, najwięcej spośród wszystkich zawodników Śląska. Ich łączna wartość wyniosła 0,61 xG.
Najważniejsza była sytuacja z 76. minuty. Po dograniu w pole karne Marjanac znalazł się około czterech metrów od bramki i uderzył głową. Piłka minęła jednak cel. Sama okazja miała wartość 0,53 xG, co pokazuje, jak duże było prawdopodobieństwo zdobycia bramki.
W kolejnych minutach napastnik próbował jeszcze dwukrotnie, ale oba strzały zostały zablokowane. Zakończył więc spotkanie bez żadnego celnego uderzenia.
Nie wszystko wyglądało źle
Najważniejszym pozytywem pozostaje czyste konto. Wrocławianie w poprzednich spotkaniach regularnie tracili bramki, często po błędach organizacyjnych i niewłaściwym zabezpieczeniu przestrzeni przed własnym polem karnym. Tym razem, mimo kilku groźnych sytuacji Piasta, udało się uniknąć straty gola.
Nie oznacza to, że defensywa funkcjonowała bez zarzutu. Szczególnie na początku meczu rywale zbyt łatwo dochodzili do dogodnych okazji. Warto jednak docenić postawę Niemczyckiego oraz Dijakovicia, który w swoim pierwszym ligowym występie pokazał się z bardzo dobrej strony.
Drugim plusem była poprawa po przerwie. Śląsk częściej przebywał na połowie przeciwnika, zwiększył liczbę podań oraz strzałów, a Piast miał mniejszą kontrolę nad przebiegiem gry niż w pierwszych 45 minutach.
Pozytywnie można również ocenić wybrane zmiany personalne. Yriarte wniósł więcej aktywności w pojedynkach, Dembele potrafił kreować okazje podaniami, a Marjanac szybko znalazł się w dogodnych sytuacjach strzeleckich. Samo wejście rezerwowych nie przyniosło zwycięstwa, ale pokazało, że na ławce znajdują się zawodnicy zdolni wpłynąć na przebieg meczu.
Te problemy nie zniknęły po zmianie trenera
Największym rozczarowaniem pozostaje skuteczność. Śląsk miał rzut karny oraz główkę z czterech metrów, ale nie zdobył żadnej bramki. Nie można jednak sprowadzać całej krytyki do Banaszaka i Marjanaca. Równie istotne było to, że pozostałe akcje ofensywne nie przynosiły wystarczającego zagrożenia.
Kolejnym problemem jest środkowa strefa boiska. Linetty i Tomasiewicz nie zapewnili drużynie odpowiedniej kontroli, a porównanie z pomocnikami Piasta wypada niekorzystnie. Wojskowi mieli trudności zarówno z płynnym rozegraniem, jak i wygrywaniem bezpośrednich starć.
W całym meczu Śląsk wygrał tylko 42% pojedynków, podczas gdy Piast 58%. Jeszcze gorzej wyglądała rywalizacja powietrzna, wrocławianie zwyciężyli w zaledwie 13 z 35 starć, osiągając skuteczność 37%.
To istotny problem w drużynie, która często korzystała z długich podań i próbowała przesuwać grę do przodu bez rozgrywania przez środek pola. Jeśli zespół nie potrafi wygrywać górnych piłek, traci możliwość utrzymywania ataków po takich zagraniach.
Niepokojąca pozostaje również jakość gry wahadłowych. Zarówno Timossi Andersson, jak i Jurcec mieli momenty aktywności, ale nie dostarczali napastnikom wystarczającej liczby dokładnych podań. W ustawieniu z trójką środkowych obrońców jest to jeden z kluczowych elementów ofensywy.
Jeden punkt i wiele pytań. Co dalej?
Remis z Piastem nie musi być oceniany wyłącznie negatywnie. Śląsk mierzył się z przeciwnikiem prezentującym w ostatnich tygodniach zdecydowanie lepszą formę, zachował czyste konto i miał okazje do odniesienia zwycięstwa.
Problem w tym, że trudno budować optymizm wyłącznie na niewykorzystanym rzucie karnym i jednej znakomitej sytuacji rezerwowego napastnika.
Statystyki pokazują drużynę, która po przerwie potrafiła przesunąć ciężar gry na połowę rywala, lecz nadal nie umiała konsekwentnie tworzyć zagrożenia. Indywidualnie pojawiło się kilka pozytywnych sygnałów, szczególnie ze strony Dijakovicia, ale nie zabrakło również rozczarowań wśród zawodników mających odpowiadać za organizację ofensywy.
Debiut Golema nie przyniósł przełomu. Dał jednak pierwsze wskazówki dotyczące tego, na kim można opierać przebudowę zespołu, a które elementy wymagają zdecydowanej poprawy.
I właśnie tnajważniejsze pytanie po sobotnim remisie jest to czy wrocławianie zaczynają wychodzić z kryzysu, czy jedynie zatrzymali się na chwilę w miejscu?

Autor
Pochodzę z Oleśnicy. Na co dzień zajmuję się optymalizacją oraz analizą danych, w tym również danych piłkarskich. Poza analizami, które możecie przeczytać na Śląsknecie, jestem związany z piłką kobiecą w strukturach Śląska Wrocław. Ze Śląsknetem współpracuję od lipca 2025 roku, a samemu Śląskowi kibicuję od małolata.
Obserwuj Śląsknet
Dołącz do kanału na WhatsAppieNajnowsze teksty prosto na telefonJesteśmy też na:
Komentarze